2024-05-23

Śląsk Wrocław idzie po mistrzostwo Polski? 

To może być najpiękniejsza od 12 lat wiosna dla piłkarzy i kibiców Śląska Wrocław. Zespół prowadzony przez trenera Jacka Magierę do kluczowej fazy walki o mistrzostwo Polski przystępuje z pozycji lidera tabeli, podczas zimowej przerwy nie stracił żadnego kluczowego gracza, za to jeszcze wzmocnił skład. Czy to wystarczy, aby pod koniec maja tego roku piłkarski Wrocław oszalał z radości po tym, jak Śląsk wygra ligę? 

Wspaniała jesień, ale czas skupić się na tym, co tu i teraz

Na ten moment kibice Śląska, zmęczeni marazmem i słabymi wynikami, czekali od lat. Rok 2023 wrocławianie zakończyli na pierwszym miejscu w tabeli Ekstraklasy. Pierwszą część sezonu przeszli jak burza, co widać w statystykach. Tylko dwa przegrane mecze, tylko 15 straconych bramek (drugi najlepszy jak na razie wynik w lidze), a co najważniejsze, gra ładna dla oka – z meczu na mecz coraz lepsza i przyciągająca kibiców. Bardzo dawno nie było już we Wrocławiu tak, aby stadion Tarczyński Arena zapełnił się w całości podczas meczu ligowego, tymczasem jesienią bilety na dwa mecze – z Legią Warszawa i Rakowem Częstochowa – wyprzedały się jak ciepłe bułeczki. 

Nic więc dziwnego, że pod koniec ub.r. posypały się nagrody indywidualne dla piłkarzy Śląska. W 11 rundy jesiennej telewizji Canal+ znalazło się miejsce aż dla czterech zawodników: bramkarza Rafała Leszczyńskiego, obrońcy Aleksa Petkova, pomocnika Nahuela Leivy i napastnika Erika Exposito. Z kolei wg “Piłki Nożnej”, miejsce w gronie najlepszych 11 zawodników jesieni należało się Leszczyńskiemu, Petkovowi i Exposito, natomiast w jedenastce dublerów “PN” wyróżniła Łukasza Bejgera, Nahuela oraz Petra Pokornego. 

Te miłe akcenty, pokazujące jesienną jakość gry Śląska Wrocław, to już jednak przeszłość. Ekstraklasa wraca do gry po zimowej przerwie, przed nami 15 kolejek, a w nich maksymalnie 45 pkt. do zdobycia. Jakby nie patrzeć, to nowe rozdanie, także po zimowych obozach przygotowawczych oraz transferach, które na nowo określą, na co kogo stać. 

Prosta droga do mistrzostwa? 

Śląsk do wiosennej rywalizacji w PKO Ekstraklasie przystępuje z całkiem wygodnej pozycji. Zespół trenera Jacka Magiery zdobył do tej pory 41 pkt. i ma trzy “oczka” przewagi nad zajmującą drugie miejsce Jagiellonią Białystok. Trzecią siłą ligi był jesienią Lech Poznań (33 pkt.), a po nim kolejno: Raków Częstochowa (32 pkt.), Legia Warszawa (32 pkt.) i Pogoń Szczecin (30 pkt.). Wydaje się, że to właśnie w gronie tych sześciu drużyn rozstrzygnie się cała zabawa o miejsca medalowe i premiowane awansem do europejskich pucharów. A spośród tej ligowej szóstki, która wysforowała się na przód tabeli, Śląsk ma największe szanse, aby zostać na zdobytej pozycji. I, co logiczne, zdobyć trzecie w historii klubu mistrzostwo Polski. 

Jeszcze rok temu taka opowieść byłaby słusznie potraktowana jako sen wariata. Ale rok w sporcie to dużo, a przez ten czas Śląsk przeszedł gruntowną metamorfozę: dosłownie, od marudera do lidera. Na czym zatem kibice “Wojskowych” mogą budować swoje marzenia o mistrzostwie Polski? 

