fbpx

Osłabiony Śląsk przegrywa w Stargardzie

WKS Śląsk Wrocław w bardzo osłabionym składzie przegrał na wyjeździe z PGE Spójnią Stargard 73:86 w meczu 28. kolejki Energa Basket Ligi. Trójkolorowi w niedzielnym starciu musieli sobie radzić nie tylko bez pięciu kontuzjowanych zawodników, ale też chorego trenera Andreja Urlepa.

Do Stargardu zespół Śląska Wrocław przyjechał mocno osłabiony. Z powodu chorób w stolicy Dolnego Śląska zostali liderzy drużyny – Travis Trice i Aleksander Dziewa – oraz trener Andrej Urlep. W związku z absencją tego ostatniego drużynę tego dnia poprowadzili asystenci Andrzej Adamek i Robert Skibniewski. Na domiar złego do gry wciąż nie są gotowi Ivan Ramljak i Martins Meiers, a jedynie z ławki mecz oglądał Łukasz Kolenda. W drużynie gospodarzy zabrakło z kolei kontuzjowanych Nicka Spiresa i Tomasza Śniega. Trójkolorowi rozpoczęli mecz w składzie D’Mitrik Trice, Kodi Justice, Jakub Karolak, Kerem Kanter i Szymon Tomczak – dla tego ostatniego był to pierwszy raz w wyjściowej piątce na poziomie Energa Basket Ligi.

Pomimo braków w składzie przyjezdni świetnie weszli w mecz, zaczynając go od kilku ładnych akcji zespołowych. Po podaniu za plecami Justice’a na pusty kosz rzucił Tomczak, a dwie dobrze wypracowane przez kolegów pozycje wykorzystał Kanter. Spójnia miała z kolei spore problemy ze skutecznością i dopiero po niespełna trzech minutach zdobyła pierwsze punkty po celnych rzutach osobistych Admona Gildera. WKS nie zamierzał się zatrzymywać – kolejny raz trafił Kanter, a w efektownej akcji 2+1 świetnie zachował się Justice. Wojskowi prowadzili aż 11:2 na starcie spotkania.

Spójnia w końcu nieco przebudziła się za sprawą Kerrona Johnsona, który najpierw trafił z faulem, a następnie łatwo ograł Karolaka i wykończył akcję lay-upem. WKS odpowiedział jednak dwiema celnymi trójkami autorstwa Trice’a i Kantera, a po celnym rzucie osobistym tego drugiego wrócił na dziewięciopunktowe prowadzenie. To jednak bardzo szybko zmniejszyło się w końcówce kwarty – stargardzianie zaliczyli dobry fragment w ofensywie, głównie za sprawą Justina Gray’a. Śląsk zareagował punktami Gabińskiego i trójką Trice’a, dzięki której po pierwszej kwarcie prowadził 23:18. Warto zwrócić uwagę na fatalną skuteczność gospodarzy za trzy punkty w pierwszej kwarcie – żadna z dziewięciu prób nie okazała się celna.

Druga część gry zaczęła się od wymiany ciosów. D’Mitrik trafił z półdystansu, a Gilder wsadził piłkę z góry w kontrze. Karolak i Kacper Młynarski z kolei trafili rzuty z dystansu. Kolejnym efektownym wsadem popisał się Baylee Steele, ale błyskawicznie odpowiedział mu szybką kontrą Karolak. Justin Gray próbą z dystansu zmniejszył straty Spójni do zaledwie dwóch punktów, ale już po chwili nad obręczą frunął Justice, wsadem kończąc świetną akcję. W tym momencie zaczęły się jednak duże problemy Wojskowych – Johnson trafił z linii, Młynarski zza łuku, a Daniel Szymkiewicz spod kosza. Seria 7:0 pozwoliła Spójni wyjść na prowadzenie 35:32.

W grę WKS-u niestety wkradło się sporo nieporozumień i strat, które skrzętnie wykorzystywali podopieczni Macieja Raczyńskiego. Kolejne punkty zdobył Johnson, a z faulem celnie rzucił Młynarski. Licznik punktowy Śląska w końcu odblokował Justice, który najpierw trafił z półdystansu, a następnie zza łuku. Rzutami za dwa popisali się z kolei Justin Gray i D’Mitrik Trice. Niestety po dwóch skutecznych akcjach Młynarskiego Spójnia odskoczyła już na 7 punktów. Na domiar złego w kolejnej próbie za trzy przymierzył Daniel Szymkiewicz – stargardzianie po słabym początku w końcu „rozkręcili się” w tym elemencie gry. Do szatni gospodarze schodzili prowadząc 49:40, a na domiar złego po trzy faule mieli na koncie Szymon Tomczak i Kerem Kanter. Trenerzy Adamek i Skibniewski mieli naprawdę twardy orzech do zgryzienia przed drugą połową.

