fbpx

Koszykarze Śląska z 5. miejscem przed PO

W meczu 29. kolejki Energa Basket Ligi WKS Śląsk Wrocław pokonał w Hali Orbita HydroTruck Radom 106:94. Sobotnie spotkanie od początku było bardzo ofensywne i przez większość czasu również dość wyrównane. W drugiej połowie Trójkolorowi co prawda kontrolowali przebieg rywalizacji, jednak goście wciąż byli groźni i do końca trzeba było na nich uważać. Ostatecznie nasi koszykarze dowieźli swoją przewagę do syreny końcowej, dzięki czemu zapewnili sobie piąte miejsce po fazie zasadniczej. 

Wrocławianie do spotkania mogli przystąpić szczęśliwi, wszak po dłuższej przerwie sztab trenerski w końcu miał do dyspozycji prawie wszystkich zawodników. Jedynym nieobecnym koszykarzem był Martins Meiers, który wciąż zmaga się z urazem. Tym samym powracający na ławkę trenerską Andrej Urlep miał zdecydowanie większy komfort przy wyborze składu, niż Andrzej Adamek w dwóch ostatnich spotkaniach. Ostatecznie Słoweniec zdecydował się na następującą piątkę: Travis Trice, Kodi Justice, Jakub Karolak, Kerem Kanter i Aleksander Dziewa.

Spotkanie rozpoczęło się dość ofensywnie, gdyż obie ekipy wykorzystywały swoje początkowe akcje. Minimalnie lepiej wystartowali Trójkolorowi, którzy otworzyli wynik za sprawą Justice’a, a później celnie za trzy przymierzył Dziewa. Wtedy kontrolę nad spotkaniem przejęli jednak goście, zdobywając dziewięć punktów z rzędu i wychodząc na prowadzenie 12:5. Wrocławianie na szczęście szybko się otrząsnęli i po chwilowym szoku wrócili do gry. W tym fragmencie głównie punktował u nas Dziewa, lecz pomagali mu też Kanter i Justice. W drużynie gości skuteczność znacznie spadła i tym samym WKS odrobił całą stratę, wychodząc nawet na jednopunktowe prowadzenie.

Kolejne minuty jednak znów należały do radomian, przez co ci odskoczyli na 24:17. Motorem napędowym rywali był Mike Davis Jr, który tylko w pierwszej kwarcie zdobył 15 punktów. W naszej drużynie w końcówce za wynik odpowiedzialni byli gracze obwodowi. Dzięki punktom Travisa Trice’a oraz Łukasza Kolendy po pierwszych dziesięciu minutach przegrywaliśmy już tylko 25:27.

Po krótkiej przerwie Travis wciąż był w dobrej dyspozycji, szybko doprowadzając do remisu. W kolejnej akcji po raz kolejny w tym meczu za trzy trafił Mike Moore, aczkolwiek momentalnie efektownym wsadem odpowiedział Ivan Ramljak. Dla Chorwata, podobnie jak dla trenera Urlepa, był to powrót do składu po dłuższej przerwie. W następnych minutach oglądaliśmy grę kosz za kosz. W tym fragmencie spotkania po stronie wrocławian punktowali wyłącznie Kolenda, Ramljak oraz Szymon Tomczak. Po drugiej stronie brylowali przede wszystkim Moore i Danilo Ostojić. W połowie kwarty Śląsk prowadził 39:38.

Przez długi czas żadna z drużyn nie była w stanie zbudować sobie znaczącej przewagi. W kolejnych akcjach punkty dla WKS-u zdobywali Dziewa, Kanter oraz Karolak. HydroTruck również nie próżnował w ofensywie i tym samym na niecałe dwie minuty przed przerwą znów mieliśmy remis (45:45). Końcówka pierwszej połowy jednak zdecydowanie należała do Śląska. Najpierw spod kosza trafił Tomczak, z linii skuteczny był D’mitrik Trice, a na koniec z dystansu celnie rzucił Justice. Tym samym do szatni obie drużyny schodziły przy wyniku 52:45.

