Łukasz Tobys: Brakuje nam kibiców, to zabiera atut gry u siebie

Ostatni mecz w TAURON 1. Lidze siatkarze eWinner Gwardia Wrocław rozegrali 18 października. Od tego czasu coraz częściej sportowe wątki schodzą na drugi plan, a dominującymi informacjami – w niemal każdym zakątku kraju – są wieści związane z COVID-19. Zapytaliśmy prezesa klubu, Łukasza Tobysa, o sytuację w teamie GWR.

Jak wygląda sytuacja zdrowotna w zespole?

Łukasz Tobys, prezes eWinner Gwardia Wrocław: – Sytuacja jest dynamiczna. Część siatkarzy jest jeszcze na etapie czekania na wyniki testów. Co do naszego sztabu szkoleniowego, to za sobą COVID-19 razem z okresem kwarantanny ma dwójka trenerów. Ważne jednak, że zarówno szkoleniowcy, jak i siatkarze, czują się coraz lepiej. Zawodnicy mieli delikatne objawy i najtrudniejsze był ten początkowy okres, kiedy trzeba było reagować. Na szczęście teraz sytuacja jest już lepsza i czekamy na moment, żeby na dobre wrócić do treningu. Można z lekkim dystansem przyznać, że wysportowany organizm lepiej znosi wirusa. Choć wiadomo, że nikt nie jest niezniszczalny. Głównymi objawami u większości chłopaków jest brak węchu czy brak smaku. Nie wiąże się to jednak z gorszymi, zdrowotnymi konsekwencjami.

Kiedy spodziewać się powrotu do treningów?

– W ostatnim tygodniu października, wraz ze sztabem szkoleniowym, podjęliśmy decyzję o tym, żeby zawiesić treningi dla całej drużyny. Pomimo tego, że zakażenia nie dotknęły wszystkich i niektórzy czuli się dobrze. Ale nie było sensu ryzykować zdrowia zawodników oraz ich rodzin, stwierdziliśmy, że warto się wyizolować, zrobić autokwarantannę. Trudno powiedzieć, jaki to będzie dokładnie okres. Obserwujemy chłopaków, oni sami też zdają nam relację, jak wygląda ich sytuacja zdrowotna. Wrócimy do pełnego trenowania dopiero w momencie przekonania, że możemy ponownie pracować w większej grupie. Optymistyczny plan jest taki, że część siatkarzy wraca do treningów w najbliższą środę. Mowa o chłopakach, którzy nie mieli żadnych objawów.

Czy można liczyć, że w najbliższym czasie zagramy w lidze?

– Na ten moment chcielibyśmy zagrać niedzielny mecz z KPS Siedlce w Hali Orbita. Obserwujemy jednak sytuację, zobaczymy, jak powiedzie się nasz powrót do trenowania w ograniczonym gronie. Na pewno należy się spodziewać, że jeśli zagramy z Siedlcami, trener Krzysztof Janczak nie będzie mógł skorzystać z wszystkich zawodników.

A jak wygląda współpraca z władzami Polskiej Ligi Siatkówki w tym trudnym okresie?

– Współpraca z ligą jest bardzo dobra, mogę pochwalić władze PLS za działania i elastyczność w podejściu do zmian, które zdarzają się nawet z dnia na dzień. Oni też pomagają na tyle, na ile mogą i pozwalają pewne uwarunkowania. Z przełożeniem spotkań ligowych nie było najmniejszego kłopotu. Musieliśmy się jednak pogodzić z walkowerem, jaki dostaliśmy w przypadku Pucharu Polski.

Z jakiego powodu?

– To proste. Drugi raz nie udało się przełożyć terminu rozegrania spotkania w Świdniku i zostaliśmy o tym poinformowani, zanim złożyliśmy prośbę o kolejne przełożenie. Takie były po prostu konsekwencje napiętego terminarza, akceptujemy to, w końcu druga runda zaraz będzie rozgrywana. Ale też nie mamy sobie nic do zarzucenia, zdrowie jest w tym momencie najważniejsze. Gdyby trzeba było, drugi raz podjęlibyśmy taką samą decyzję.

Poza zdrowiem, czego zatem życzyć na otwarcie listopada?

– Zdrowia życzę nam i każdemu klubowi, który walczy pod siatką o ligowe punkty. COVID-19 zaatakował na jesień ze zdwojoną siłą, ale musimy pokazać, że potrafimy odnaleźć się w takiej rzeczywistości. Bo podejrzewam, że nie ma innego rozwiązania, jak nauczyć się żyć w nowych realiach funkcjonowania, również tych sportowych. Na pewno brakuje nam też kibiców na meczach, to też jest coś, co zabiera atut gry u siebie. Hala Orbita nie raz okazywała się naszym głośnym domem, pełnym siatkarskich kibiców. Ale czujemy wsparcie ludzi, którzy interesują się życiem eWinner Gwardia. I to jest coś niesamowitego, pokazuje, jaką siatkarską moc, ma stolica Dolnego Śląska.