fbpx

Vuk Sotirović: Śląsk mam w sercu i żałuję odejścia z klubu

Zapraszamy na kolejny wywiad z cyklu „Co słychać u byłych zawodników Śląska Wrocław?”. Tym razem przenosimy się do Serbii, gdzie obecnie mieszka były napastnik WKS-u Vuk Sotirović.

Patryk Załęczny: Jak to się stało, że otrzymałeś ofertę transferu do Śląska Wrocław i to właśnie w tym klubie zdecydowałeś się kontynuować swoją karierę?

Vuk Sotirović: Do Śląska Wrocław przyszedłem dzięki Ryszardowi Tarasiewiczowi. Znaliśmy się z czasów wspólnej pracy w Jagiellonii Białystok i wówczas tę kooperację zdecydowaliśmy się kontynuować w Śląsku.

PZ: Czym zatem urzekłeś znanego z twardej ręki Ryszarda Tarasiewicza?

VS: Co tu dużo mówić, miał dobre oko do piłkarzy (śmiech). Ale fakt jest taki, że co prawda w Jadze nie współpracowaliśmy ze sobą zbyt długo, to jednak szybko udało nam się złapać wspólną nić porozumienia i myślę, że trener zdawał sobie sprawę z tego, jakim jestem nie tylko piłkarzem, ale i człowiekiem i te wszystkie aspekty zadecydowały o transferze. Muszę jednak wspomnieć, że już wcześniej, jeszcze za czasów jego trenerki w II-ligowym Śląsku kontaktował się ze mną, ale ja wówczas wolałem grać w Ekstraklasie. Zatem kiedy WKS awansował do najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce, sprawa transferu powróciła.

PZ: Dobrze wspominasz czas spędzony we Wrocławiu?

VS: Nie będę ukrywał, że myśląc o polskiej lidze, głównie myślę o Śląsku. To we Wrocławiu spędziłem najwięcej lat swojej kariery, patrząc przez pryzmat polskich klubów, zatem mam do tego zespołu największy sentyment. Oczywiście, nie pomijam innych klubów, w których występowałem, czy to Jagiellonii czy Pogoni, ale zdecydowanie najbliżej mi do WKS-u. Choć jak ktoś pyta dlaczego, nie potrafię tego jasno wyjaśnić. Może znaczenie ma dobra współpraca z trenerem Tarasiewiczem oraz to, że wówczas były to także lata, kiedy i ja prezentowałem się najlepiej. We Wrocławiu budowała się wówczas dobra drużyna, która jak wiemy, w niedalekiej przyszłości sięgnęła po mistrzostwo kraju czy reprezentowała Polskę na arenie międzynarodowej.

PZ: Rozmawiałem wcześniej z innymi zawodnikami Śląska, którzy w tamtym czasie występowali we Wrocławiu i każdy twierdził, że kluczowe znaczenie w kontekście dobrej gry WKS-u była dobrze zcementowana szatnia. Podzielasz tę opinię?

VS: Oczywiście, w piłce najważniejsza jest szatnia i atmosfera, bowiem kiedy te dwie rzeczy ze sobą odpowiednio współgrają sukces prędzej czy później, ale przyjdzie. W swojej drużynie mieliśmy co prawda i Polaków i obcokrajowców, ale nigdy nie było większych sprzeczek. Wiadomo, czasami na treningu padały mocne słowa, ale taka jest piłka i schodząc z murawy już nikt tego nie pamięta.

PZ: Niestety dla Ciebie, ten największy sukces Śląsk świętował tuż po Twoim odejściu. Nie żałujesz, że sprawy tak się potoczyły?

VS: To była dość nietypowa i trudna do wyjaśnienia sytuacja. Mogę powiedzieć, że miałem już przygotowaną nową umowę, która miała obowiązywać przez najbliższe 3 lata i miałem ją parafować przed wylotem na zgrupowanie na Cypr, ale jak wiemy, do podpisu nie doszło. To nie było tak, że ja nie chciałem zostać we Wrocławiu. Dążyłem do tego i chciałem spędzić w tym klubie kilka najbliższych lat, ale człowiek popełnia w życiu błędy i ja takiego także się dopuściłem. Biorę to na klatę i jasno mogę powiedzieć, że była to tylko i wyłącznie moja wina, za co przepraszam. Nie żałuję jednak tego mistrzostwa, ale najbardziej faktu, że odszedłem ze Śląska, bo liczyłem na to, że to w stolicy Dolnego Śląska zakończę swoją przygodę z piłką. Konflikt z trenerem Orestem Lenczykiem został zażegnany, jednak do przedłużenia umowy już nie doszło.

PZ: Ze wspomnianego obozu na Cyprze wróciłeś szybciej niż drużyna i od razu rozpocząłeś poszukiwania nowego klubu.

VS: Tak byłem dogadany ze Śląskiem. Chciałem grać i musiałem wówczas zmienić otoczenie, żebym mógł nadal się rozwijać i nie siedzieć na ławce. Otrzymałem wówczas kilka ofert, ale padło na Jagiellonię, którą dobrze znałem i która w tamtym okresie walczyła o mistrzostwo Polski. Uważałem, że to będzie dla mnie dobry kierunek, choć po cichu liczyłem, że po okresie wypożyczenia, być może jeszcze coś się zmieni w kontekście mojej gry w Śląsku.

PZ: Ale w Jagiellonii pomimo dobrej gry nagle znalazłeś się poza składem. Co miało na to wpływ?

VS: Dobre pytanie, ale nie znam na nie odpowiedzi. Kolokwialnie mówiąc trener Probierz z dnia na dzień mnie odpalił i musiałem pogodzić się z brakiem gry. Pierwszy raz w życiu nic złego nie zrobiłem i niczym nie zaszedłem trenerowi za skórę, aby bez wyjaśnienia mógł odstawić mnie na boczny tor. Byłem wściekły na trenera, bowiem nie rozumiałem tej decyzji. Być może ciągnęła się za mną sprawa Oresta Lenczyka…ale to tylko moje domysły. Ze swojej strony mogę powiedzieć tyle, że wiedząc jak sprawy potoczyły się we Wrocławiu, w Białymstoku pilnowałem się jak mało kiedy, żeby drugi raz nie powtórzyła się taka sytuacja i wydaje mi się, że obietnicy złożonej sobie dotrzymałem.

PZ: Na początku wywiadu wspomniałeś, że Śląsk jest najbliższej Twojego serca, więc domniemam, że jesteś na bieżąco z tym, co dzieje się we wrocławskim klubie?

VS: Cały czas mam kontakt z niektórymi zawodnikami, z którymi grałem i doskonale wiem, jak sprawy w Śląsku się mają. Muszę przyznać, że staram się oglądać większość meczów WKS-u w telewizji i zawsze je przeżywam, tak jak prawdziwy kibic.

PZ: Patrząc zatem przez pryzmat Twoich obserwacji, Śląsk może w tym sezonie zagrać w europejskich pucharach?

VS: Nie chcę być pesymistą, ale myślę, że niestety nie. Fakt faktem wrocławianie dobrze grają w piłkę, ale czegoś jednak brakuje. Choć na pewno trzymam za nich kciuki i nadal będę przeżywał każdy mecz, tak jak dotychczas, życząc temu klubowi jak najlepiej. Myślę, że pierwsza ósemka i tak będzie dobrą bazą przed kolejnym sezonem, w którym mogą pokusić się o lepsze rezultaty. Polska liga jest jednak dość specyficzna i tutaj każdy może wygrać z każdym, zatem wszystko jest możliwe.

PZ: Spójrzmy na ligę serbską i polską, które rozgrywki mają lepszą jakość?

VS: W Serbii na wysokim poziomie mamy dwa kluby. Jest Partizan i jest Crvena. Tutaj wszystko toczy się wokół tych zespołów, ale one co roku grają na wysokim poziomie i praktycznie zawsze łapią się do europejskich pucharów. W Polsce dziwi mnie to, że zarówno Legia, Lech czy Jagiellonia tak szybko kończą przygodę z Europą, choć ich budżet jest na pewno na dobrym poziomie. Ciężko zatem tak naprawdę porównać poziom tych lig, aczkolwiek pod względem finansowym i organizacyjnym na pewno lepiej stoi polska Ekstraklasa, gdzie nawet w słabszych zespołach można zarobić dużo pieniędzy i grać na pięknych stadionach. Za moich czasów nie było jednak prowadzonych akademii piłkarskich, a wiem, że teraz są i stoją na wysokim poziomie. Polska reprezentacja też prezentuje się bardzo dobrze i myślę, że w kontekście najbliższych kilku lat to wszystko zaowocuje i Polacy będą mieli pożytek ze swoich piłkarzy.

PZ: Ty już zakończyłeś swoją karierę. Czym obecnie zajmuje się Vuk Sotirović?

VS: Po odejściu ze Śląskiem zaliczyłem jeszcze kilka klubów. Byłem m.in. na Cyprze, ale nie było tam klimatu na piłkę i zdecydowałem się wrócić do Serbii, choć uważam to za błąd. To fakt, zakończyłem już piłkarską karierę i dałem sobie spokój ze sportem, ale mówię tutaj o tej aktywnej stronie. Oczywiście cały czas jestem w temacie futbolu i co ciekawe, już od jakiegoś czasu mocno poszedłem w stronę scoutingu i szeroko pojętej managerki. Na pewno w przyszłości będę chciał zrobić licencję trenerską, być może nawet pokuszę się o licencję PRO, ale nie wiem czy będę ją wykorzystywał w przyszłości. Na razie chciałbym skupić się na tym, co robię aktualnie i być w tym coraz lepszym. Jest wielu piłkarzy, których można rozwinąć i chciałbym przyłożyć rękę do ich lepszej gry.

O autorze