Zbliża się chwila, na którą kibice Śląska Wrocław czekali z utęsknieniem. PKO Ekstraklasa wkracza w sezon 2026/2027, a rozgrywkach ponownie zobaczymy “Wojskowych” prowadzonych przez trenera Ante Šimundžę. Formalnie Śląsk będzie ligowym beniaminkiem, ale faktycznie drużynę grającą wcześniej w Ekstraklasie nieprzerwanie przez 16 lat trudno traktować tylko jak nowicjusza. I w tej delikatnej sprzeczności warto szukać podpowiedzi, o co Śląsk realnie powalczy po powrocie do krajowej czołówki.
Mniej więcej rok temu o tej porze piłkarski Śląsk obudził się w nowej, gorszej rzeczywistości. Zamiast meczów z Legią Warszawa, Rakowem Częstochowa czy Lechem Poznań, wrocławianie musieli się przestawić na rywalizację np. ze Stalą Rzeszów, Pogonią Siedlce lub Zniczem Pruszków. Przy całym szacunku dla tych zespołów, nie byli to rywale, do których wrocławska publiczność zdążyła przywyknąć, a pamiętajmy, że przez blisko 20 lat Śląsk zdążył też poznać smak gry w europejskich pucharach. Dlatego we Wrocławiu smak straty był wyjątkowo gorzki. Ta banicja w Betclic 1. Lidze potrwała jednak tylko rok, co należy uznać za sukces. Bo w ciągu 10 lat, taka sztuka – oprócz Śląska Wrocław – udała się tylko dwóm zespołom.
Lekcja boiskowej cierpliwości
I właśnie ten roczny pobyt na zapleczu PKO Ekstraklasy, być może nieco paradoksalnie, może być dużym atutem Śląska Wrocław w tym sezonie. Bo ten zespół nauczył się piłkarsko cierpieć.
W Betclic 1. Lidze nie było łatwych meczów. Śląsk jako faworyt większości meczów był traktowany trochę podług zasady “bij mistrza” i choć bywał lepszy piłkarsko, to musiał wielokrotnie sporo się napracować, namęczyć, niemalże przepychać mecze do przodu na swoją korzyść. Wrocławscy kibice na pewno pamiętają, że z tą nauką boiskowego cierpienia nie było łatwo. Śląskowi zdarzyło się przegrać np. w Rzeszowie lub w Pruszkowie, a nawet w wygranych meczach bywał nieprzekonujący. I w przerwie zimowej było trudno o optymizm, bo wrocławianie zimowali na pozycji dalekiej od miejsca premiowanego awansem do PKO Ekstraklasy. Wiosną zespół “odpalił”, zaliczył passę 13 meczów bez porażki i zakończył rozgrywki na 2. miejscu, dającym bezpośredni awans.
Trener Ante Šimundža miał w rękach dwa klucze do tego sukcesu. Pierwszym były zimowe transfery. Lamine Ba uporządkował Śląsk w defensywie, a Michał Mokrzycki zasiadł za kierownicą zespołu i wniósł nową jakość do tego, jak wrocławianie kreowali grę. Drugim kluczem była zaś dyscyplina taktyczna i podążanie za wizją gry trenera Simundzy. Śląsk bywał cierpliwy, bywał wyrachowany, umiał przeczekać na boisku, aby zadać bolesny i decydujący cios. Nie zawsze było to piękne piłkarsko, ale na tym etapie liczyła się skuteczność – w tabeli zostały punkty za wynik, nie za styl gry.
Zabrzmi to banalnie, ale PKO Ekstraklasa to zupełnie inna skala sportowych wyzwań. Śląsk rzadko będzie faworytem swoich meczów, a rywale będą mieli znacznie wyższą piłkarską jakość. Trzeba też pamiętać, że generalnie poziom rozgrywek w Ekstraklasie jest wyższy niż w sezonie, gdy Śląsk żegnał się z tymi rozgrywkami. Mocniejszy jest np. Górnik Zabrze, swoje aspiracje potwierdził sportowo GKS Katowice, w wakacje na rynku transferowym zaszalała np. Korona Kielce lub Widzew Łódź, a duże ambicje ma Pogoń Szczecin. Dodajmy do tego grona naturalnych faworytów: Lecha Poznań, Jagiellonię Białystok, Raków Częstochowa, a wyjdzie nam jak na dłoni, że w gronie aspirantów do sukcesu mamy już pół ligi. Przyniesie to Śląskowi bardzo duże wyzwanie, ale tutaj pomocne mogą być właśnie doświadczenia z Betclic 1. Ligi płynące z lekcji boiskowej cierpliwości, dyscypliny, używania prostych środków i opanowania.

