W meczu 31. kolejki Betclic 1 Ligi Śląsk Wrocław zmierzył się na wyjeździe z walczącym o utrzymanie Górnikiem Łęczna. Wrocławianie zwyciężyli pewnie, bo aż 4:0, po trafieniach Banaszaka, Kurowskiego, Matsenki oraz Mokrzyckiego.
Śląsk Wrocław meczem z Górnikiem kończył serię zmagań z zespołami z dolnych rejonów tabeli. Bijący się o bezpośredni awans Wrocławianie udali się na trudny teren do Łęcznej, gdzie tamtejsza drużyna dzielnie walczy o utrzymanie i w ostatnich spotkaniach złapała właściwy rytm. Choć oba zespoły walczyły o zupełnie inne cele, już przed pierwszym gwizdkiem mogliśmy spodziewać się niezwykle emocjonującego widowiska.
W porównaniu z poprzednim spotkaniem trener Simundza dokonał tylko jednej zmiany w wyjściowej jedenastce. Zawieszonego za żółte kartki Lamine’a Ba zastąpił w bloku defensywnym Marko Dijaković. Swój debiut w kadrze pierwszego zespołu zaliczył również Przemysław Mazan – utalentowany pomocnik Akademii Śląska Wrocław.
W pierwszych minutach spotkania częściej piłką operował Śląsk, co dziwić nie mogło, ale Górnik miał swój pomysł na zbliżanie się pod bramkę Michała Szromnika. Gospodarze dwukrotnie potrafili dojść do dogodnych sytuacji po stałych fragmentach, lecz brakowało najważniejszego – uderzenia na bramkę. Śląsk największe zagrożenie stwarzał jednak nie po wypracowanych wielopodaniowych akcjach, lecz kontratakach. Podobnie jak w przypadku Łęcznian, nie ujrzeliśmy po nich uderzenia na bramkę.
Pierwsze poważne ostrzeżenie podopieczni Jurijego Ształowa wysłali w 15. minucie spotkania, kiedy po składnej akcji w poprzeczkę trafił Branislav Spacil. Wcześniej jednak jeden z piłkarzy uczestniczących w tym ataku znajdował się na pozycji spalonej. Wrocławianie musieli pozostać czujni, żeby nie dopuszczać do kolejnych takich sytuacji pod własną bramką.
Przed upływem drugiego kwadransa meczu oba zespoły stworzyły sobie po jednej dogodnej szansie. Najpierw próbował Śląsk Wrocław – po dobrej akcji z lewej strony aktywny tego wieczoru Krzysztof Kurowski posłał piłkę w szesnastkę Górnika. Po zamieszaniu i nieudanej próbie wybicia futbolówka wylądowała pod nogami Jorge Yriarte. Oczami wyobraźni wielu kibiców widziało już tę piłkę w sieci, ale niestety, przeleciała ona minimalnie obok bramki Łukasza Budziłka. Chwilę później zielono-czarni mogli objąć prowadzenie po strzale Kamila Orlika, który znalazł się niepilnowany z piłką na skraju szesnastki WKS-u. Jego uderzenie poszybowało wysoko nad bramką. Piłkarze Górnika w pierwszej fazie tego meczu ewidentnie mieli rozregulowane celowniki.
W 31. minucie spotkania po z pozoru niegroźnej sytuacji pod bramką Górnika Wrocławianie otrzymali rzut karny! Biedrzycki nieodpowiedzialnie zachował się we własnej szesnastce i musnął piłkę ręką po zagraniu Przemysława Banaszaka. Arbiter spotkania bez wahania wskazał na „wapno”, a do rzutu karnego podszedł ten, który go wywalczył. Po dwóch golach z jedenastu metrów w Mielcu Banaszak nie pomylił się również w Łęcznej i tym samym otworzył nam wynik spotkania.
Chwilę przed upływem regulaminowego czasu gry w pierwszej połowie Śląsk dwukrotnie zbliżył się pod bramkę Górnika. Na uwagę zasługiwała akcja prawą stroną boiska Michała Rosiaka, który dośrodkował niemalże idealnie na głowę Luki Marjanaca. Gdyby nie świetna i czujna postawa Budziłka, Śląsk podwyższyłby swoje prowadzenie.
Jednak jak mówi stare przysłowie – co się odwlecze, to nie uciecze! W doliczonym czasie gry Wrocławianie podwyższyli prowadzenie dzięki świetnej akcji indywidualnej Krzysztofa Kurowskiego! Po kombinacyjnej wymianie piłki między Mokrzyckim a Marianacem na prawej stronie boiska wychowanek Śląska otrzymał podanie zaraz przed polem karnym Górnika. Następnie zwodami dwukrotnie oszukał defensywę rywali. Piłka po jego strzale w gąszczu nóg zmieniła jeszcze nieznacznie tor swojego lotu, po czym zatrzepotała w bramce Łęcznian. WKS na przerwę schodził już z bardzo komfortowym wynikiem.
