To był trudny wieczór dla WKS Śląska Wrocław. W meczu Europucharu Hapoel Jerozolima zaprezentował ogromną jakość w ataku i rozbił wrocławian 115:72.
Już od pierwszych akcji było widać, że goście czują się na parkiecie bardzo pewnie. Austin Wiley i Cassius Winston szybko dali dwucyfrową przewagę, a Śląsk – grający bez Noaha Kirkwooda i Stefana Djordjevicia – miał spore problemy w defensywie. Mimo prób Ajdina Penavy i Issufa Sanona po pierwszej kwarcie było 22:32.
W drugiej odsłonie przewaga Hapoelu rosła lawinowo. Anthony Lamb trafiał z dystansu niemal bezbłędnie, a różnica punktowa sięgnęła 28 „oczek”. Kadre Gray oraz Jakub Nizioł próbowali ratować sytuację, lecz do przerwy gospodarze przegrywali 42:64.
Po przerwie trener Ainars Bagatskis rotował składem, dając minuty Tymoteuszowi Sternickiemu, jednak nie zmieniło to przebiegu meczu. Cassius Winston i Justin Smith konsekwentnie punktowali, a po 30 minutach wynik brzmiał 64:95.
Już na siedem minut przed końcem Hapoel przekroczył granicę 100 punktów, a końcówka była formalnością. Wysoka porażka 72:115 najlepiej oddaje różnicę jakości, jaka tego dnia dzieliła WKS Śląsk Wrocław i Hapoel Jerozolima.
Więcej artykułów o koszykarskim Śląsku Wrocław znajdziesz w dedykowanej zakładce klubu: zobacz tutaj.