Gospodarze nie zamierzali się zatrzymywać i tak dobrze, jak zakończyli pierwszą połowę, rozpoczęli też odsłonę drugą. Dwa rzuty wolne skutecznie wykonał Travis, a z półdystansu trafił Justice. Po chwilowym przestoju goście jednak wzięli się do odrabiania strat. Zza łuku celnie rzucali Anthony Ireland i Davis, a swoje punkty dołożył także Moore. Po ośmiopunktowej serii radomian na tablicy było więc już tylko 56:53. Wtedy ważną trójkę dla Wojskowych zdobył Kolenda. W kolejnej akcji z półdystansu skuteczny był Kanter, przez co znów trochę powiększyliśmy naszą przewagę.

Kolejne wydarzenia na boisku to była istna sinusoida. HydroTruck błyskawicznie zmniejszył stratę do trzech oczek, by po trójkach Travisa i Kolendy przegrywać już różnicą dziesięciu punktów. Podczas następnych minut gra po obu stronach była bardzo wyrównana i przewaga około dziesięciupunktowa utrzymywała się praktycznie do końca trzeciej kwarty. Jako że goście szybko złapali pięć fauli, nasz zespół często rzucał z linii rzutów wolnych. Głównie punktowali wtedy Justice oraz bracia Trice. W ostatnich sekundach z dystansu trafił jeszcze Aleksander Lewandowski, przez co przed ostatnią kwartą mieliśmy wynik 79:71.

Decydujące dziesięć minut dobrze rozpoczęli Trójkolorowi, wszak za sprawą D’mitrika szybko powiększyli przewagę. Po drugiej stronie skuteczną akcją popisał się też jednak Ahmed Hill, po czym uprzejmościami zza łuku wymienili się Karolak oraz Ireland. Równa gra z obu stron oznaczała, że wciąż utrzymywaliśmy w miarę bezpieczną przewagę. Po akcji 2+1 Tomczaka oraz lay-upie Kolendy na tablicy było 91:78. Dwoma skutecznymi akcjami swój zespół do walki pobudzić chciał Daniel Wall. Na jego nieszczęście zaledwie kilka chwil później musiał on opuścić boisko po piątym indywidualnym faulu.

Dzięki temu więcej miejsca pod koszem mieli nasi środkowi, co skrupulatnie wykorzystywał Szymon Tomczak. Nasz młody center najpierw efektownie zapakował piłkę do kosza, by chwilę później dwiema akcjami złamać barierę 100-punktową. W końcówce zwycięstwo Śląska było już pewne, lecz kropkę nad i postawić chciał jeszcze Kanter. Turek pozazdrościł koledze wykończenia i w ostatniej akcji meczu również pokazał, że atrakcyjne wsady nie są mu obce. Ostatecznie Śląsk pokonał HydroTrucka 106:94.

Trójkolorowi w spotkaniu z HydroTruckiem bardzo dobrze radzili sobie na deskach, wygrywając zbiórkę (37-32) i zdobywając 16 punktów z ponowień. Słabą skuteczność zza łuku (21%) WKS nadrabiał świetną efektywnością za dwa (77%) i za jeden (90%). Warto odnotować też aż 28 asyst Wojskowych oraz ograniczenie liczby strat do 8. Aż czterech zawodników Śląska zdobyło dokładnie 15 punktów – Travis Trice, Kodi Justice, Aleksander Dziewa i Szymon Tomczak. Double-double zanotował z kolei Kerem Kanter (10 punktów, 11 zbiórek). Wśród gości aż 29 oczek zdołał uzbierać Mike Davis Jr.

– To był dla nas bardzo ważny mecz, który zagwarantował nam piąte miejsce w tabeli na koniec sezonu zasadniczego. Wiedzieliśmy, że Radom gra o życie, więc nie będzie nam łatwo. Na nasze nieszczęście rywale świetnie rzucali zza łuku. Zagraliśmy dobrze w ataku, ale nasza obrona na pewno nie była na poziomie, jakiego oczekujemy. W play-offach po prostu musi być lepiej – mówił na pomeczowej konferencji prasowej trener Andrej Urlep.

Zwycięstwo z HydroTruckiem nie przyszło łatwo, ale – jak mówi słynne porzekadło – zwycięzców się nie sądzi. Wygrana w Hali Orbita sprawia, że środowy mecz wyjazdowy z Polski Cukier Pszczółka Startem Lublin będzie jedynie formalnością. A tuż po meczu na wschodzie Polski czekają nas wielkie emocje w play-offach Energa Basket Ligi i 7DAYS EuroCup. Będzie się działo! Hej Śląsk!

O autorze