fbpx

Marco Paixao: Śląsk zawsze będę miał w swoim sercu

Rozpoczynamy cykl wywiadów z byłymi zawodnikami piłkarskiego Śląska Wrocław. Na początek dobrze znany wszystkim kibicom Marco Paixao, zdobywca 34 goli dla Trójkolorowych.

Patryk Załęczny: Marco, do Śląska Wrocław trafiłeś latem 2013 roku. Wówczas nie znałeś specyfiki polskiej ligi, polskiej kultury i panujących tu obyczajów. Trudno było zaaklimatyzować się do naszych warunków?

Marco Paixao: Myślę, że nie było to trudne zadanie. Jeśli miałbym wskazać jakiś uprzykrzający życie czynnik, z pewnością byłaby to pogoda, która często płatała figle. Mieliśmy jednak dobrą drużynę, prezentowaliśmy wysoki poziom, a dodatkowo był w niej Dalibor Stevanović, który zawsze był przy mnie, kiedy potrzebowałem pomocy, służył dobrą radą. Atmosfera w szatni też była fantastyczna, a inteligencja zespołu dodawała jej tylko wartości.

PZ: Krótko po Twoim transferze do WKS-u mieliśmy okazję porozmawiać i wówczas wspomniałeś, że Flavio, Twój brat, jest równie dobrym zawodnikiem, co Ty. To była braterska rozmowa, która przekonała go do transferu do Wrocławia?

MP: W tamtym czasie Flavio miał sześciomiesięczną przerwę, w związku z różnymi zawirowaniami w Iranie. Wiedziałem jednak, na co stać mojego brata, porozmawiałem z ówczesnym szkoleniowcem Śląska i wspomniałem, że warto byłoby dać mu szansę, chociaż w trakcie testów. Tak też się stało. Flavio przyjechał na obserwacje i niedługo potem dołączył do drużyny na stałe. Co było później, wszyscy wiemy.

PZ: Twój pobyt we Wrocławiu zdecydowanie można ocenić jako pozytywny, co więcej miałeś nawet okazję grać ze Śląskiem w europejskich pucharach. Co w trakcie Twojego pobytu we Wrocławiu utkwiło Ci w pamięci najbardziej?

MP: Zdecydowanie najlepsze wspomnienia to pojedynki w europejskich pucharach z Sevillą. Mierzyliśmy się wówczas z drużyną, która w Europie była szanowana i której to mi udało się strzelić fantastycznego gola. Była to swego rodzaju znakomita okazja, aby pokazać swoje umiejętności na tle hiszpańskiej drużyny i udowodnić, że jest się naprawdę dobrym zawodnikiem. Co więcej, na trybunach gościła moja rodzina, więc po prostu nie mogłem zawieść ich oczekiwań.

PZ: Skoro wszystko układało się po Twojej myśli, dlaczego ostatecznie zdecydowałeś się opuścić Śląsk i przenieś się do Sparty Praga?

MP: To nie do końca jest tak, jak swego czasu opisywały to media. Bardzo chciałem zostać we Wrocławiu, jednak nie doszliśmy do porozumienia, jeśli chodzi o kwestie finansowe. Już po pierwszym roku gry w stolicy Dolnego Śląska dostałem kilka dobrych ofert, z których skorzystalibyśmy razem, i ja i klub. Niestety, wówczas prezes WKS-u nie wyraził zgody na transfer. Nasze drogi rozmyły się ponownie w momencie, kiedy mój kontrakt dobiegał końca. Władze klubu nie chciały przystać na moje warunki finansowe, nie szanując tym samym mojej pracy, jaką włożyłem dla rozwoju zespołu. W naszej ekipie było kilku zawodników z wysokimi kontraktami, a ja chciałem być po prostu jednym z nim. Myślę, że tak po ludzku na to zasługiwałem.

PZ: Po Sparcie Praga przyszedł czas na Lechię, gdzie również prezentowałeś się bardzo dobrze, a pokłosiem Twoich występów na Pomorzu był transfer do Turcji. Nie tęsknisz za „zachodem”?

MP: Może nie każdy z grających tu piłkarzy podzieli moje zdanie, ale życie w Turcji jest naprawdę wspaniałe. Każdego dnia świeci słońce, ludzie są bardzo mili, a na dodatek byłem najlepszym strzelcem w lidze z 29 bramkami na koncie. Ludzie mnie po prostu szanują, a ja odwzajemniam się im dobrą grą. Mówiąc wprost, jestem tu bardzo szczęśliwy. Otaczają mnie ludzie z pozytywną energią, a taki stan rzeczy tylko nakręca mnie do działania. Po co to zmieniać?

PZ: Czyli, jeśli otrzymałbyś ofertę powrotu do polskiej ligi, nie przyjąłbyś jej?

MP: Szczerze? Jeśli miałbym takową ofertę, nie chciałbym niczego podpisywać. Moje ostatnie miesiące w gdańskiej Lechii były po prostu okropne i to sprawiło, że chce być jak najdalej takich sytuacji, które mnie tam spotkały. To był koszmar, pomijając oczywiście kibiców, których szanuję. Patrząc jednak za siebie, nigdy nie zapomnę gry dla Śląska i jego kibiców, którym życzę, aby ich klub osiągnął w tym sezonie i w kolejnych latach jak najwięcej.

PZ: Zatem można wnioskować, że na bieżąco śledzisz poczynania Śląska.

MP: Tak naprawdę to odkąd opuściłem ten klub, zawsze byłem na bieżąco ze wszystkim, co tam się dzieje. Może to zabrzmi górnolotnie, ale zawsze będę miał ten klub w sercu i zawsze będę życzył wszystkim jego kibicom jak najlepszych rezultatów i upragnionego mistrzostwa. Lechia? Powiem tak, kibiców miło wspominam.

fot. Marco Paixao

Autor: Patryk Załęczny

O autorze