Łukasz Tobys: Sami dla siebie jesteśmy najtrudniejszym przeciwnikiem

– Na przestrzeni czasu pokazaliśmy, że potrafimy grać w siatkówkę na najwyższym poziomie i ja nadal bardzo wierzę w tę drużynę. Porażki na wyjazdach pokazują, że problem nie leży po stronie umiejętności czysto sportowych – mówi w rozmowie z Patrykiem Załęcznym prezes eWinner Gwardii Wrocław Łukasz Tobys.

Patryk Załęczny: W ostatnim czasie o Gwardii było bardzo głośno w kontekście ruchów kadrowych. Najpierw pozyskanie Marka Lebedeva, który jest uzupełnieniem sztabu, a kilka dni później prawdziwy transferowy hit i informacja o pozyskaniu Jeffrey’a Menzela. To te brakujące ogniwa w walce o PlusLigę?

Łukasz Tobys, prezes eWinner Gwardii Wrocław: Mogę śmiało odpowiedzieć, tak. Na pewno są to ogniwa, które mają zwiększyć efektywność zespołu. Co prawda, efekt tych transferów nie będzie widoczny z dnia na dzień, ale docelowo liczymy, że podniesie nasz poziom sportowo-organizacyjny. Pytać też można, czy tych brakujących ogniw nie jest więcej? Być może. Ale na przestrzeni czasu pokazaliśmy, że potrafimy grać w siatkówkę na najwyższym poziomie i ja nadal bardzo wierzę w tę drużynę. Porażki na wyjazdach pokazują, że problem nie leży po stronie umiejętności czysto sportowych. Doszukiwałbym się ich pod aspektem mentalnym. Być może Jeff wykreuje się na lidera tej drużyny i wraz z Markiem Lebedewem wniosą nowego ducha walki i radość z gry? Często mam wrażenie, że tego właśnie brakuje.

Rozpisaliście sobie kilkuletni plan awansu do najwyższej ligi,  ale patrząc na formę rywali i wasze ostatnie ruchy, wszystko wskazuje na to, że to już w tym sezonie możecie zapewnić sobie awans. Co będzie kluczowe w tych ostatnich tygodniach walki?

Chyba byłbym bardziej ostrożny. Wszystko wskazuje na to, że chcemy walczyć i takie sygnały wysyłamy, ale trzeba pamiętać, że rywale nie przespali okresu transferowego i również wykonali pewne ruchy. Natomiast tak, faza Play Off rządzi się własnymi prawami i upatrujemy w niej realną szansę na wywalczenie awansu do PlusLigi.

Macie bardzo dobre zaplecze organizacyjne i kibiców, którzy Was wspierają, ale czy fundusze pozwolą na to, aby z powodzeniem występować na najwyższym poziomie w Polsce?

Czy fundusze wystarczą? Jeśli wywalczymy awans i znajdziemy się w PlusLidze to będą musiały wystarczyć – inaczej nie przystąpimy do rozgrywek. Aby Klub miał zapewniony spokojny start w rozgrywkach PlusLigi i zbudował skład na bezpieczne utrzymanie, a może i walkę o coś więcej  potrzebny jest nam budżet rzędu 4 mln zł. Finansowanie klubu składa się z kilku podmiotów. Zarówno sektor prywatny, jak i publiczny odgrywa tutaj kluczową role. Aktualnie Miasto Wrocław jest naszym największym partnerem w walce o PlusLigę, co ogromnie doceniamy i głęboko wierzymy, że prezydent Jacek Sutryk widzi potencjał naszej drużyny i siatkówki w Polsce. Mamy jednak świadomość, że na lokalnym podwórku nie jesteśmy osamotnieni i organizacji sportowych z wielkimi ambicjami jest zdecydowanie więcej.

Mimo pandemii sportowy Wrocław ma się bardzo dobrze. Wystarczy spojrzeć na wyniki innych drużyn. Koszykarski Śląsk, wygłodniałe międzynarodowego sukcesu Pantery (Panthers Wrocław), czy powracająca do łask drużyna szczypiornistów Śląska Wrocław. Każda z tych i innych wrocławskich drużyn liczy na wsparcie z ratusza, a przecież budżet naszej gminy nie jest z gumy. Dlatego tak ważna w drodze do stabilnego budżetu w klubie jest współpraca. Niedawno ogłosiliśmy wraz z wiceprezesem PZPS pozyskanie nowego partnera, z którym umowa ma wejść w życie jeszcze w tym sezonie, a docelowo skupić się na sezonie 21/22, w którym to mamy już sztywno walczyć o PlusLigę. To pierwsza taka umowa w nowej historii gwardii i nie ukrywam, że daje to dużą satysfakcję i stabilizację. Cały czas jesteśmy jeszcze na etapie negocjacji warunków współpracy, ale cieszy fakt, że nadal rozgrywamy sezon 20/21, a już rozmawiamy o finansowaniu kolejnego! Dodatkowo liczę mocno na naszych obecnych partnerów, którzy są z nami od początku drogi. Myślę też, że nasz obecny partner tytularny, firma EWINNER  jest zadowolona z efektów współpracy i zostanie z nami na kolejny rok.

