#BliżejGwardzistów – Tytus Nowik [WYWIAD]

Dziś kolejna odsłona cyklu #BliżejGwardzistów, w którym prezentujemy Wam wywiady z zawodnikami, członkami sztabu szkoleniowego oraz ludźmi, którzy na co dzień dbają o wizerunek klubu. Tym razem przepytaliśmy Tytusa Nowika, przyjmującego eWinner Gwardii Wrocław.

Kacper Wojciechowski: W ostatnim spotkaniu z Lechią Tomaszów Mazowiecki eWinner Gwardia Wrocław ponownie grała bardzo dobrze przez dwa i pół seta, a potem pozwoliła rywalom na rozwinięcie skrzydeł i niepotrzebnie straciła punkty. Jakie masz spostrzeżenia po tym meczu?

Tytus Nowik: Nie wiemy, z czego to wynika, czy jest to zbyt wczesne rozprężenie i dekoncentracja, czy po prostu rywal potrafi nagle przeczytać naszą grę. Tracimy wtedy punkty poprzez najczęściej własne błędy. Sytuacja ta miała miejsce w naszych trzech ostatnich meczach, ale na szczęście udało nam się tym razem wygrać. Ważne jest to, że potrafimy się po tym podnieść. Oby w kolejnych spotkaniach się nam to nie przytrafiło i zdobędziemy komplet punktów. Jednak w play-offach liczyć się będą zwycięstwa, a nie punkty.

Nie zagrałeś w czwartek. Wynikało to z Twojego niedawnego maratonu spotkań z Gwardią Wrocław Academy?

Tak, dokładnie. Po spotkaniu z BBTS-em Bielsko-Biała pojechałem bezpośrednio do Bydgoszczy na turniej ćwierćfinałowy Mistrzostw Polski Juniorów i spędziłem tam trzy dni. Po takim tygodniu organizm potrzebuje trochę wolnego. Z drużyną seniorską miałem tylko jeden trening przed meczem.

Jak się czujesz łącząc grę w seniorskim zespole i mecze z kolegami w swoim wieku?

Teraz większość czasu spędzam z seniorami, myślę około 95%. Zdecydowanie łatwiej mi się już jest odnaleźć w tej grupie niż z młodszymi. W grze seniorskiej można się wielu rzeczy mniej więcej spodziewać, kiedy może rywal kiwnąć czy zagrać skróta. Juniorzy grają bardziej nieobliczalnie, mniej schematycznie. No i też nie ma, jak porównać zawodników między pozycjami, chociażby na rozegraniu, gdzie lata gry są widoczne gołym okiem. W ostatnim turnieju udało nam się awansować do półfinału Mistrzostw Polski i się z tego cieszę.

Wybierasz się na ten turniej? Z tego co widziałem, to pokrywa się on terminem ze spotkaniem z Olimpią Sulęcin.

Nie mam jeszcze żadnych informacji. Decyzja należy do trenerów.

W juniorach walczysz o medal, w TAURON1.Lidze zdobyłeś swoją pierwszą statuetkę MVP w pojedynku z Krispolem Września. Super wyróżnienie dla Ciebie na tym etapie kariery?

Bardzo się cieszę z tej nagrody. Przed sezonem myślałem, że pewnie raz, dwa razy uda się wejść na boisko i będę bardziej klaskającym zawodnikiem. Z biegiem czasu zacząłem pojawiać się na nim, najpierw na pojedyncze zmiany na zagrywce, potem na kilka rotacji, a dalej nawet trafiłem do pierwszej szóstki jak w tym spotkaniu z Wrześnią. Super sprawa, że w pierwszym moim seniorskim roku udało mi się zdobyć MVP, było to na pewno moje marzenie.

Oprócz gry w siatkówkę masz jeszcze na karku szkołę. Udaje Ci się ją ogarnąć czasowo i wpleść między treningi lekcje oraz naukę?

Tak, mam indywidualny tok nauczania. Dzięki temu mam dostosowane pod siebie terminy zaliczenia przedmiotów. Czasami uda mi się być na lekcjach, czasami nie. Gdy mam jeden trening w ciągu dnia, to resztę czasu spędzam na nadrabianiu szkolnych zaległości. Jest ciężko to łączyć, ale nie jest niemożliwe.

Czasu mało, ale chyba nie będziesz miał zbyt wiele chwil na odpoczynek. Po sezonie ligowym czekają Cię pewnie przygotowania do Mistrzostw Świata Juniorów w Iranie?

