WKK wraca po 3 tygodniach i wygrywa w Pruszkowie

Po ponad trzech tygodniach koszykarze WKK wrócili do ligowego grania i to z bardzo dobrym skutkiem. Czwarte zwycięstwo w sezonie, a trzecie z rzędu na wyjeździe stało się faktem. Wrocławianie wygrali w Pruszkowie 64:56. 

Najpierw gracze WKK pauzowali przez zakażenia w ekipach z Krakowa i Opola, a następnie – w swojej. Konieczność przełożenia spotkań sprawiła, że w listopadzie zagrają siedem spotkań. Pierwsze z nich zostało „odhaczone” i to z przytupem, a przymusowa przerwa w rozgrywkach nie wybiła podopiecznych Tomasza Niedbalskiego z rytmu.

Niedzielny mecz wrocławianie rozpoczęli w zestawieniu: Jędrzejewski, Prostak, Sitnik, Patoka, Kiwilsza. I bardzo szybko zdobyli pierwsze punkty. Świetnie prezentował się Michał Jędrzejewski, wjeżdżający agresywnie pod kosz, do czego przyzwyczaił nas już w poprzednich sezonach. Gdybyśmy mogli opisać grę rozgrywającego WKK na początku spotkania, z pewnością byłby to pędzący pociąg. Do tego w samej pierwszej kwarcie wymusił cztery faule. Mogliśmy także obejrzeć świetną akcję po linii końcowej w wykonaniu Michała Sitnika, zakończoną wsadem (13:5). Piłka bardzo dobrze chodziła po obwodzie pruszkowskiej drużyny, jednakże miejscowym graczom zabrakło skutecznego wykończenia akcji.

WKK z kolei byli nieskuteczni w rzutach trzypunktowych, więc postanowili szukać innych rozwiązań. Jednym z nich była dobra akcja dwójkowa Tomasz Prostaka i Piotra Niedźwiedzkiego. Miejscowy środkowy jednak już w tej kwarcie miał na swoim koncie dwa faule. Po przeciwnej stronie zabrakło niezwykle ważnego podkoszowego ogniwa Mateusza Szweda, który w meczu z Wisłą Kraków nabawił się kontuzji.

Pierwszą odsłonę meczu wrocławianie zakończyli, prowadząc 17:15, a na koniec po raz pierwszy na parkietach pierwszoligowych w ich barwach pojawił się 16-letni Maksymilian Wilczek.

Kolejna kwarta była bardziej wymagająca. Gospodarze bronili agresywnie, a przyjezdni musieli się nieźle nabiegać. Pierwszą trójkę w tym meczu trafił dla wrocławian Dominik Rutkowski (20:15), a w całym spotkaniu należy docenić bardzo dobrą pracę Szymona Kiwilszy. Skutecznie spod obręczy trafiał Michał Sitnik (29:23). Wrocławianie mieli także swoje problemy. Nie potrafili wypracować większej przewagi niż pięcio- bądź sześciopunktowa. Rywale szybko starali się odpowiadać na ich skuteczne akcje. Dobrze funkcjonowała praca chociażby Romana Janika i Krystiana Tyszki, a po ich akcji dwójkowej, zespół zbliżył się do WKK na jedno oczko (28:29).

Wrocławianie mogli rozegrać całą akcję na koniec drugiej kwarty, ale na trzy sekundy przed końcem spudłował Tomasz Prostak. Jak pokazał sobotni mecz rezerw Śląska z Decką Peplin, tyle czasu wystarczy, by przesądzić o losach spotkania; Paweł Dzierżak przekozłował piłkę na połowę rywala i trafił za trzy równo z syreną. Tutaj na szczęście to nie była taka stawka, a rzut Januarego Sobczaka odbił się od obręczy i na przerwę WKK schodzili z jednopunktowym prowadzeniem.

II połowa

W następną partię spotkania gracze Tomasza Niedbalskiego weszli z przytupem. Trójkę trafił Tomasz Prostak po asyście Michała Sitnika. Z kolei za piąty faul boisko w drużynie gości opuścił Jakub Pawlak. Gra wrocławskich rywali była bardzo chaotyczna fragmentami, a oni sami mieli naprawdę świetny fragment gry. W końcu zaczęli odjeżdżać przeciwnikom (36:28).

Pruszkowianie pierwsze punkty w drugiej połowie zdobyli dopiero po czterech minutach. Wrocławianom także przytrafił się bardziej statyczny fragment, a przełamaniem ofensywnym był reverse lay-up Jakuba Patoki. Bardzo dobrze kolegów w tym spotkaniu wypatrywał Tomasz Prostak, który mecz zakończył z siedmioma asystami na swoim koncie. Po trójce Romana Janika gospodarze zmniejszyli dystans na koniec trzeciej ćwiartki (44:47).

Ten sam gracz także otworzył czwartą odsłonę i to kolejny raz celnie zza łuku. Tym samym koszykarze Znicza Pruszków doprowadzili do remisu po 47 (ostatni był na początku spotkania – 3:3). Chwilę później nastąpiła wymiana ciosów po obu stronach parkietu. Do poczynań wrocławian wkradło się wiele nerwowości, a rywale potrajali i podwajali ich pod koszem. Pod obręczą przedzierał się jednak Szymon Kiwilsza, autor 17 punktów, 5 zbiórek i 3 asyst; EVAL 22.

Na nieco ponad trzy minuty wrocławianie prowadzili ośmioma punktami, a na koniec spotkania powiększyli przewagę do dziesięciu oczek (64:54).  Co ważne, zwycięstwo dowieźli do końca i już myślami są przy środowym meczu z Księżakiem Łowicz.

Początek o godzinie 18:00 w WKK Sport Center. Transmisja będzie dostępna na tvcom.pl.

ELEKTROBUD-INVESTMENT ZB PRUSZKÓW – WKK WROCŁAW 56:64 (15:17, 13:12, 16:18, 12:17)

PRUSZKÓW: Tyszka 15, Janik 14, Kierlewicz 11, Pawlak 7, Czosnowski 5, Sobczak 2, Suliński 2, Proczek 0

WKK: Kiwilsza 17, Jędrzejewski 13, Prostak 12, Sitnik 11, Niedźwiedzki 5, Rutkowski 4, Patoka 2, Koelner 0, Uberna 0, Żebrok 0, Wilczek 0, Matusiak 0