Image

Cztery minuty, które wstrząsnęły Tarczyński Areną. Śląsk odwrócił mecz z Rakowem i bierze pełną pulę!

To miał być wieczór pod znakiem wielkiego rozczarowania i kuriozalnego błędu w defensywie. Tymczasem Śląsk Wrocław pokazał charakter z żelaza. Podopieczni Ante Šimundży w cztery minuty odwrócili losy spotkania z Rakowem Częstochowa, wygrywając 2:1 i zdobywając pierwsze trzy punkty po powrocie do PKO BP Ekstraklasy.

Walka cios za cios pod dyktandem Marciniaka

Przed meczem trener Šimundża dokonał dwóch zmian w wyjściowej jedenastce – między słupkami zadebiutował Karol Niemczycki, a w środku pola od pierwszej minuty wystąpił doświadczony Grzegorz Tomasiewicz.

Wrocławianie weszli w spotkanie odważnie, spychając Raków do defensywy w pierwszych minutach. Blisko otwarcia wyniku był Marc Llinares, jednak po dośrodkowaniu Michała Rosiaka nie zdołał oddać czystego strzału głową. Częstochowianie odpowiedzieli w 26. minucie – po szybkiej wymianie podań Mahir Emreli znalazł się w świetnej sytuacji, ale jego uderzenie kapitalnie odbił Niemczycki, a dobitkę Michaela Ameyawa zablokowali obrońcy Śląska. Tuż przed przerwą dogodnej szansy nie wykorzystał także Pieńko i pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem.

Skorzystaj z oferty
Adidas – skorzystaj z oferty

Nieporozumienie i zimny prysznic

Po zmianie stron gra uległa uspokojeniu. Obydwie drużyny priorytetowo traktowały szczelność w obronie, a sytuacji podbramkowych było jak na lekarstwo.

Wszystko zmieniło się w 60. minucie. W zupełnie niegroźnej sytuacji doszło do fatalnego braku komunikacji pomiędzy Irodotosem Christodoulou a karolem Niemczyckim. Z prezentu skorzystał Mahir Emreli, który przechwycił piłkę, minął bramkarza WKS-u i skierował ją do pustej siatki, wyprowadzając przyjezdnych na prowadzenie.

Niesamowity zryw i nokaut w samej końcówce

Gdy wydawało się, że wrocławianie bezradnie biją głową w mur, a punkty pojadą do Częstochowy, nastąpił sygnał do natarcia. W 86. minucie w pole karne wpadł Luka Marjanac i po strzale na raty doprowadził do wyrównania, wywołując wybuch radości na trybunach.

To nie był jednak koniec emocji. W 90. minucie kapitalną akcję przeprowadził kapitan WKS-u, Piotr Samiec-Talar, który zachował zimną krew w szesnastce rywali i uderzeniem nie do obrony wyprowadził Śląsk na prowadzenie 2:1. W cztery minuty wrocławianie odwrócili losy meczu z uczestnikiem europejskich pucharów i dowieźli cenne zwycięstwo do końcowego gwizdka Szymona Marciniaka.

Śląsk Wrocław – Raków Częstochowa 2:1 (0:0)

Bramki: Marjanac 86′, Samiec-Talar 90′ – Emreli 60′

Śląsk: Niemczycki – Rosiak (61′ Timossi Andersson), Matsenko (89′ Malec), Ba, Christodoulou, Llinares, Tomasiewicz, Yriarte (70′ Mokrzycki), Samiec-Talar, Marjanac, Banaszak (61′ Dembele).

Raków: Trelowski – Repka, Makuch (84′ Basse), Kochergin (73′ Bulat), Emreli (73′ Brusberg), Ameyaw, Carlos, Pieńko (46′ Molnar), Racovitan, Otieno, Debohi.

Żółte kartki: Yriarte (Śląsk) – Racovitan, Debohi (Raków)

Sędziował: Szymon Marciniak (Płock)

Widzów: 22 841

fot. Śląsk Wrocław

Przewijanie do góry