Image

Bolesny cios w 94. minucie. Śląsk wypuścił z rąk triumf na Łazienkowskiej!

To miał być wieczór absolutnego triumfu i taktycznego majstersztyku Ante Šimundży. Śląsk Wrocław przyjechał na gorący teren niepokonanego lidera, zneutralizował jego najgroźniejsze atuty i przez niemal godzinę trzymał w garści prowadzenie. Zabrakło sekund i bezwzględności pod bramką rywala. Legia Warszawa wyszarpała remis 1:1 w doliczonym czasie gry po trafieniu Rafała Adamskiego.

Zimna krew kapitana i powrót skały

Przed pierwszym gwizdkiem szkoleniowiec WKS-u dokonał trzech istotnych korekt w składzie. Najważniejszą wiadomością był powrót Lamine Ba, który po odcierpieniu kary za czerwoną kartkę natychmiast uporządkował grę wrocławskiej defensywy. Obok niego na wahadle zameldował się Michał Rosiak, a w środku pola od początku biegał Eniss Shabani.

Gospodarze, prowadzeni przez Marka Papszuna, próbowali narzucić swoje warunki i rozruszać skrzydła, ale wrocławski mur pracował bez zarzutu. Przełom nastąpił w 32. minucie. Marc Llinares posłał precyzyjną piłkę w pole karne, tam sprytnie zastawił się Shabani i został sfaulowany przez Rafała Augustyniaka. Sędzia Marcin Szczerbowicz bez wahania wskazał na jedenasty metr. Do piłki podszedł Piotr Samiec-Talar, zachował lodowaty spokój i precyzyjnym strzałem uciszył trybuny w stolicy.

Skorzystaj z oferty
Adidas – skorzystaj z oferty

Zmarnowane piłki meczowe

Po zmianie stron gospodarze ruszyli do zmasowanego naporu, ale to Śląsk miał w rękach wszystkie karty, by zamknąć to spotkanie i dobić rywala. Znakomicie między słupkami spisywał się Karol Niemczycki, który m.in. w 67. minucie wyciągnął groźne uderzenie Wojciecha Urbańskiego zmierzające pod poprzeczkę.

Wrocławianie nastawili się na zabójcze kontry. W 73. minucie po koronkowej akcji Samiec-Talar wyłożył piłkę Przemysławowi Banaszakowi, ale napastnik Śląska w sytuacji sam na sam przegrał pojedynek z Otto Hindrichem. Trzy minuty później bramkarz Legii powtórzył ten wyczyn, zatrzymując szarżującego Lukę Marjanaca. Zamiast bezpiecznego 2:0, na boisku zrobiło się nerwowo. W 82. minucie z powodu urazu plac gry musiał opuścić Yehor Matsenko, co otworzyło drogę do debiutu Dominikowi Szali. Młody defensor chwilę po wejściu popisał się kluczowym blokiem, powstrzymując sprytny strzał piętką Łukasza Zjawińskiego.

Egzekucja w doliczonym czasie

Gdy wydawało się, że wrocławianie dowiozą komplet punktów do końcowego gwizdka, nadeszła feralna 94. minuta. Legia postawiła wszystko na jedną kartę. Paweł Wszołek posłał precyzyjne dośrodkowanie w pole karne, a wprowadzony po przerwie Rafał Adamski uprzedził obrońców i uderzeniem głową wpakował piłkę do siatki.

Śląsk wywozi z Warszawy punkt po meczu, w którym postawił liderowi piekielnie trudne warunki, jednak w szatni po końcowym gwizdku dominował ogromny niedosyt.

Legia Warszawa – Śląsk Wrocław 1:1 (0:1)

Bramki: Adamski 94′ – Samiec-Talar 35′ (karny)

Legia: Hindrich – Piątkowski, Augustyniak, Deziel JR (85′ Rajović), Wszołek, Jędrzejczyk (1′ Kapustka), Arreiol (77′ Szczepanik), Vinagre, Sevcik (46′ Urbański), Zjawiński, Kuchta (77′ Adamski).

Śląsk: Niemczycki – Rosiak, Matsenko (82′ Szala), Ba, Malec, Llinares, Shabani (63′ Yriarte), Tomasiewicz, Samiec-Talar, Marjanac, Dembele (69′ Banaszak).

Żółte kartki: Wszołek, Rosiak (Legia) – Shabani (Śląsk)

Sędziował: Marcin Szczerbowicz (Olsztyn)

fot. Śląsk Wrocław

Przewijanie do góry