Emocjonalny rollercoaster na Tarczyński Arenie zakończył się sukcesem Śląska Wrocław. Podopieczni Ante Šimundży w samej końcówce odwrócili losy starcia z Rakowem Częstochowa, zwyciężając 2:1. Na pomeczowej konferencji prasowej szkoleniowiec WKS-u szczegółowo przeanalizował kluczowe czynniki, które zadecydowały o wygranej.
Lekcja z Zabrza odrobiona
Po porażce w 1. kolejce z Górnikiem Zabrze trener Šimundża wskazywał na brak odpowiedniego impulsu ze strony rezerwowych. Przed starciem z Rakowem sztab szkoleniowy przeprowadził głęboką analizę, która przyniosła pożądane rezultaty.
– Oglądaliśmy bardzo trudny mecz. Mieliśmy na koniec trochę szczęścia, ale kiedy zachowujesz właściwą mentalność i walczysz z topową drużyną o wygraną, takie sytuacje się zdarzają. Zasłużyliśmy na te trzy punkty – rozpoczął Šimundża. – Po meczu w Zabrzu przeanalizowaliśmy, dlaczego zmiennicy nie dali tego, co chcieliśmy. Problem nie leżał w samych zawodnikach, ale w tym, że przestaliśmy grać swój futbol. Dzisiaj trzymaliśmy się naszych zasad i to przyniosło efekt.
Rotacja taktyczna i poświęcenie z ławki
Przed niedzielnym pojedynkiem w składzie doszło do roszad – w bramce zadebiutował Karol Niemczycki, a w środku pola pojawił się Grzegorz Tomasiewicz. Szkoleniowiec zaznaczył, że decyzje wynikały wyłącznie z planu taktycznego na Raków.
– Rotacja w bramce jest możliwa przed każdym spotkaniem. Decyzja o wystawieniu Karola i Grzegorza była podyktowana taktyką. Każdy zawodnik musi być gotowy do gry – tłumaczył trener, odnosząc się także do występu Irodotosa Christodoulou: – Zagrał dobry mecz. Raków ma świetnych zawodników w ofensywie, to nie było łatwe zadanie. Znam jakość Irodotosa i wiem, że stać go na jeszcze lepszą grę w defensywie.
Słoweński taktyk zwrócił uwagę na kluczowy moment spotkania, w którym zmiennik Michał Mokrzycki wykonał genialny powrót do defensywy, ratując zespół przed utratą bramki.
– Przed golem na 1:1 był moment, w którym Mokrzycki wrócił i przerwał groźną akcję Rakowa. Pokazał wielką klasę. Wszedł z ławki i wykonał swoje zadanie w stu procentach. To pokazuje, jak ważne jest, że mecz zaczynamy w jedenastu, a kończymy w szesnastu. Stadion dał nam niesamowitą energię – podkreślił Šimundża.
Bez paniki w ataku
Pytany o formację ofensywną i dyspozycję Przemysława Banaszaka, szkoleniowiec Śląska zapewnił, że na ten moment nie widzi pilnej potrzeby poszukiwania nowych wzmocnień do linii ataku.
– Banaszak zagrał dwa mecze i strzelił gola. Musi walczyć o wyjściowy skład, tak jak każdy inny zawodnik. Kiedy prezentuje swój optymalny poziom, jest niezwykle groźny. Mamy też zdolnych młodych graczy. Na tę chwilę nie widzę potrzeby wzmocnień w ataku, choć oczywiście sytuacja za kilka miesięcy może wyglądać inaczej – podsumował opiekun WKS-u.
Więcej artykułów o piłkarskim Śląsku Wrocław znajdziesz w dedykowanej zakładce klubu: zobacz tutaj.







