fbpx

Twierdza Wrocław padła łupem Legii Warszawa

Niestety, po wielu miesiącach Twierdza Wrocław w końcu została zdobyta. W niedzielny wieczór padła łupem warszawskiej Legii, która pokonała podopiecznych Vitezslava Lavićki 3:0.

Pierwsza połowa, czyli pozaboiskowe fajerwerki

Pierwsze minuty to przede wszystkim „walka” sektorów kibicowskich i głośne okrzyki sympatyków jednej i drugiej drużyny. Emocje na trybunach miały się jednak dopiero zacząć. Na boisku natomiast poza kilkoma sytuacjami, w których zawodnicy tracili równowagę na grząskiej murawie, nie działo się zbyt wiele.

W 9. minucie Igor Lewczuk faulował Damiana Gąskę w polu karnym, a sędzia bez zawahania podyktował jedenastkę! Odpowiedzialność na swoje barki wziął jak zwykle Robert Pich. Słowak oddał płaski strzał w kierunku lewego słupka bramki strzeżonej przez Radosława Majeckiego. Młody bramkarz wyczuł intencje strzelca i fenomenalnie obronił uderzenie skrzydłowego Śląska. Na stadionie we Wrocławiu wciąż utrzymywał się bezbramkowy remis.

Obroniony karny podziałał motywująco na graczy z Warszawy. Legioniści przenieśli grę na połowę rywala, co przyniosło efekt już w 13. minucie. Wszystko zaczęło się od przechwytu Luquinhasa na lewej stronie boiska. Brazylijczyk uruchomił Michała Karbownika, który wbiegł w pole karne, a następnie wycofał piłkę do Pawła Wszołka. Skrzydłowy Legii uderzył bez przyjęcia w kierunku dalszego słupka obok bezradnego Putnockiego. Goście objęli prowadzenie 0:1.

W okolicy 25. minuty kibice rozpoczęli pokaz pirotechniczny, co spowodowało przerwanie meczu na około 10 minut. Zawodnicy byli zmuszeni do zejścia z boiska i oczekiwania na wznowienie gry przez Piotra Lasyka.

Powrót na boisko

Po pokazie fajerwerków, który rozmachem dorównywał sylwestrowej nocy na wrocławskim rynku, piłkarze obu drużyn wrócili na murawę. W 41. minucie Jose Kante genialnym prostopadłym podaniem obsłużył Gwilię. Gruzin wbiegł w pole karne i stanął sam na sam z Putnockim. Na szczęście dla wrocławian bardzo długo zwlekał z oddaniem strzału, co obronie Śląska umożliwiło powstrzymanie groźnej akcji.

Chwilę później formę bramkarza WKS-u sprawdził strzelec pierwszego gola. Wszołek próbował zaskoczyć bramkarza gospodarzy uderzeniem z wnętrza pola karnego, ale tym razem zwycięsko z pojedynku wyszedł Matus.

W doliczonym czasie wyrównanie mógł dać Erik Exposito. Hiszpan pojawił się z piłką w polu karnym i strzałem z ostrego kąta starał się pokonać Majeckiego, który zachował czujność i wybił piłkę na rzut rożny.
Chwilę później mogło być już 0:2. Po pechowej interwencji jednego z obrońców Śląska futbolówkę do bramki wpakował Jose Kante. Okazało się jednak, że przy wcześniejszym podaniu Luquinhasa, napastnik Legii znajdował się na spalonym.

Druga połowa pod dyktando Legii

Początek drugiej połowy nie obfitował w wiele sytuacji podbramkowych. Legia kontrolowała przebieg spotkania i dłużej utrzymywała się przy piłce. Pierwsza groźna sytuacja nadeszła w 58. minucie. Przed stratą bramki uratował Śląsk Matus Putnocky. Najpierw Słowak odbił strzał znajdującego się w doskonałej sytuacji Luquinhasa. Piłka trafiła pod nogi jednego z wrocławskich obrońców. Defensor nie trafił czysto w piłkę, przez co Antolić stanął oko w oko z golkiperem gospodarzy. Chorwat oddał strzał z odległości około 10 metrów, jednak w tej sytuacji fenomenalną interwencją popisał się golkiper gospodarzy.

W 68. minucie na boisku zameldował się Piotr Samiec-Talar. Już chwilę później mógł zaznaczyć swą obecność na murawie, jednak przegrał pojedynek 1 na 1 z obrońcą Legii. Gdyby minął defensora gości, znalazłby się w sytuacji sam na sam z Radosławem Majeckim.

Młody napastnik Śląska wniósł sporo ożywienia do gry gospodarzy. W 71. minucie znów znalazł się w polu karnym i po dośrodkowaniu Stigleca oddał strzał, który jednak bez większych problemów został złapany przez golkipera Legionistów.

Gdy wydawało się, że Śląsk ruszy do ataku i postara się o bramkę wyrównującą, do głosu doszli goście. Karbownik zbiegł do środka i podał do wprowadzonego chwilę wcześniej na boisko Niezgody. Napastnik odegrał z powrotem, a młodzieżowiec Legii tylko musnął futbolówkę, która odbiła się jeszcze od Puerto. Do piłki zdołał dobiec Jose Kante i strzałem z ostrego kąta do pustej bramki zdobył gola na 0:2.

W 83. minucie niewysoki Luquinhas otrzymał genialne dośrodkowanie z prawej strony. Niepilnowany pomocnik z Brazylii zdołał oddać strzał głową, a piłka wylądowała w bramce, ustalając wynik spotkania na 0:3.

Twierdza Wrocław zdobyta

Niestety WKS po raz pierwszy w tym sezonie ulega na własnym stadionie. Twierdza Wrocław została zdobyta. Bardzo widoczny był brak nieobecnych z powodu kartek i kontuzji Krzysztofa Mączyńskiego, Michała Chrapka i Łukasza Brozia. Pogromcą Śląska okazała się dziś Legia Warszawa. Goście bez dwóch zdań byli w tym meczu drużyną lepszą i zasłużyli na zwycięstwo. Teraz czas na analizę tego, co poszło źle i przygotowanie do kolejnego pojedynku.

WKS Śląsk Wrocław – Legia Warszawa 0:3

Bramki: Wszołek 13, Kante 73, Luquinhas 83

WKS: Putnocky – Stiglec, Golla (K), Puerto, Dankowski – Łabojko, Żivulić – Płacheta, Gąska, Pich – Exposito

fot. slaskwroclaw.pl

O autorze