fbpx

Fazę zasadniczą EuroCup kończymy w hali Stulecia

Czas na ostatnią kolejkę fazy zasadniczej 7DAYS EuroCup. W niej koszykarze Śląska podejmą w hali Stulecia MoraBanc Andorra. Będzie to zarazem ostatni pojedynek Trójkolorowych przed własną publicznością w tych rozgrywkach. Początek spotkania w środę o 18:45; transmisja w Polsacie Sport Extra.

MoraBanc przeżywa w ostatnim czasie niemały kryzys. Wystarczy powiedzieć, że od pierwszego spotkania z wrocławianami w połowie lutego zespół wygrał zaledwie trzy z dziesięciu spotkań. Co więcej, do stolicy Dolnego Śląska Andorczycy przyjadą z serią czterech porażek z rzędu. Kibiców przede wszystkim musi martwić forma drużyny w lidze hiszpańskiej. W niej podopieczni Davida Eudala w przeciągu ostatnich dwóch miesięcy wygrali zaledwie jedno spotkanie! Tym samym z tygodnia na tydzień coraz bardziej osuwają się w tabeli. Po niedzielnej porażce z FC Barceloną (74:86) klub spadł już na 15. miejsce. Na dodatek ma on dokładnie taki sam bilans (8-18), co dwie drużyny za nim. A że z ligi spada 17. oraz 18. zespół, wygląda na to, iż MoraBanc do końca będzie musiał walczyć o utrzymanie w lidze ACB. Chyba nikt się nie spodziewał, że drużyna, która gra w europejskich pucharach, będzie miała takie problemy w rozgrywkach krajowych.

Co ciekawe, wspomniana już gra w Europie wychodzi andorskiej drużynie znacznie lepiej w tym sezonie. W 7DAYS EuroCup zajmuje ona aktualnie piąte miejsce z bilansem 9-6. Przez pewien czas wydawało się, iż zespół może powalczyć nawet o pierwsze miejsce w grupie. Porażki w dwóch poprzednich kolejkach sprawiły jednak, że nasz najbliższy rywal musi się skupić na walce o miejsce czwarte, zapewniające w fazie play-off grę przed własną publicznością w pierwszej rundzie. Aczkolwiek nawet zwycięstwo ze Śląskiem może nie wystarczyć do osiągnięcia tego celu. Przed ostatnią kolejką na czwartym miejscu plasuje się Lietkabelis Poniewież, który ma taką samą liczbę punktów. Jeśli taki stan rzeczy się utrzyma, to właśnie Litwini, dzięki lepszemu bilansowi meczów bezpośrednich, zyskają przywilej własnego parkietu w kolejnej fazie rozgrywek. W związku z tym środowe starcia obu ekip będą miały kolosalne znaczenie dla końcowego układu naszej grupy.

W środę wrocławianie będą musieli przede wszystkim uważać na dwóch Amerykanów. Codi Miller-McIntyre (średnio 13,5 pkt. oraz 5,9 as. na mecz) i Clevin Hannah (11,9 pkt.) to bez wątpienia motory napędowe tej drużyny oraz jedyni koszykarze, którzy nie zawodzą w tym sezonie sympatyków klubu. Wyłączenie tej dwójki z gry wydaje się być więc podstawowym zadaniem naszych zawodników. Niebezpieczni mogą być poza tym Czech David Jelinek, grający ostatnio coraz lepiej, oraz Hiszpan Oriol Pauli, który również miewa przebłyski bardzo dobrej gry. W środę w drużynie gości może ponadto wystąpić koszykarz dobrze znany polskim kibicom. W ostatnich dniach MoraBanc zakontraktował bowiem lidera Trefla Sopot Yannicka Franke (średnio 15,4 pkt. w tym sezonie Energa Basket Ligi). Holender ma już za sobą debiut w nowej drużynie i trzeba powiedzieć, iż był on całkiem udany. W niedzielnym spotkaniu z Barceloną Franke zdobył dziesięć punktów, do których dołożył cztery zbiórki.

Śląsk do starcia z andorskim zespołem podejdzie w nienajlepszych nastrojach. Głównym powodem do zmartwień są oczywiście kontuzje oraz choroby w zespole. W ostatnim spotkaniu z PGE Spójnią Stargard zabrakło nam aż pięciu podstawowych zawodników: w meczu nie zagrali Travis Trice, Aleksander Dziewa, Ivan Ramljak, Łukasz Kolenda oraz Martins Meiers. Na domiar złego z powodu choroby we Wrocławiu musiał też zostać nasz trener Andrej Urlep. Tak ogromne osłabienie nie mogło się nie odbić na postawie całej drużyny i choć pozostali zawodnicy dali z siebie wszystko, to ośmioosobowa rotacja okazała się zbyt wąska. Naszemu zespołowi nie można było odmówić zaangażowania oraz walki na boisku, aczkolwiek rywal po prostu wykorzystał nasze braki kadrowe. Ponadto Spójnia była w niedzielę naprawdę dobrze dysponowana, dzięki czemu wygrała to spotkanie 86:73. W naszym zespole na wyróżnienie zasłużyli po tym meczu Kerem Kanter (24 punkty i 7 zbiórek) oraz D’Mitrik Trice (15 punktów i 9 asyst).

– Mieliśmy dziś arcytrudne zadanie, bowiem nasz zespół jest zdziesiątkowany przez chorobę i wirusa grypy żołądkowej. Wielu zawodników nie wykonało swojej pracy na boisku, gdyż naprawdę żałośnie wyglądaliśmy dziś w obronie. Z drugiej strony biorąc pod uwagę to, co działo się w przerwie spotkania czy w nocy, część zawodników nie powinna w ogóle grać, a jednak wyszła na boisko i walczyła. Przykładem jest chociażby Kerem, który w ostatnich dniach również nie czuł się najlepiej. Podsumowując zagraliśmy zbyt mało agresywnie i niezadowalająco w obronie, lecz patrząc na moich graczy z bliska widać było po prostu brak mocy i energii. Niestety ciężko powiedzieć kiedy nieobecni dzisiaj zawodnicy wrócą do gry. Mamy oczywiście nadzieję, że jak najszybciej, natomiast Martins i Ivan wciąż borykają się z kontuzjami, a reszta musi poradzić sobie z chorobą – po ostatnim spotkaniu mówił Andrzej Adamek, który w Stargardzie zastępował Andreja Urlepa.

Do środy podstawową kwestią we wrocławskim klubie będzie zdrowie naszych zawodników oraz trenera, wszak bez nich nasze szanse na wygraną znów będą mocno ograniczone. Chorzy gracze powoli wracają do zdrowia i treningów, natomiast ciężko powiedzieć, ilu zawodników do dyspozycji będzie miał nasz sztab szkoleniowy przeciwko Andorczykom. Na pewno grupa ta będzie liczniejsza niż w niedzielę, ale ostateczny skład poznamy praktycznie dopiero przed samym meczem.

Co prawda Śląsk ma już zapewniony awans do play-offów 7DAYS EuroCup, aczkolwiek zwycięstwo na zakończenie fazy zasadniczej z pewnością ucieszyłoby wszystkich sympatyków WKS-u. Zresztą mamy nadzieję, iż w środę kibice tłumnie zjawią się w Hali Stulecia, wszak ze względu na specyficzny format play-offów (tylko jeden mecz, którego gospodarzem będzie wyżej sklasyfikowana drużyna), to także ostatnia okazja w tym sezonie, by zobaczyć Trójkolorowych w europejskich rozgrywkach! Hej Śląsk!

O autorze