fot. slaskwroclaw.pl
Stabilność atutem Śląska
Drugą szansą dla Śląska w nowym sezonie PKO Ekstraklasy będzie stabilność kadrowa. Być może nie będzie to zgranie na zasadzie “znamy się jak łyse konie”, ale roczna wspólna walka na zapleczu Ekstraklasy powinna zaprocentować.
Zawodnicy kluczowi w poprzednim sezonie (oprócz Krzysztofa Kurowskiego, który zamienił Śląsk na holenderski Twente Enschede) będa nadal grali we Wrocławiu. Mamy tu na myśli głównie Piotra Samca-Talara, który zwłaszcza wiosną niósł Śląsk na swoich barkach i był niekwestionowanym liderem, Michała Mokrzyckiego, Jorge Yriarte, Michała Rosiaka i Marca Llinaresa.
W wakacje Śląsk uniknął też kadrowej rewolucji, co bywa częstą praktyką transferową beniaminków, którzy po awansie próbują budować wszystko od nowa i przez to tracą cenny czas. Bo jest oczywiste, że dłuższa współpraca w zespole działa na korzyść, bo buduje boiskowe automatyzmy i sprzyja zrozumieniu. Śląsk ten atut zachowa, co w konfrontacji z silniejszymi rywalami nie będzie bez znaczenia.
Zwłaszcza, że zgranie z partnerami może zacząć procentować wyższą formą u zawodników, którzy do tej pory nie grali na miarę swojego potencjału. Pokazuje to np. Luka Marjanac, który pod koniec sezonu w Betclic 1. Lidze złapał wysoką formę, a podczas wakacyjnych sparingów również pokazywał się z dobrej strony. I kto wie: może w rywalizacji z lepszymi niż do tej pory rywalami i dzięki coraz lepszemu zrozumieniu z kolegami z boiska Bośniak zacznie błyszczeć?
Transfery: przemyślane wzmocnienia
Wracając do wątku letnich transferów: Śląsk wykonał je w sposób przemyślany. Do klubu trafili gracze, którzy w poprzednim sezonie byli “na chodzie”, a nie piłkarze do odbudowania np. po przerwach na leczenie kontuzji. Nowi gracze pojawili się też w formacjach, które wymagały uzupełnienia.
Bramkarz Karol Niemczycki niemal na pewno zostanie podstawowym golkiperem, choć dotychczasowa “jedynka” Michał Szromnik na pewno nie da mu odetchnąć w rywalizacji na treningach. Grający na lewej obronie Iródotos Christodoúlou powinien wnieść sporo jakości, podobnie jak inny nowy nabytek Alex Timossi Andersson, ściągnięty z ligi szwedzkiej prawy obrońca. Grono stoperów powiększył zaś młody Dominik Szala, wypożyczony z Górnika Zabrze. W środku pola pojawił się Grzegorz Tomasiewicz (poprzednio w Piaście Gliwice), niezmordowany wyrobnik w linii pomocy z doświadczeniem ponad 200 meczów w Ekstraklasie oraz mający bardziej ofensywne inklinacje Albańczyk Eniss Shabani. Z kolei grono napastników powiększył Francuz Malaly Dembélé.
Są też w kadrze ekstraklasowego Śląska zawodnicy młodzi, odważnie walczący o to, aby ich pobyt w pierwszej drużynie był na stałe, nie epizodyczny. To m.in. pomocnik Dorian Markowski, jego kolega z linii środkowej Adam Ciućka oraz obrońca Adrian Żulewski. Młodość to zaś nieodłączny element budowania zdrowej, ambitnej drużyny i Śląsk zadbał personalnie także o ten odcinek budowania kadry na nowy sezon w PKO Ekstraklasie.

fot. slaskwroclaw.pl
Gdzie czają się zagrożenia?
Kluczowe ryzyko będzie takie, że nowi zawodnicy “nie dojadą” do poziomu, którego się od nich oczekuje we Wrocławiu. Jak wspominaliśmy wcześniej, PKO Ekstraklasa od lat jest nieprzewidywalna, ale też jej poziom jest wyższy i wzrosła liczba drużyn z medalowymi ambicjami.
Śląsk ma w składzie graczy, którzy zdążyli już sporo pograć na tym poziomie i udowodnili swoją sportową klasę, ale jeśli dojdzie do kontuzji, a zmiennicy nie dowiozą jakości, trener Ante Šimundža może mieć spory problem. Pod lupę bierzemy szczególnie nowych zawodników zagranicznych, bo tu w grę wchodzi pogłębiony proces aklimatyzacji – nie tylko w klubie, ale też w kraju i jego kulturze.
W tym miejscu pojawia się drugi problem, czyli ryzyko braku cierpliwości. Ante Šimundža prowadzi Śląsk od 1,5 roku. Drużyna ma jego autorski szlif i jest zbudowana zgodnie z jego koncepcją taktyczną. Jeśli wrocławianom nie wyjdzie początek sezonu, a w klubie zapadnie decyzja o rozstaniu ze słoweńskim szkoleniowcem, budowanie drużyny de facto od nowa może skończyć się kolejną spadkową katastrofą. Stała wizja gry jest kluczowa dla stabilizacji sportowej beniaminka.
Trzecie duże ryzyko to formacja ofensywna. Formalnie Śląsk ma w składzie dwóch napastników: Przemysława Banaszaka (16 goli w poprzednim sezonie) oraz pozyskanego w wakacje Malaly Dembélé. Ciężar strzelania bramek spoczywa jednak naturalnie na napastnikach, a jeśli ci zawiodą, słoweński szkoleniowiec będzie musiał improwizować. Oczywiście strzelać potrafią także Piotr Samiec-Talar, Luka Marjanac lub stoper (tak!) Jehor Matsenko. Niemniej brak regularności nominalnych „dziewiątek” może być odczuwalny w starciach z topowymi obrońcami z drużyn PKO Ekstraklasy.
Cel: stabilny średniak
Sezon spędzony w Betlic 1. Lidze okazał się dla Śląska nieprzyjemnym epizodem, choć tamten spadek był w pełni zasłużony. Tamten rok był też pierwszym etapem pewnego procesu. Śląskowi udało się namówić trenera Ante Šimundžę do dalszej współpracy, a obdarzony zaufaniem Słoweniec krok po kroku budował stabilną drużynę. W zimie sztab szkoleniowy nieco zmienił taktykę oraz sposób gry Śląska i to był strzał w dziesiątkę. Zmiany uczyniły z wrocławian drużynę, która całkowicie zdominowała ligę na wiosnę. To pokazuje, że projekt ma zdrowe fundamenty.
Awans był pierwszym krokiem, pozwalającym wrocławskiej drużynie wrócić tam, gdzie jej miejsce. Teraz czas na to, aby Śląsk Wrocław zbudował mocny przyczółek sportowy oraz organizacyjny i utrzymał się w Ekstraklasie jako przewidywalny średniak. To powinien być zarówno cel klubu na ten sezon, jak też horyzont oczekiwań kibiców. Na większe sukcesy przyjdzie jeszcze czas, dlatego na Śląsk jako beniaminka nie ma sensu wywierać presji. W naszej ocenie, stabilizacja w środku tabeli będzie wielkim sukcesem Śląska, który chce na nowo rozsiąść się na stałe w krajowej elicie.
Nasze przewidywania co do Śląska Wrocław w PKO Ekstraklasie 2026/2027:
- Miejsce na zakończenie sezonu: między 8. a 12.
- Najlepszy zawodnik: Piotr Samiec-Talar.
- Odkrycie sezonu: Luka Marjanac.
- Najlepszy zawodnik z grona wakacyjnych transferów: Alex Timossi Andersson.
- Największe rozczarowanie: Malaly Dembélé.
- Czy trener Ante Šimundža przepracuje przez cały sezon: tak.
Autor: Łukasz Maślanka
Więcej artykułów o piłkarskim Śląsku Wrocław znajdziesz w dedykowanej zakładce klubu: zobacz tutaj.