Z kolei druga część spotkania nie mogła rozpocząć się lepiej. Już w 49. minucie spotkania Wrocławianie zdobyli trzeciego gola, którego autorem był Yehor Matsenko. Po wznowieniu gry rzutem z autu ukraiński defensor rozegrał akcję z Luką Marjanacem, który będąc już przy linii końcowej, próbował wycofać piłkę do jednego z partnerów. Tam jednak czekał już bramkarz Górnika, który niefortunnie zainterweniował. W efekcie piłka trafiła pod nogi Matsenki, który przecież zapoczątkował tę akcję i bez najmniejszych problemów umieścił piłkę w bramce. Budziłek nie miał szans na podjęcie ponownej próby obrony.
To nie był wieczór Budziłka. Zaledwie 2 minuty po niefortunnej interwencji, która dała Śląskowi trzeciego gola, bramkarz Górnika wpakował piłkę do własnej bramki. Michał Mokrzycki dośrodkował piłkę z rzutu wolnego w kierunku krótkiego słupka, lecz ta zaskoczyła golkipera gospodarzy i odbiła się od niego, po czym wpadła do bramki. Śląsk w kilka minut podwoił prowadzenie wypracowane po pierwszej połowie!
Po takim początku drugiej połowy WKS nie miał zamiaru zdejmować nogi z gazu. Podopieczni Ante Simundzy non stop gościli pod polem karnym Górnika. Szczęścia w jednej z sytuacji spróbował nawet… Marko Dijaković! Austriak skorzystał ze świetnie poprowadzonej oskrzydlającej akcji Matsenki, który wycofał piłkę do swojego partnera. Choć były piłkarz GKS-u Tychy uderzył wysoko nad bramką, ta akcja, wypracowana wyłącznie przez środkowych obrońców, tylko dowodziła swobodzie i elastyczności w konstruowaniu kolejnych ataków przez zespół ze stolicy Dolnego Śląska.
Na pierwszy konkretny atak gospodarzy musieliśmy czekać do 65. minuty spotkania. Wtedy wysoko ustawioną obronę Śląska zaskoczył Branislav Spacil, który po indywidualnej akcji z lewej strony boiska najpierw minął Mariusza Malca, a później oddał bardzo groźny strzał w kierunku bramki Śląska. Niestety dla licznie zgromadzonej publiczności na stadionie w Łęcznej piłka minimalnie minęła słupek.
Widać było, że wraz z upływem minut piłkarzom Górnika brakowało motywacji do dalszych ataków. Śląsk spokojnie kontrolował przebieg meczu, operując piłką, i mądrze bronił cennego wyniku. Taki stan rzeczy utrzynywał się aż do końcowego gwizdka sędziego.
Śląsk przedłużył swoją serię bez porażki do dziesięciu meczów i zanotował bardzo cenne trzy punkty w kontekście walki o powrót do PKO BP Ekstraklasy. Do końca sezonu pozostały już tylko trzy mecze – a ten najbliższy odbędzie się już w poniedziałek, 11 maja na Tarczyński Arenie. Bilety są już w sprzedaży, tego spotkania nie będzie można przegapić!
31. kolejka Betclic 1 Ligi:
Górnik Łęczna – Śląsk Wrocław 0:4 (0:2)
Bramki:
0:1 Przemysław Banaszak (rzut karny) 33’
0:2 Krzysztof Kurowski 45+’
0:3 Yehor Matsenko 49’
0:4 Michał Mokrzycki 51’
Górnik: Budziłek – Hołownia, Gucek, Szabaciuk, Biedrzycki, Akhmedov (Tkacz 56’), Deja, Nowogoński (Ogaga 56’), Myszor (Kryeziu 56’), Orlik (Paryzek 70’), Spacil (Wolsztyński 74’)
Śląsk: Szromnik – Kurowski (Klimek 79’), Malec, Dijaković, Matsenko (Ciućka 79’), Rosiak, Yriarte (Wojtczak 61’), Mokrzycki, Samiec-Talar, Marjanac (Jambor 61’), Banaszak (Markowski 86′)
Żółte kartki: Banaszak, Malec (Śląsk Wrocław) oraz Deja, Nowogoński, Gucek (Górnik Łęczna)
Sędziował: Paweł Pskit
źródło: slaskwroclaw.pl
Więcej artykułów o piłkarskim Śląsku Wrocław znajdziesz w dedykowanej zakładce klubu: zobacz tutaj.







