Jeszcze niedawno wyjazd na stadion Legii Warszawa budził u beniaminków drżenie nóg. W piątkowy wieczór Śląsk Wrocław przyjechał do stolicy, narzucił własne warunki gry i był o krok od zgarnięcia pełnej puli. Remis 1:1 wyszarpany przez gospodarzy w samej końcówce pozostawił w szatni Trójkolorowych potężną sportową złość. Trener Ante Šimundża na pomeczowej konferencji nie krył dumy, ale też twardo rozliczył ostatnie fragmenty gry.
Wściekłość w szatni to najlepszy znak
Wrocławianie zaprezentowali futbol odważny, zorganizowany i bez cienia kompleksów. Przez długie fragmenty kontrolowali wydarzenia na boisku, tworząc groźniejsze okazje bramkowe. Strata prowadzenia w ostatnich minutach uderzyła w zespół, ale szkoleniowiec widzi w tym fundament pod budowę silnej mentalności.
– Byliśmy po prostu lepszą drużyną i wypracowaliśmy sobie znacznie lepsze sytuacje. Takie mecze musimy bezwzględnie zamykać i wygrywać, choć doskonale wiemy, jak trudny to teren. Tracąc gola w samej końcówce, zawsze czujesz rozczarowanie. Jestem jednak niesamowicie dumny z tego, jak zespół poradził sobie z presją warszawskich trybun i ciężarem gatunkowym starcia. To bardzo ważne, że po remisie na Legii w szatni jest smutek i złość. To pokazuje, w jakim miejscu chcemy być – podkreślił słoweński szkoleniowiec.
Najlepszy mecz w sezonie i lekcja dojrzałości
Šimundża bez wahania ocenił występ w Warszawie jako jeden z najlepszych momentów drużyny po powrocie do elity. Podkreślił jednak, że przeskok jakościowy między zapleczem a Ekstraklasą wymaga bezwzględnej koncentracji do ostatniego gwizdka sędziego.
– W pierwszej połowie graliśmy z ogromnym spokojem i swobodą przy piłce. W drugiej części momentami tego brakowało. W końcówce wkradła się niepotrzebna nerwowość i zbyt pochopne decyzje. Zespół cały czas rośnie. Nowi zawodnicy podnieśli jakość, ale aby regularnie punktować na tym poziomie, musimy utrzymać taką pasję, agresję w doskoku i zaangażowanie w każdym kolejnym spotkaniu – zaznaczył trener.
Reżyseria Samca-Talara i praca nad intensywnością
Pod lupą znalazły się także indywidualne występy graczy formacji ofensywnej. Szkoleniowiec wyraził pełne zaufanie do Luki Marjanaca, chwalił postawę Enissa Shabaniego, a także szczegółowo wyjaśnił taktyczną rolę Piotra Samca-Talara, który kolejny raz udowodnił swój wysoki kunszt piłkarski.
– Luka ciężko haruje na murawie i kwestią czasu jest, kiedy piłka po jego strzale wyląduje w siatce. Shabani pokazał, że potrafi rywalizować z najmocniejszymi w lidze, choć musi jeszcze wejść na wyższy pułap intensywności. Jeśli chodzi o Piotra Samca-Talara, wykonaliśmy razem mnóstwo pracy. On ma niezwykłą inteligencję boiskową, co pozwala mi rotować jego pozycją w zależności od struktury taktycznej. Wie, jak pomagać w tyłach i jak napędzać atak. Wciąż ma przestrzeń, by stać się piłkarzem kompletnym – podsumował Šimundża.
Więcej artykułów o piłkarskim Śląsku Wrocław znajdziesz w dedykowanej zakładce klubu: zobacz tutaj.







