2024-02-26

Jacek Magiera po meczu ze Stalą

W meczu 4. kolejki PKO BP Ekstraklasy piłkarze Śląska Wrocław przegrali w Mielcu z miejscową Stalą 1:3. Na pomeczowej konferencji prasowej trener Jacek Magiera odpowiedział na pytania dziennikarzy.

Jacek Magiera: Scenariusz, którego nie braliśmy pod uwagę. Po raz kolejny piłka nożna pokazała, że lubi rzeczy nieprzewidywalne. To, czego się nie zakłada. Na pewno wynik i sposób, w jaki traciliśmy bramki, jest dla mnie nie do zaakceptowania jako ambitnej osoby. Jako osoby odpowiedzialnej za ten zespół. Mam nadzieję, że jest to również nie do zaakceptowania przez cały zespół, który był na boisku. Za łatwo tracimy gole, za łatwo doprowadzamy do sytuacji, w których sami sobie komplikujemy mecz. Nie po raz pierwszy w tym sezonie. Natomiast jako ambitna osoba nie przejdę nad tym do porządku dziennego. Wyciągniemy odpowiednie wnioski i konsekwencje. Dalej będziemy pracować mocno i intensywnie, wiedząc, jaki mamy cel dla siebie i dla tej drużyny. Nic nas z naszej drogi nie ściągnie. Działamy, pracujemy, wracamy do Wrocławia. Teraz dla zawodników najważniejsza jest regeneracja po tym spotkaniu. Wyrzucenie tego jak najszybciej z głowy. Przygotowanie się do następnego spotkania, które będzie już niedługo, bo za tydzień.

Na pewno chcieliśmy zdominować rywali. Myślę, że przez pierwszych dwadzieścia minut mieliśmy ten mecz pod kontrolą. Brakowało tylko i wyłącznie dogrania piłki czy też wykończenia akcji, kiedy byliśmy w trzeciej strefie boiska. Tak to miało wyglądać. Z każdą minutą dochodziło do sytuacji, w której Stal zagrywała nam piłki za linię obrony. Potem rzut karny po ręce. Znakomita interwencja Trelowskiego. Wydawało się, że nic już się nie powinno wydarzyć, jeżeli chodzi o pierwszą część spotkania. Zupełnie inaczej wchodzi się do szatni, kiedy jest 0:0 i inna aura, inna energia. Zupełnie inaczej jest, kiedy traci się gola z czterdziestu metrów, któremu – z perspektywy boiska, bo jeszcze nie widziałem tego na powtórce – myślę, że można było zapobiec.

W pierwszej fazie gry Petr Schwarz w rozegraniu piłki miał pełnić rolę środkowego pomocnika. Staliśmy w trójce obrońców. Za nisko schodzili po piłkę Nahuel i Olsen. Tej sytuacji miało nie być, w przerwie o tym powiedzieliśmy. To też rola zawodników, żeby to, co robiliśmy na treningach, było analizowane w meczu. Jeśli Nahuel i Olsen schodzili za nisko, rolą Petra czy każdego innego środkowego obrońcy jest wypchnąć ich dalej. Nawet stanowczym, zdecydowanym głosem. O tym mówiliśmy. To nie tak, że mieliśmy grać w trójce w rozegraniu. Wiedzieliśmy, że w Stali Mielec będzie jeden napastnik i trzech zawodników do rozegrania będzie niepotrzebnych. W drugiej połowie, po tych dwóch czy trzech golach, te przestrzenie były już większe. To już było praktycznie widoczne. Natomiast gol, którego strzeliliśmy w 90. minucie, padł za późno. Cały czas staraliśmy się odwrócić losy meczu. Zmiany, które przeprowadziliśmy, miały obudzić zespół i tak też było. Zylla dał pozytywną energię, Szwedzik dał pozytywną energię i Borys dał pozytywną energię. Nie mówię o Krzyśku Kurowskim, który dzisiaj zadebiutował i dla niego będzie to szczególny mecz, jeżeli chodzi o życie, karierę. Natomiast na pewno nie szczególny, jeżeli chodzi o wynik. Niech buduje swoją historię, niech buduje swoją karierę, niech buduje siebie jako zawodnika. Dzisiaj pierwszy raz dostał minuty na poziomie Ekstraklasy.

Kenneth Zohore i Cameron Borthwick-Jackson to zawodnicy, którzy przyszli do Śląska Wrocław nieprzygotowani, jeżeli chodzi o fizyczność. Ruchy, które zrobiliśmy – wejście Zohore w Kielcach czy Lubinie – nie dały nic takiego, aby powiedzieć o pozytywnych wejściach. Dlatego w sztabie zdecydowaliśmy, że ci zawodnicy muszą przejść odpowiedni moment pracy nad sobą. Jakość swoją mają, ale dadzą ją wtedy, kiedy będą fizycznie mocni. Jeżeli Zohore wchodzi na kilkanaście minut z Lubinem i później musi trzy dni odpuszczać treningi z powodu naciągniętego mięśnia, bo długo nie trenował, to nie ma sensu, aby tak długo to ciągnąć. Dlatego zostali objęci indywidualną opieką czy indywidualnym przygotowaniem do kolejnych spotkań. Kiedy to będzie? Zależy to tylko i wyłącznie od nich. Od ich zaangażowania, determinacji i pracy nad sobą w każdym elemencie. Bo to nie tylko trening piłkarski, ale też przygotowanie swojego ciała do ekstremalnego wysiłku, jakim jest mecz piłkarski. Co dzisiaj widzieliśmy, grając o 15:00 w Mielcu.

Występ Łukasza Gerstensteina oceniam pozytywnie. Został wypożyczony nie po to, żeby siedzieć na ławce, tylko po to, żeby grać. Gra, zanotował czwarty mecz z rzędu w pierwszym składzie. Zagrał solidnie, niech się rozwija i pracuje. To samo, co powiedziałem w stosunku do Krzyśka Kurowskiego – niech buduje swoją pozycję, swoją formę i siebie samego. Tyle. Niech to będzie dla niego dobry czas w Mielcu.

Kto był na meczu, ten widział, że Kacper Trelowski miał dobre momenty. Ale w sytuacji, w której straciliśmy gola na 0:1, można było zachować się zdecydowanie lepiej. Ten strzał padł z kilkudziesięciu metrów. Nie chcę się nad nim w żaden sposób pastwić, ale w takich sytuacjach od każdego zawodnika na boisku wymagamy albo bloku, albo tego, aby zainterweniował w sposób skuteczny. Nie zainterweniował i odprowadził wzrokiem piłkę, która wpadła do siatki. To widzieliśmy. Do żadnego zawodnika nie stracę zaufania, bo będę z nim pracował nad tym, aby rozwijał się i pracował. Aby drużyna miała z niego pożytek. To, co najistotniejsze, to zebrać się i zobaczyć, w jaki sposób zareagujemy jako zespół. Jako drużyna będąca w szatni. Dobre przygotowanie do następnego meczu z Lechem jest dla nas kluczowe. 

Nie chcę mówić na gorąco czy Mateusz Żukowski był naszym najbardziej aktywnym zawodnikiem w pierwszych 45 minutach. Miał do zrealizowania swoje zadania, razem z Dennisem Jastrzembskim. Więcej akcji mieliśmy przeprowadzać lewą stroną boiska, wykorzystując zarówno szybkość Jastrzembskiego, jak i możliwość zejścia do środka boiska Żukowskiego i uderzenia z dystansu. Tych uderzeń nie było. Strzelił co prawda gola, który został nieuznany. Po świetny podaniu Erika Exposito za linię obrony. Takich piłek, takich wcięć wymagaliśmy dzisiaj zdecydowanie więcej. Tego nie było. Stąd też taki wynik, jaki był. Pracujemy dalej. Dla nas to trzecia kolejka, dla innych czwarta. Jest to sezon, który się dopiero zaczął. Wiemy doskonale, że dużo pracy jest przed nami. Nie stracimy w żaden sposób głowy i wiary, że to, co robimy, przyniesie odpowiednie efekty. Takie, których chcemy. Dzisiaj wracamy do Wrocławia w minorowych nastrojach, bo inaczej być nie może. Jest nie do zaakceptowania, jeżeli ktoś przejdzie obojętnie obok tego spotkania, że nic się nie stało. Oczywiście, stało się dużo. To jest tylko piłka nożna, ale to są zawodowcy i piłkarze, od których wymagamy i będziemy wymagać tego, aby w każdym meczu walczyć o zwycięstwa drużyny, którą reprezentują.

Nie podchodziłbym tak do tego i nie szukałbym usprawiedliwień, że przegraliśmy przez to, iż nie zagraliśmy meczu z Pogonią. Nie będzie pozwolenia na takie myślenie, bo to nie ma wpływu. Oczywiście, lepiej zawsze jest grać niż przekładać cokolwiek. Ale wiemy, w jakiej sytuacji są drużyny grające w europejskich pucharach i mają do tego prawo. Skoro mają, ktoś na to pozwolił i tak zdecydował, to mogą korzystać z takiej opcji. Ja się cieszę, że zagramy mecz z Lechem. Gdybyśmy, jako jedyna drużyna, mieli dwa mecze nierozegrane, można by powiedzieć, że terminarz jest nie do końca dobrze ułożony. Ale zostawmy to, nawet na ten temat nie dyskutujmy. Nie gadajmy. Nie szukajmy na siłę usprawiedliwienia. Po prostu przyjmijmy to na klatę. Podciągnijmy rękawy i do roboty. Nikt głowy nie spuści. Jeżeli ktoś głowę spuści, to się nie nadaje do piłki nożnej. 

W przerwie powiedziałem, abyśmy przede wszystkim poprawili rozegranie piłki. Szybciej grali do przodu. Abyśmy nie czekali, aż drużyna Stali cofnie się na swoją połowę i będzie bronić się w dziesięciu, razem z bramkarzem. Mieliśmy momentem szybkiego wznowienia gry zaskoczyć przeciwnika. Grać pomiędzy strefami. Zawodnicy mieli być ustawieni między liniami i szukać tych podań skośnych. Od razu odwrócenie do przodu i zagranie. Natomiast to zostało szybko zweryfikowane, bo dwa gole padły w dwie minuty. Po dwóch minutach było praktycznie po meczu. Trudno się dziwić, że siedzimy tutaj i nie mówimy o pozytywach. Nie mam zamiaru się usprawiedliwiać. Tylko zakasamy rękawy, klata do przodu i przyjmujemy to jako lekcję. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *