fbpx

Czarni remisują. Mecz numer 5 w Słupsku!

WKS Śląsk Wrocław przegrał z Grupa Sierleccy Czarnymi Słupsk 69:89 w spotkaniu numer 4 półfinału play-offów Energa Basket Ligi. Trójkolorowym nie pomogła ani Hala Stulecia, ani gorsza skuteczność zza łuku gości. Słupszczanie niemal od początku kontrolowali spotkanie i nie pozwolili wrocławianom na odrobienie strat. O awansie do finału zadecyduje piątkowy mecz w Hali Gryfia.

Po bolesnej porażce w Hali Orbita przyszedł czas na czwarte spotkanie półfinałów fazy play-off. Nasi rywale grali w niedzielę jak natchnieni i byli niezwykle skuteczni w każdym aspekcie gry. Przed starciem w Hali Stulecia kluczowym miało być oczyszczenie głów i zapomnienie o wyniku poprzedniej rywalizacji. Andrej Urlep nie zdecydował się na zmiany w składzie i posłał do boju identyczną piątkę: Travis Trice, Łukasz Kolenda, Ivan Ramljak, Kerem Kanter i Martins Meiers. Do meczowej dwunastki po urazie wrócił D’Mitrik Trice.

Pierwsze cztery akcje spotkania nie zakończyły się powodzeniem, a trafianie na Hali Stulecia rozpoczął po minucie Billy Garrett. Trójkolorowi błyskawicznie odpowiedzieli za sprawą trójki Ramljaka. Goście jednak szybko się rozpędzali, a największe powodzenie ponownie przynosiły im rzuty z dystansu. Czarni objęli prowadzenie i ustabilizowali sytuację.

Wrocławianie nie pozwolili jednak uciec rywalom z wynikiem, tak jak w pierwszym spotkaniu. Największą rolę w tej kwestii odgrywał Kanter, który świetnie spisywał się w walce pod koszem. Po wejściu na parkiet punkty dorzucił również Justice, a pierwsza kwarta zakończyła się ostatecznie wynikiem 22:14 dla gości.

W drugiej partii wreszcie do głosu doszedł Travis Trice, zdobywając 5 punktów w dwóch pierwszych akcjach. Słupszczanie wciąż jednak trafiali, uniemożliwiając Trójkolorowym odrobienie strat. Z czasem sytuacja się zmieniała – goście coraz częściej się mylili, a akcje wrocławian wyglądały nieco płynniej. Punkty zdobywali między innymi Aleksander Dziewa i Ramljak, a po kolejnym skutecznym zagraniu Kantera trener Cesnauskis poprosił o przerwę na żądanie.

Na nieszczęście Trójkolorowych przyniosła ona oczekiwany efekt, gdyż goście po wznowieniu gry znowu trafiali i powiększali prowadzenie. Największym zagrożeniem były po raz kolejny rzuty z dystansu, w szczególności te autorstwa Anthonego Lewisa. Wrocławianie złapali kontakt po akcji 2+1 Ramljaka, ale już chwilę później tracili do rywali 14 punktów i tym razem o czas poprosił trener Urlep. Nie przyniosła ona jednak większych zmian w drugiej kwarcie, która ostatecznie zakończyła się wynikiem 34:50.

Obie drużyny zaczęły drugą połowę bardzo energicznie, jednak nie przekładało się to na skuteczne akcje. Dopiero po dwóch minutach z dystansu trafił Justice, ale na jego punkty błyskawicznie odpowiedział tym samym Garrett. Goście byli niezmiennie skuteczni i nie pozwalali się rozpędzić Trójkolorowym.

Czarni znajdywali odpowiedź na każdy celny rzut wrocławian i utrzymywali bezpieczny dla siebie wynik. Sytuacji nie poprawiły nawet celne trójki Trice’a, a w końcówce kwarty Czarni wyszli na 15-punktowe prowadzenie za sprawą Jakuba Musiała. Śląsk przed ostatnią partią przegrywał 53:68.

Ostatnie 10 minut goście ponownie rozpoczęli trafieniem z dystansu i mimo błyskawicznej odpowiedzi Dziewy wciąż utrzymywali wysoką przewagę. Reprezentant Polski dobrze wszedł w czwartą kwartę, zdobywając w niej 8 punktów. Słupszczanie nic sobie z tego jednak nie robili i niezmiennie wykorzystywali większość swoich akcji.

Wrocławianie nie byli już tak skuteczni w ataku i przez ponad 6 minut zdobyli zaledwie dwa punkty. Przez większość czwartej kwarty wszyscy wiedzieli, że przed nami piąte spotkanie w Słupsku. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 69:89.

Najskuteczniejszymi wśród Trójkolorowych byli Kerem Kanter i Travis Trice, którzy zdobyli po 15 punktów. Dwucyfrowe zdobycze punktowe dołożyli także Aleksander Dziewa (12), Łukasz Kolenda i Ivan Ramljak (po 10). Goście jednak po raz kolejni byli niezwykle skuteczni, a szczególnie Billy Garrett – zdobywca 28 punktów.

– O wszystkim zadecydowała pierwsza połowa. Nie weszliśmy w mecz tak, jak powinniśmy. Brakowało nam agresji i serca, jakie powinno być w takich meczach. Dopiero po przerwie wzięliśmy się w garść, ale niestety w przeciwieństwie do rywali nie trafiliśmy decydujących rzutów. Nieco dziwi mnie, że przez cały mecz został zagwizdany tylko jeden faul na Travisie Tricie, który nie rzucał ani raz z linii. Przed nami piąty mecz i jeśli damy z siebie wszystko, na pewno mamy szansę na wygraną w Słupsku – mówił na pomeczowej konferencji prasowej trener Śląska, Andrej Urlep.

Przewaga własnego parkietu nie pomogła jeszcze ani razu w tej serii. Trójkolorowi przegrali drugie spotkanie we Wrocławiu i już w piątek udadzą się na piąte starcie półfinału play-offów. Mecz w Hali Gryfia rozpocznie się o 17:40. Oby ten obiekt po raz trzeci okazał się szczęśliwy, a piątek trzynastego pechowy dla gospodarzy. Hej Śląsk!