Lebedew: Chcę pomóc Gwardii osiągnąć wyznaczone cele [WYWIAD]

Udało nam się porozmawiać z Markiem Lebedewem, który kilka dni temu dołączył do sztabu szkoleniowego eWinner Gwardii Wrocław, obejmując funkcje koordynatora i wspierającego pracę drużyny w TAURON 1. Lidze.

Kacper Wojciechowski: Czy może Pan zdradzić szczegóły, jak doszło do współpracy z eWinner Gwardią Wrocław?

Mark Lebedew: Oczywiście, wszystko zaczęło się od zwykłego, pierwszego telefonu (śmiech). Przedstawiono mi wstępny zarys i pomysł na naszą kooperację. Potem doszło do spotkań, na których wymieniliśmy się już konkretniejszymi planami i stworzyliśmy z tego jedną całość. Mieszkam 200 kilometrów od Wrocławia, a dokładniej w Żorach, więc nie mam tutaj aż tak daleko (śmiech). Jestem bardzo szczęśliwy z możliwości pracy we Wrocławiu oraz powrotu na siłownię. Miałem bardzo długą przerwę od siatkówki, oglądałem ją tylko w telewizji. Mam nadzieję, że pomogę Gwardii osiągnąć wyznaczone cele.

Nie miał Pan propozycji z klubów PlusLigi lub z reprezentacji narodowych? Czy to jednak oferta wrocławska okazała się na tyle atrakcyjna, że wszystkie inne przyćmiła?

Co do projektu Gwardii to na pewno jest on ciekawy, dlatego też postanowiłem być jego częścią. Telefony się pojawiały i będą pojawiać. Taka jest specyfika mojego zawodu, kluby i reprezentacje sondują różne rozwiązania.

Śledził Pan do tej pory rozgrywki TAURON1.Ligi? Czy jednak na siatkarskim bezrobociu nie było na to czasu?

Zdarzało mi się obejrzeć mecze pierwszej ligi od czasu do czasu, głównie gdy były one dostępne do obejrzenia w telewizji. Lubię oglądać niższe klasy rozgrywkowe, by poobserwować niektórych zawodników, gdyż w wielu klubach można spotkać naprawdę solidnych siatkarzy, którzy mogliby bez problemów grać w PlusLidze. Teraz będzie mój pierwszy raz, kiedy faktycznie będę bliżej związany z tą ligą. Moim pierwszym spostrzeżeniem jest to, iż poziom sportowy jest bardzo dobry. Mam wrażenie, że główną różnicą jest tak naprawdę fizyczność zawodników, są ogólnie niżsi od tych z ligi wyżej i mają nieco mniejszą tężyznę fizyczną. Jednak technicznie często dorównują swoim kolegom.

Gwardia znajduje się w solidnym dołku w meczach wyjazdowych. Miał Pan w swojej karierze podobną sytuację? Trudno było znaleźć rozwiązanie tego problemu?

W Zawierciu byliśmy również dużo lepsi we własnej hali. Było to jednak spowodowane specyficzną atmosferą w trakcie spotkań, kibice są tam naprawdę wręcz fanatyczni, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Drużynom przyjezdnym ciężko było skupić się na grze przy takim dopingu. Obecnie nie ma fanów na trybunach. Nie ma tutaj żadnej złotej rady, gdyby taka była to nie doszłoby do momentu, iż zespół nie wygrywa już od dobrych kilku spotkań na wyjeździe. Najczęściej jest to kombinacja kilku zdarzeń, które powodują słabszą grę zespołu. Możemy jedynie dokonać analizy gry, wprowadzić konieczne zmiany i spróbować przełamać się podczas następnego wyjazdu.

Porażki sprawiły, że zespół spadł z czołówki tabeli na piąte miejsce. Czy drużynę stać na awansowanie wyżej w tabeli i powalczenie w play-offach o coś więcej niż przysłowiowe zaznaczenie swojej obecności?

Nie znam jeszcze dokładnie wszystkich zespołów w lidze, więc nie mogę porównać Gwardzistów do rywali. Jestem jednak pod wrażeniem tego, co zobaczyłem na treningach we Wrocławiu. Żeby wszystkie zmiany zadziałały i klub dalej się rozwijał potrzeba czasu. Dopiero na końcu swojej drogi można ocenić, czy wszystko zadziałało. Klub postawił sobie za cel awans w przyszłym sezonie, więc siatkarze mogą obecnie się skupić na spokojnej pracy bez nadmiernej presji. Jednak to jest sport i wszystko może się w nim wydarzyć.