Po pierwsze, Śląskowi sprzyja terminarz

Na początek ligowego grania w tym roku, wrocławianie wezmą na tapet mecz z Pogonią Szczecin, którego będą gospodarzem. Pod koniec lutego zagrają w Poznaniu z Lechem, a w marcu czeka ich wyjazdowy mecz z Jagiellonią Białystok. Te trzy mecze, czyli z Pogonią, Lechem i Jagiellonią, będą kamieniami milowymi na drodze Śląska do sukcesu w tym sezonie. Bo potyczki z innymi czołowymi zespołami czekają wrocławian kolejno w kwietniu (w Warszawie z Legią) i w maju (w Częstochowie z Rakowem). Ekipa trenera Jacka Magiery będzie miała więc sporo czasu na to, aby ugrać ważne punkty z “Kolejorzem” i “Jagą”, a następnie spokojnie punktować z nieco słabszymi zespołami i utrzymać bezpieczny dystans do reszty stawki. Tak, aby do meczów z Legią i Rakowem nie przystępować na tzw. musiku, że punkty tam będą konieczne, aby cokolwiek ugrać w lidze. 

Po drugie, Śląsk zimą poszerzył i wzmocnił kadrę

Kiedy PKO Ekstraklasa udawała się na zimową przerwę, kibice Śląska najbardziej martwili się o to, czy aby już w zimie z klubu nie odejdzie Erik Exposito – lider, najlepszy strzelec i kapitan, który w tym sezonie przechodził samego siebie. Hiszpan ma kontrakt ważny do końca sezonu, więc już teraz mógłby znaleźć inny klub, płacący lepiej niż Śląsk i oferujący większe wyzwania. Exposito jednak twardo zapowiedział, że na razie nigdzie się nie rusza, bo jego historia w klubie jeszcze się nie skończyła, a ze Śląskiem chce iść po sukces. To ogromny sukces działaczy Śląska, który na czas kluczowej kampanii wiosną zatrzymali w klubie kluczowego gracza. Szefostwo Śląska przedłużyło też współpracę z Nahuelem Leivą – innym kluczowym piłkarzem, który po sezonie również mógł zmienić barwy klubowe. Na kontynuowanie kariery we Wrocławiu skusił się też Rafał Leszczyński oraz Petr Schwarz – kolejni zawodnicy tworzący fundament układanki trenera Jacka Magiery. 

Inne ruchy transferowe do Śląska też dobrze rokują. Jesienią narzekano, że Exposito nie ma dublera, bo Kenneth Zohore przyszedł do klubu bez formy, a kiedy zaczął już wyglądać jak profesjonalny sportowiec, to nadeszła przerwa w rozgrywkach. Do Śląska już jesienią ściągnięto więc 25-letniego Patryka Klimalę, który – z powodów proceduralnych – będzie mógł grać dopiero od wiosny, ale i tak sportowo powinien być o klasę wyżej niż słabowity Duńczyk, którego zresztą Śląsk już teraz najchętniej by oddał. Był potrzebny w drużynie pomocnik orający boisko od pola karnego do pola karnego? Ściągnięto więc 24-letniego Bośniaka, Alena Mustaficia, na półroczne wypożyczenie z duńskiego Odense. Była potrzebna odrobina młodzieńczej fantazji? Proszę bardzo, jest i 19-letni Wenezuelczyk Lewuis Pena. Ten młody Latynos ma się ogrywać w drugiej drużynie i powoli adaptować do europejskiej piłki ale nie jest wykluczone, że trenerzy Śląska dadzą mu szansę w meczach PKO Ekstraklasy. Był potrzebna świeża krew w formacji defensywnej? Jest zatem 24-letni Bułgar Simeon Petrov, który pod okiem swojego rodaka Aleksa Petkova może dać drużynie dużo jakości, a także 18-letni młody talent Tomasso Guercio, ściągnięty z Interu Mediolan i jego rówieśnik, Mikołaj Tudruj z Lecha Poznań. 

