fbpx

Po meczu Ślęzy pozostaje niedosyt

Koszykarki Ślęzy Wrocław przegrały z Polskim Cukrem AZS-em UMCS-em Lublin w meczu 7. kolejki Energa Basket Ligi Kobiet. Żółto-czerwone mogą mieć poczucie niedosytu, bowiem ten mecz był do wygrania.

Gospodynie dobrze rozpoczęły niedzielną konfrontację, w cztery minuty wychodząc na prowadzenie 10:2. Sygnał do ataku dała Stephanie Jones, trafiając na tym wczesnym etapie meczu dwa rzuty za trzy punkty. Po drugiej trójce amerykańskiej podkoszowej trener Krzysztof Szewczyk musiał poprosić o czas i obudzić swój zespół. Przyniosło to natychmiastowy efekt w postaci trzypunktowego trafienia Nii Clouden, po którym rozpoczęło się odrabianie strat przez lublinianki. Ślęza miała asa w postaci Jones, dzięki czemu żółto-czerwone potrafiły przez kilka kolejnych minut utrzymać prowadzenie, ale po trójce Magdaleny Ziętary był remis 15:15. Ostatni akcent należał jednak do Ślęzy. Jeden rzut osobisty Julii Drop sprawił, że wrocławianki zakończyły pierwszą kwartę z minimalną przewagą.

Szybkie punkty Patrycji Jaworskiej i Wiktorii Kuczyńskiej na otwarcie drugiej odsłony powiększyły tę przewagę do 5 oczek, ale koszykarki AZS-u UMCS-u nie zamierzały powtórzyć sytuacji z pierwszych 10 minut. Najpierw trójkę trafiła Olga Trzeciak. Po dwóch osobistych Jones punktowały Ziętara, Aleksandra Kuczyńska oraz Anna Wińkowska i to przyjezdne prowadziły 25:22. Po serii 7:0 dla gości przyszła pora na odpowiedź Ślęzy. Fragment gry wygrany 6:2 ponownie przechylił szalę na korzyść gospodyń. Stephanie Jones zdobyła cztery punkty na koniec pierwszej połowy, ustalając wynik po 20 minutach na 32:29.

Trzecia kwarta to absolutna wymiana ciosów jak podczas dobrej walki bokserskiej. Kibice oglądali przez większość tej odsłony naprawdę atrakcyjną koszykówkę, w której dominowało wysokie tempo i dobra skuteczność. Żadna ze stron nie była w stanie na dobre przejąć kontroli nad meczem, a prowadzenie co chwila obejmowały to gospodynie, to przyjezdne. Dla postronnego widza było to świetne widowisko, dla kibiców obu drużyn zaś nerwowy rollercoaster. Ostatecznie ta podróż zakończyła się korzystnie dla koszykarek z Lublina, które nie tylko odrobiły straty, ale i wyszły na prowadzenie.

Decydującą odsłonę otworzyła Nia Clouden rzutem za trzy punkty na 53:47. Każdy kolejny celny rzut lublinianek zdecydowanie komplikowałby sytuację Ślęzy, ale próby Katariny Zec, Aleksandry Stanacev i Clouden nie znalazły drogi do celu. To dało gospodyniom drugi oddech, zwłaszcza że zapunktowały Ieshia Small i Renata Brezinova. Po trójce Czeszki trener Szewczyk wziął czas, żeby odzyskać kontrolę nad meczem. Udało się to w stu procentach, bo po timeoucie za trzy trafiła Ziętara, a po stracie Brezinovej dwa punkty dołożyła Mack i AZS UMCS znów miał sześć punktów zapasu.

Nawet gdy udawało się wrocławiankom zatrzymać rywalki w obronie, żółto-czerwonym brakowało rozwiązań w ofensywie. A punkty były im niezbędne, żeby odrobić straty. Zamiast tego były pudła i faule, które wysyłały przeciwniczki na linię rzutów osobistych. Tam zawodniczki z Lublina były na tyle skuteczne, żeby prowadzić 62:53 na dwie minuty przed końcem. I to wystarczyło do osiągnięcia zwycięstwa, zwłaszcza przy problemach Ślęzy w ofensywie.

Wrocławianki zdecydowanie mają czego żałować, bo zespół z Lublina można było pokonać. Trudno jednak o wygraną, gdy nie działa atak, ponieważ 59 punktów to nie jest dobrze funkcjonująca ofensywa. Zamiast bilansu 4-3 i dobrych humorów przed trzytygodniową przerwą od spotkań, Ślęza ma bilans 3-4, a sztab musi szukać rozwiązań, bo grudzień zapowiada się niezwykle ciężko.

Ślęza Wrocław – Polski Cukier AZS UMCS Lublin 59:65 (16:15, 16:14, 15:21, 12:15)

Ślęza: Jones 26, Jakubiuk 14, Brezinova 6, Small 4, Drop 3, Jaworska 3, Kuczyńska 2, Kurach 1, Stefańczyk 0. Mielnicka, Kurkowiak DNP.

Polski Cukier AZS UMCS: Mack 17, Ziętara 13, Clouden 10, Stanacev 8, Zec 5, Trzeciak 5, Wińkowska 4, Kuczyńska 3. Paulsson Glantz, Kośla DNP.

O autorze