Tę Spójnia zaczęła od ładnej akcji wykończonej przez Steele’a, po której stargardzianie mieli już dwucyfrową przewagę. Trójkolorowi mozolnie próbowali odrobić straty – czterokrotnie z linii trafił Kanter, a spod kosza indywidualną akcję sfinalizował Trice. Dwa punkty dołożył Tomczak, ale gospodarze odpowiedzieli za sprawą Gildera i Johnsona. Na domiar złego dwie punktowe akcje z rzędu zaliczył Szymkiewicz, który wykorzystał złe wprowadzenie piłki do gry przez Trójkolorowych. Gdy w kontrze Gilder trafił z faulem, a dwójkową akcję wykończył Steele, Spójnia prowadziła już 65:50 – najwyżej w meczu.

Po chwili w końcu Wojskowi zaliczyli nieco lepszy fragment. Celnym floaterem zapunktował D’Mitrik, a efektownym wsadem w dobitce zaimponował Jan Wójcik. Przewaga rywali stopniała do 10 punktów, a impas Spójni w ataku przerwał Kerron Johnson. Następnie skuteczne akcje zaliczyli Kanter i Justice, a trener Maciej Raczyński poprosił o przerwę na żądanie. Ta nie przyniosła oczekiwanych rezultatów – gospodarze w tej kwarcie zaliczyli jeszcze błąd ośmiu sekund, a z półdystansu trafił kapitan Michał Gabiński. Przed ostatnimi 10 minutami WKS przegrywał już tylko 62:69.

Ostatnią część gry goście zaczęli bardzo „młodym” ustawieniem z Kacprem Gordonem, Janem Wójcikiem i Szymonem Tomczakiem. Pierwszy z nich trafił z półdystansu, ale niestety przez pierwsze 5 minut ostatniej kwarty zdobyliśmy tylko właśnie te dwa punkty Gordona. Spójnia z kolei nie próżnowała. Szymkiewicz i Gilder trafili w szybkich kontrach i przewaga biało-bordowych znów była dwucyfrowa. Po chwili ładną akcję przeprowadził duet Młynarski-Gilder, Szymkiewicz trafił spod obręczy, a Młynarski rzucił za trzy. Spójnia błyskawicznie odskoczyła i prowadząc 82:64 właściwie była już pewna zwycięstwa.

W sumie w ostatniej kwarcie zdobyliśmy tylko 11 punktów, co na pewno mogło wynikać z wąskiej rotacji i dużego zmęczenia zawodników. Taka sama była zapewne przyczyna fatalnej skuteczności zza łuku w drugiej połowie – po przerwie pierwszą celną trójkę dla WKS-u rzucił dopiero minutę przed końcem meczu Kodi Justice. Efektownym blokiem w końcówce meczu popisał się jeszcze Gabiński, a humory kibicom Śląska nieco poprawił kolejnym efektownym wsadem Wójcik. Spójnia jednak w pełni kontrolowała boiskowe wydarzenia, ostatecznie wygrywając 86:73.

Zaledwie ośmioosobową rotacją dysponował trener Andrzej Adamek w Stargardzie. Wszystkim zawodnikom należą się słowa uznania za walkę i zaangażowanie, a pozytywnie na tle reszty zespołu wyróżnili się przede wszystkim Kerem Kanter (24 punkty i 7 zbiórek) oraz D’Mitrik Trice (15 punktów i 9 asyst). Wśród gospodarzy najwięcej oczek (po 18) zdobyli Daniel Szymkiewicz i Kacper Młynarski. Patrząc w statystyki w oczy rzuca się także bardzo duża ilość punktów Spójni z „pomalowanego” – aż 50 przy zaledwie 26 Śląska. Gospodarze zdobyli też trzykrotnie więcej oczek w szybkim ataku (21-7).

– Gratulacje dla Spójni i trenera Macieja Raczyńskiego. Mieliśmy dziś arcytrudne zadanie, bowiem nasz zespół jest zdziesiątkowany przez chorobę i wirusa grypy żołądkowej. Wielu zawodników nie wykonało swojej pracy na boisku, gdyż naprawdę żałośnie wyglądaliśmy dziś w obronie. Z drugiej strony biorąc pod uwagę to, co działo się w przerwie spotkania czy w nocy, część zawodników nie powinna w ogóle grać, a jednak wyszła na boisko i walczyła. Z jednej strony zagraliśmy zbyt mało agresywnie, ale z drugiej moim graczom po prostu brakowało dziś mocy – mówił na pomeczowej konferencji prasowej trener Andrzej Adamek.

Porażka w Stargardzie praktycznie przekreśla szanse Trójkolorowych na zakończenie sezonu zasadniczego w pierwszej czwórce tabeli EBL. Śląsk z bilansem 18-10 jest obecnie na 5. miejscu i wszystko wskazuje na to, że właśnie na nim zakończy tę część rozgrywek. Bardziej niż o utratę przewagi parkietu w ćwierćfinałach fazy play-off martwimy się jednak o zdrowie naszych zawodników. Mamy nadzieję, że chorzy gracze szybko dojdą do siebie i w środowym starciu z MoraBanc Andorra zagramy już w znacznie mocniejszym składzie. Ostatni mecz 7DAYS EuroCup we Wrocławiu rozpoczniemy o 18:45 – bilety możecie kupić w serwisie Abilet.pl. Hej Śląsk!

O autorze