Powrót na ekstraklasowe boiska miał przynieść wrocławianom osłodę za bolesne wydarzenia sprzed ponad roku. Mimo znakomitego otwarcia i prowadzenia już od 7. minuty spotkania, Śląsk Wrocław musiał uznać wyższość Górnika Zabrze, przegrywając 1:2. O wyniku inauguracyjnego starcia zadecydowały pechowy rykoszet oraz brak koncentracji przy stałym fragmencie gry.
Wejście smoka Banaszaka
Wrocławianie rozpoczęli spotkanie z trzema zawodnikami w składzie, którzy pamiętali ostatnią, spadkową wizytę w Zabrzu – Yehoram Matsenką, Marcem Llinaresem oraz pełniącym funkcję kapitana Piotrem Samcem-Talarem. Oficjalny debiut w zielono-biało-czerwonych barwach zaliczył z kolei Irodotos Christodoulou.
Początkowe minuty upłynęły pod znakiem twardej walki w środku pola, ale to WKS zadał pierwszy, bolesny cios. W 7. minucie, po błędzie defensywy Górnika we własnym polu karnym, piłkę przejął Samiec-Talar. Kapitan wrocławian precyzyjnie obsłużył Przemysława Banaszaka, a ten bez wahania uderzył z 11 metrów, wyprowadzając Śląsk na prowadzenie.
Gospodarze potrzebowali czasu, by dojść do siebie, jednak po kwadransie zaczęli groźnie dochodzić do głosu, stwarzając zagrożenie głównie po strzałach z dystansu. Śląsk odpowiadał groźnymi wypadami – blisko szczęścia byli Luka Marjanac oraz Banaszak po dośrodkowaniu Matsenki. Tuż przed przerwą kunsztem wykazał się Michał Szromnik, wyciągając zmierzającą pod poprzeczkę piłkę po strzale głową Erika Prekopa.
Pechowy zwrot akcji po przerwie
Druga połowa mogła zacząć się idealnie dla wrocławian. Po świetnym odbiorze w środku pola Jorge Yriarte ruszył z piłką na połowę rywali, jednak w kluczowym momencie zdecydował się na podanie zamiast wykończenia akcji, co udaremniło szansę na podwyższenie rezultatu.
Niewykorzystana sytuacja zemściła się na gościach w 65. minucie. Kacper Urbański zagrał prostopadle w pole karne, a interweniujący Yehor Matsenko niefortunnie skierował piłkę w stronę własnej bramki. Futbolówka przeleciała nad zaskoczonym Szromnikiem i wpadła do siatki.
Gospodarze poszli za ciosem. W 78. minucie, po dośrodkowaniu z rzutu rożnego i dużym zamieszaniu w szesnastce, najprzytomniej zachował się Yvan Ikia Dimi, dając Górnikowi prowadzenie 2:1.
Śląsk walczył o wyrównanie do ostatnich sekund. W doliczonym czasie gry przed znakomitą szansą stanął Samiec-Talar, egzekwując rzut wolny z 18 metrów. Jego precyzyjne uderzenie fantastyczną paradą sparował jednak bramkarz Górnika, przypieczętowując wygraną gospodarzy.
Czas na domową premierę
Dla podopiecznych Ante Šimundży inauguracja sezonu okazuje się bolesną lekcją skuteczności. Szansa na rehabilitację nadejdzie bardzo szybko. W niedzielę, 2 sierpnia, o godzinie 17:30 Śląsk Wrocław podejmie na Tarczyński Arenie drużynę Rakowa Częstochowa.
Górnik Zabrze – Śląsk Wrocław 2:1 (0:1)
Bramki: Matsenko 65′ (sam.), Ikia Dimi 78′ – Banaszak 7′
Górnik: Schulze – Warczak (Massimo 45’), Ikia Dimi (Zmrzly 87′), Prekop (Donio 81’), Sadilek, Josema, Janicki, Khlan (Ismaheel 64’) , Janża, Dietz (Liseth 45’), Urbański.
Śląsk: Szromnik – Rosiak (Timossi Andersson 75’), Matsenko, Ba, Christodoulou, Llinares, Yriarte, Mokrzycki (Tomasiewicz 64’), Samiec-Talar, Marjanac (Shabani 75’), Banaszak (Dembele 65’).
Żółte kartki: Josema, Massimo (Górnik) – Ba (Śląsk)
Sędziował: Marcin Szczerbowicz (Olsztyn)
fot. Śląsk Wrocław
Więcej artykułów o piłkarskim Śląsku Wrocław znajdziesz w dedykowanej zakładce klubu: zobacz tutaj.