Z tego co wiem, to w maju będę miał dwa tygodnie wolnego. Oczywiście, cały rok myślę o tym turnieju. Zaczyna się on 24 sierpnia, przygotowania rozpoczynamy 27 czerwca. Będę jednak ściągany do Spały szybciej, pewnie już po sezonie seniorskim, bo jestem jedynym siatkarzem, który tam nie trenuje. Na każdy turniej jedziemy z nastawieniem, że będziemy walczyć o medal, interesuje nas oczywiście złoto.

Jesteś pod skrzydłami trenera Marka Lebedewa, który sporo osiągnął na arenach klubowych i międzynarodowych. W tym momencie Twojej kariery to chyba fantastyczna możliwość trenowania pod okiem takiego szkoleniowca.

Dla mnie jest to świetne doświadczenie, Mark jest czołowym trenerem na świecie. Jego warsztat trenerski i podejście do siatkówki są po prostu mega. Ja strasznie się cieszę, że mogę trenować z taką osobą. Dużo podpowiada, często otrzymuję od niego wideo z grą innych zawodników, bym zobaczył drobne szczegóły w ich grze.

A co Ciebie motywuje do treningów?

Liczy się dla mnie bardzo samorozwój, ale również stawiane konkretne cele przed sobą jak medal na mistrzostwach światach. Do tego trzeba dodać grę w klubie i osiągane wyniki w eWinner Gwardii Wrocław. Chciałbym w przyszłości grać na jak najwyższym poziomie i być w czołówce najlepszych przyjmujących oraz zdobywać jak najwięcej trofeów. Motywacji na pewno mi nigdy nie zabraknie.

Odejdźmy już trochę od siatkówki. Jak mija Ci życie we Wrocławiu z dala od rodziny?

Od 13 roku życia nie mieszkam już z rodzicami. W Gdańsku mieszkałem przez trzy lata w internacie, teraz dwa lata we Wrocławiu, ale już w mieszkaniu. Wcześniej nie miałem możliwości pełnego odpoczynku, żyjąc w bursie, tam cały czas coś się działo. Już się przyzwyczaiłem, że jeżdżę do domu tylko na święta. Taka sytuacja dużo uczy, trzeba być samodzielnym w podstawowych codziennych czynnościach jak gotowanie, sprzątanie czy robienie prania. Teraz mam parę dni wolnego, jestem właśnie w rodzinnych stronach i odpoczywam.

Zgaduję zatem, że należysz do tej mniejszej męskiej części, która potrafi obsługiwać pralkę i kuchenkę (śmiech)?

Daję radę. Czasami złapie mnie leń i zamówię sobie jedzenie na dowóz albo nie zrobię prania, ale jak jeden dzień poczeka, to nic się nie wydarzy. Panuję nad sytuacją.

A jaki jesteś poza boiskiem? Jesteś typowym rozrabiaką?

Czasami mi się to zdarza (śmiech). Ale bardziej jestem spokojnym człowiekiem, myślącym nad tym, co robię. Wiadomo, że dochodzą często emocje i mam też swoje zasady. Nie lubię, gdy ktoś je łamie czy wypowiada w moją stronę oraz moich bliskich kilka słów za dużo, które nie powinny paść.

Pewnie również spotykasz się często z przytaczaniem kultowego komiksu Tytus, Romek i Atomek w stosunku do Twojego imienia. Nie masz z tym problemu?

Zdarza się, że wleci jakiś tekst od moich znajomych, ale jest to raczej rzadkość. Wszyscy się przyzwyczaili do mojego imienia, nawet dobrze jest mieć je takie unikatowe, jestem rozpoznawany i zapamiętywalny. Mam bardzo duży dystans do siebie, więc nie irytuje mnie to nawiązanie.

Czego mogę Ci życzyć na nadchodzące tygodnie?

Na najbliższy czas to trzech zwycięstw w lidze za komplet punktów, a co za tym idzie jak najwyższego miejsca w tabeli na koniec sezonu zasadniczego. W juniorach chciałbym awansu do finału Mistrzostw Polski i walkę o medal. No i na pewno dużo zdrowia i kolejnych statuetek MVP. Chciałbym jeszcze podziękować kibicom za wszystkie słowa wsparcia i gratulacje po każdym meczu. Zapraszam na kolejne mecze, jeśli będzie możliwość to na halę lub transmisje. Trzymajcie za nas kciuki, pokażemy jeszcze dużo, play-offy się dopiero zaczynają. No i jeszcze dziękuję pani fotograf za piękne zdjęcia.