A co ważne, w zimie Śląsk nie stracił żadnego z liderów. Działacze pożegnali się tylko z Marcelem Zyllą i Cameronem Bortwhick-Jacksonem (wypożyczenie do ligi szkockiej), Polskę na Belgię zamienił zaś Karol Borys. Ten transfer z klubu odbił się najgłośniejszym echem. Nie dlatego jednak, że 17-letni Borys miał mocną pozycję w drużynie, bo grał bardzo mało, ale dlatego, iż jest uważany za wielki talent. I jego odejście wielu kibiców odebrało jako stratę gracza, który w przyszłości mógłby stanowić o sile Śląska. 

Jak widać z tej wyliczanki, w zimie wrocławianie pozyskali graczy stosunkowo młodych albo bardzo młodych, gotowych od razu do walki o miejsce w pierwszym składzie (Klimala), albo pogłębiających kadrę i podkręcających rywalizację w zespole (Mustafić, Pena, Petrov, Guercio, Tudruj). Były to punktowe, przemyślane ruchy, a czy nadzieje pokładane w nowych piłkarzach się spełnią? Czas pokaże, aczkolwiek można być ostrożnym optymistą. 

Po trzecie – mocne fundamenty pod sukces wyłożone jesienią

Jesienią Jagiellonia Białystok wyróżniała się w lidze podobnie, jak Śląsk. I wrocławianie nie zdołali odskoczyć od drużyny trenera Adriana Siemieńca na bezpieczny dystans, bo mają nad nią tylko trzy “oczka” przewagi. Zespół z Podlasia zimą mógł mieć podobny problem, jak Śląsk, bo nad transferem zastanawiał się Bartłomiej Wdowik – jego lider i najlepszy strzelec, mający na koncie 9 goli jako nominalny… obrońca. Odrzucił jednak zaloty klubów z Europy i dalej będzie stanowił o sile Jagiellonii. Dlatego można obstawiać, że rywalizacja wrocławsko-białostocka o mistrzostwo Polski na wiosnę będzie rozpalała emocje kibiców PKO Ekstraklasy. Ale kiedy spojrzymy na przewagę Śląska nad innymi rywalami, to robi się ciekawiej. Lech Poznań traci do wrocławian 8 pkt., strata Rakowa Częstochowa i Legii Warszawa wynosi 9 “oczek”, a Pogoni Szczecin aż 11 pkt. 

Wrocławska drużyna wiosną musiałaby znaleźć się w epicentrum trzęsienia ziemi, plagi kontuzji lub innych klęsk, żeby tę przewagę roztrwonić. Wątpliwe, aby sztab pod wodzą trenera Jacka Magiery pozwolił drużynie na takie rozprężenie. Nikt oczywiście nie rozłoży przed Śląskiem czerwonego dywanu, zwłaszcza Legia i Raków – po zimowych transferach – wydają się być solidnie zmotywowane, aby szybko odrobić straty do miejsca nagradzanego mistrzostwem Polski. 

Patrząc jednak na chłodno, Śląsk – z dobrym terminarzem, mądrze uzupełnionym w zimie składem i korzystający ze zbudowanej jesienią przewagi – może ruszyć do ataku na szczyt. Trzymając się terminologii związanej z biegami górskimi, wrocławianie mają za sobą kilka mocnych podbiegów, po których rzecz jasna czekają ich szybkie zbiegi, aż do mety. Rywale na trasie są raczej dalej niż bliżej. Jeśli więc Śląsk nie zaliczy jakieś koszmarnej wywrotki o kamienie lub gałęzie na szlaku, wtedy w maju tego roku smak sukcesu na koniec sezonu może być tak słodki, jak 6 maja 2012 r. w Krakowie. Kibice Śląska na pewno to pamiętają. Wybiła 51. minuta meczu, Sebastian Mila wrzuca, Rok Elsner główkuje, gol dla wrocławian. Później 80. minuta, czerwona kartka dla Krzysztofa Wołczka, ostatnie minuty meczu to czas desperackiej obrony wrocławian. Aż wreszcie zabrzmiał ostatni gwizdek i piłkarski Wrocław oszalał z radości. 

W maju minie 12 lat od tamtego sukcesu. Śląsk jest na prostej drodze do powtórki. 

Autor: Łukasz Maślanka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *