fbpx

Koszykarze nadal niepokonani!

Blisko niespodzianki w Dąbrowie Górniczej – Śląsk Wrocław dopiero po dogrywce pokonał miejscowy MKS 103:96 w 7. kolejce Energa Basket Ligi. Trójkolorowi spędzą przerwę reprezentacyjną na szczycie tabeli jako jedyna niepokonana drużyna w rozgrywkach.

W wyjściowej piątce Śląska obyło się bez zmian – znaleźli się w niej Jeremiah Martin, Daniel Gołębiowski, Jakub Nizioł, Conor Morgan i Aleksander Dziewa.

Trener MKS-u Jacek Winnicki w przedmeczowym wywiadzie mówił, że jego zespół nie może pozwolić gościom odskoczyć w pierwszej kwarcie. Ta sztuka długo udawała się jego podopiecznym, a zespół Śląska pobudziło dopiero kilka punktów Nizioła. Obie drużyny wypracowywały dobre pozycje zza łuku wysokim zawodnikom, a Martin Krampelj, Matthias Tass (3/3 zza łuku w 1Q!) i Morgan wykorzystywali szanse. Ostatni z nich popisał się także efektowną dobitką i przechwytem zakończonym punktami Gołębiowskiego. Po raz kolejny w tym sezonie świetne wejście z ławki zaliczył Łukasz Kolenda, obudził się Martin i dzięki ich akcjom WKS po 10 minutach prowadził 24:20.

Dobra zespołowa gra oraz niezły fragment Arcioma Parachouskiego dały Trójkolorowym większe, ośmiopunktowe prowadzenie. Pochwalić należy również Kolendę – dwa razy trafił za trzy – oraz Nizioła, który cały czas robił swoje i był najskuteczniejszym zawodnikiem drużyny w pierwszej połowie (12 punktów). Mecz układał się dobrze dla gości, ale Śląsk w końcu zaliczył przestój i MKS dzięki siedmiopunktowej serii odrobił niemal wszystkie straty. Końcówka pierwszej połowy należała jednak do zawodników Urlepa – tym razem to oni zanotowali run 7-0 i po pięciu punktach Martina schodziliśmy do szatni prowadząc 53:44.

Na początku drugiej połowy Śląsk powiększył przewagę do kilkunastu punktów i utrzymywał ją na przestrzeni całej trzeciej kwarty. Ponownie warto wyróżnić Conora Morgana, który dwukrotnie przymierzył zza łuku, a jego wsad był ozdobą tej części gry. Kanadyjczyk miał już 17 punktów na koncie, a tylko 2 oczka mniej notował Jeremiah Martin (aż 7 celnych rzutów na 8 prób z linii). Przed decydującą kwartą Wojskowi prowadzili 71:58.

Przez większość czwartej kwarty wydawało się, że będzie ona formalnością, ale MKS nie zamierzał rezygnować z walki o zwycięstwo. Seria 8-0 pozwoliła drużynie Jacka Winnickiego zmniejszyć straty do siedmiu punktów na 3 minuty przed końcem meczu. Time-out Andreja Urlepa przyniósł jednak oczekiwane rezultaty i wydawało się, że zmobilizowani Wojskowi dowiozą wygraną do końca spotkania.

Nic bardziej mylnego. Przy trzech punktach prowadzenia i około 25 sekundach na tablicy Śląsk stracił piłkę przy jej wyprowadzaniu, a Martin Krampelj potężnym wsadem wziął na plakat Jakuba Nizioła i Conora Morgana. Łukasz Kolenda trafił dwa rzuty wolne, ale MKS miał jeszcze szansę na doprowadzenie do remisu przy wyniku 87:90 i 14 sekundach na zegarze. Świetną indywidualną akcją popisał się kapitalnie dysponowany w końcówce Alonzo Verge Jr., który zwodem zgubił Nizioła i celnie przymierzył zza łuku. Wynik 90:90 oznaczał tylko jedno – dogrywkę.

Ta należała do Jeremiaha Martina, który najwyraźniej osobiście potraktował wyzwanie rzucone mu przez Verge’a. Najpierw punkty spod kosza, po chwili akcja 2+1, następnie skuteczny floater i Śląsk odskoczył na 5 punktów. MKS nie umiał znaleźć odpowiedzi w ataku i przez cztery i pół minuty zdobył zaledwie 2 oczka. Swoje skuteczne akcje dołożyli jeszcze Dziewa z Kolendą i ostatecznie Trójkolorowi triumfowali po dodatkowych pięciu minutach 103:96.

Zwycięstwo, bilans 7-0 i samodzielne prowadzenie w tabeli – zawodnicy i sztab szkoleniowy Śląska bez wątpienia spędzą przerwę reprezentacyjną w bardzo dobrych humorach. Nasi trzej reprezentanci Polski po raz kolejny byli liderami zespołu, a powołany do kadry Kanady Conor Morgan rozegrał najlepszy mecz w sezonie. Liczymy, że Trójkolorowi wrócą ze zgrupowań w równie wysokiej formie, a kontuzjowani zawodnicy wkrótce będą do dyspozycji trenera Andreja Urlepa. Najbliższy mecz WKS rozegra 18 listopada w Hali Orbita z Polskim Cukrem Start Lublin.

Źródło: wks-slask.eu

O autorze