Po niezwykle emocjonującym spotkaniu 5. kolejki PKO BP Ekstraklasy, w którym Śląsk Wrocław zremisował z Widzewem Łódź 3:3, na pomeczowej konferencji prasowej głos zabrał trener gospodarzy, Ante Simundza. Słoweński szkoleniowiec nie krył złości z powodu postawy drużyny w pierwszej połowie, ale docenił charakter i walkę do ostatnich minut.
Mecz na Tarczyński Arenie dostarczył kibicom ogromu emocji. Choć Śląsk od 7. minuty grał w przewadze jednego zawodnika po czerwonej kartce dla Przemysława Wiśniewskiego, do przerwy przegrywał 0:2, a po zmianie stron 1:3. Ostatecznie po zrywie w końcówce wrocławianie wywalczyli jeden punkt.
Piłka nożna dała dziś dużo zabawy, ale pierwsza połowa była słaba
Szkoleniowiec WKS-u rozpoczął swoje podsumowanie od perspektywy widowiska:
– Myślę, że kibice mogą być zadowoleni z meczu, który oglądaliśmy tego wieczoru. Miał on wiele zwrotów akcji, dużo jakości i ciekawych rzeczy, które działy się w jego trakcie. To spotkanie przypomniało nam, dlaczego piłka nożna daje tyle zabawy – podkreślił Simundza.
Radość z dramaturgii nie przesłoniła jednak trenerowi poważnych mankamentów w grze taktycznej jego podopiecznych:
– Zgadzam się, że nasza postawa w pierwszej połowie była na niskim poziomie. Byłem z tego powodu zaskoczony. Dawałem piłkarzom wskazówki, jak powinniśmy grać po czerwonej kartce. Piłkarze tracili głowę, tracili swoje pozycje. Chcieli robić za dużo rzeczy za szybko.
Druga bramka Widzewa? „To nie powinno się wydarzyć w Ekstraklasie”
Trener Śląska zwrócił szczególną uwagę na zachowanie formacji obronnej przy kontratakach rywali, którzy mimo gry w dziesiątkę potrafili dwukrotnie skarcić gospodarzy:
– Po otrzymaniu czerwonej kartki zespół natychmiast zareagował. Mieliśmy być zabezpieczeni w defensywie, ale stwarzaliśmy zagrożenie dla samych siebie. Dla mnie nielogiczne jest to, co wydarzyło się w pierwszej połowie. Takie sytuacje, jak przy pierwszym straconym golu, mogą się wydarzyć, to jest piłka nożna. Z kolei druga stracona bramka? To nie jest do zaakceptowania, jeśli chcemy grać w Ekstraklasie – mówił bez ogródek słoweński szkoleniowiec.
– My jako trenerzy jesteśmy po to, by pomagać i trenować zawodników, żeby zachowywali się na boisku jak najlepiej. Czasem jednak tak się dzieje. Musimy uczyć się na błędach. Dziś z 0:2 i 1:3 robimy 3:3. To pokazuje, że jesteśmy w stanie rywalizować i walczyć. Musimy jednak być odpowiedzialni za to, co robimy w ataku i obronie.
Zmiany w przerwie, brak Lamine Ba i sytuacja kadrowa
Ante Simundza nie wahał się przed radykalnymi decyzjami personalnymi. Jeszcze przed przerwą zmienił Jorge Yriarte, a w przerwie zdjął z boiska Alexa Timossiego Anderssona i Irodotosa Christodoulou:
– Nie byłem zadowolony z postawy Jorge Yriarte. Co do Timossiego Anderssona – zmieniłem go, bo sądzę, że mógł dać nam więcej. Znam jego jakość. Być może proces aklimatyzacji trwa u niego dłużej, ale oczekuję od niego więcej na boisku. W przerwie powiedziałem drużynie, że musimy zapomnieć o tym, co działo się w pierwszej połowie. W piłce nożnej masz dwie szanse – w pierwszej oraz drugiej części gry. Zmieniliśmy sporo i dowodem na to są trzy strzelone gole.
Trener odniósł się także do sytuacji kadrowej oraz braku pauzującego Lamine Ba:
– Ważne dziś było to, że zabrakło Lamine Ba. On jest dla nas bardzo istotny, daje innym zawodnikom dużo pewności siebie. Czy transfer za Michała Mokrzyckiego wystarczy? Myślę, że taki ruch może pomóc. Nie jestem w stanie stwierdzić, czy jeden transfer będzie wystarczający, ale liczę, że dzięki niemu będziemy wyglądać lepiej z piłką przy nodze.
Zapytany na koniec o bilans emocjonalny po takim meczu, szkoleniowiec podsumował:
– Rozumiem trenera Vukovicia i to, co czuje, gdy prowadząc dwoma golami ostatecznie się remisuje. Z naszej perspektywy strzeliliśmy cztery gole, w tym jednego ze spalonego. Oczywiście zawsze chcę wygrywać, ale po takim przebiegu meczu muszę zaakceptować ten remis.
Więcej artykułów o piłkarskim Śląsku Wrocław znajdziesz w dedykowanej zakładce klubu: zobacz tutaj.