Jako, że wspomnieliśmy o kibicach, nie sposób nie zapytać o pandemię koronawirusa. Czy brak fanów jest bardzo odczuwalny zarówno w kontekście samego dopingu w trakcie meczów, jak i spadku przychodów z biletów?

Bardzo odczuwalny, szczególnie w kontekście samego dopingu. Nie gramy dla siebie, gramy dla kibiców. Profesjonalny sport właśnie po to funkcjonuje. Mamy zapewniać doskonałe widowisko, które jest (powinno być) jedną z ofert naszego miasta na spędzanie czasu wolnego. Sport to emocje, które ciężko znaleźć w każdej innej dziedzinie. Pandemia zabrała nam możliwość przeżywania tych emocji z kibicami, a to bardzo boli zarówno nas, jak i samych zawodników. Sam poziom zawodów sportowych znacznie się podnosi, kiedy widzimy reakcje kibiców na poszczególne akcje, to napędza zawodników. Co prawda, na naszych trybunach zasiadły słynne już GwarMisie, ale z nimi ciężko wejść w jakąś interakcje (śmiech).

Co do samych przychodów z biletów – szczerze mówiąc na poziomie finansowym nie odczuwamy żadnego spadku, gdyż brak kibiców na trybunach to też mniejsze koszty organizacji danego meczu. Na trybunach w hali Orbita (przy najważniejszych meczach) zasiadało ok. 1 500 osób, co przy średniej cenie biletu na osobę – 6 zł (sporo osób korzystało z darmowych voucherów) daje kwotę 9 000 zł brutto. Dobrze Państwo wiedzą, że staraliśmy się zapewnić naszym kibicom sporo atrakcji (stoiska dla dzieci, darmowa kawa od Etno Cafe itd.), a to również wiąże się z wydatkami. Do tego dochodzą koszty organizacji imprezy masowej (koszt samej ochrony to 4-5 tys. zł). Można zatem śmiało stwierdzić, że koszty organizacji meczu dla kibiców kompensowały się z wpływami ze sprzedaży biletów. W dobie pandemii odeszły nam wpływy z biletów, ale odpadła nam zarazem znaczna część kosztów organizacji meczu. W aspekcie finansowym wychodzimy zatem na „0”, ale pod względem emocjonalnej więzi z kibicami jesteśmy mocno pod kreską.

W ostatnim czasie wasze spotkania dość często możemy obserwować na kanałach Polsatu Sport. Z kolei na antenie TVP Sport transmitowany był turniej, którego byliście gospodarzem. Taki obrót spraw daje Wam jasny sygnał, że marka Gwardii Wrocław na polskim rynku ponownie wzbudza respekt i przyciąga uwagę kibiców siatkówki?

Zdecydowanie! Przyciąga uwagę kibiców, mediów i sponsorów. To wszystko dzięki niezastąpionej ekipie, z którą na co dzień mam przyjemność pracować. Wiele mówi się o tym, że jesteśmy jednym z najprężniej działających klubów na poziomie marketingu – to moim zdaniem jest klucz do tempa, w jakim się rozwijamy. Oczywiście, na końcu liczy się wynik sportowy, ale trzeba pamiętać, że nie wszystko przychodzi w tym samym czasie. Skupiliśmy się na zbudowaniu solidnej organizacji po to, aby przyciągnąć do siebie kibiców i partnerów chcących budować z nami solidny klub. Bez partnerów nie jesteśmy w stanie zbudować odpowiedniego budżetu, który przeznaczony będzie na zbudowanie optymalnego składu sportowego. Przypomnę tylko, że poziom sportowy rośnie wprost proporcjonalnie do wartości zakontraktowanych zawodników. Dla przykładu… Czołowi zawodnicy PlusLigi mogą liczyć na kontrakty rzędu miliona złotych na sezon! Zatem dwóch takich zawodników już przeskoczyło nasz klubowy budżet w obecnym sezonie, daje to do myślenia, prawda? Jestem spokojny o to, że wyniki przyjdą, bądźmy cierpliwi.

Na koniec, wracając do bieżących rozgrywek I ligi – kto wg Ciebie będzie najtrudniejszym przeciwnikiem  Gwardii w walce o awans do PlusLigi?

My sami. Mamy w swojej drużynie najlepiej punktującego zawodnika z poprzedniego sezonu, najlepszego blokującego i zagrywającego w obecnym sezonie, aktualnego  brązowego medalistę mistrzostw Europy U-18, a teraz doszedł do nas światowej sławy trener i były reprezentant USA z ogromnym bagażem doświadczeń. Kogo zatem mamy się bać? Trzeba uwierzyć w siebie i czerpać radość z tej pięknej dyscypliny.