#BliżejGwardzistów – Stanisław Szewczyk [WYWIAD]

Dziś kolejna odsłona cyklu #BliżejGwardzistów, w którym prezentujemy Wam wywiady z zawodnikami, członkami sztabu szkoleniowego oraz ludźmi, którzy na co dzień dbają o wizerunek klubu. Tym razem przepytaliśmy II trenera i statystyka eWinner Gwardii Wrocław Stanisława Szewczyka.

Kacper Wojciechowski: Jesteś drugim trenerem eWinner Gwardii Wrocław oraz statystykiem zespołu. Skąd pojawiła się u Ciebie zajawka na statystykę? Zgaduję, że trzeba mieć do tego dużą pasję, by móc to wykonywać zawodowo.

Stanisław Szewczyk: Zacząłem zajmować się statystyką pod koniec studiów na wrocławskim AWF-ie, kiedy byłem trenerem w grupach młodzieżowych AZS AWF. Po obserwacji spotkań u młodzieży, ale także seniorów stwierdziłem, że widoczna jest duża powtarzalność samych akcji i można niektóre rzeczy wyczytać, nie będąc na boisku. Również gdy sam grałem, to pewnych rzeczy nie widziałem, dopóki nie zszedłem i nie zobaczyłem statystyk. I tak zakiełkowało to podczas mojej pracy trenerskiej, a rozwinąłem to gdy przeszedłem do Gwardii.

Czy na samych studiach miałeś styczność ze statystyką?

Większość trenerów wywodzi się z wychowania fizycznego, tylko każdy wybiera swoją specjalizację trenerską, ja akurat wybrałem siatkówkę. Mieliśmy pewne zagadnienia statystyczne na specjalizacji instruktorskiej, ale było to raczej w formie ciekawostek aniżeli konkretnych zagadnień.

Dla przeciętnego kibica siatkówki statystyka kończy się na raporcie meczowym publikowanym przez klub czy włodarzy ligi, co nie jest zgodne z prawdą. Co tak naprawdę robi statystyk w klubie?

Najważniejsze jest, by z wszystkich otrzymanych liczb umieć po prostu korzystać. Często kibice zastanawiają się, czemu dany zawodnik, który w danym elemencie grał gorzej od drugiego, jest na boisku, a jego kolega schodzi z niego. Są rzeczy, które wykorzystujemy dzięki liczbom, znamy konkretne walory naszych zawodników np. zagrywka czy atak z pierwszej linii. Często możemy pozwolić sobie, by siatkarz odstawał w jednym elemencie, a w drugim nadrabiał te braki. Moja praca to ciągła analiza tego, co na boisku, ale też na treningach. Pierwszą szóstkę wybieramy z trenerem Janczakiem na podstawie treningów.

A co z drużyną przeciwną?

Oczywiście to jest kolejna część mojej pracy. Tak naprawdę tutaj mam największe pole do popisu. Jako statystycy TAURON1.Ligi mamy dostęp do serwera, na którym dzielimy się swoimi statystykami ze spotkań jak i również nagraniami wideo. Jest to dla nas obligatoryjne, po prostu się tego od nas wymaga. Całość jest ogromną bazą danych na temat naszych rywali. Z tego wyciągam wszystkie potrzebne nam dane, które analizuję i to przekazuję chłopakom oraz trenerowi na odprawie w napisanym planie gry.

W jednej z rozmów trener Janczak stwierdził, iż udało się pokonać rywala dzięki Twojej szybkiej analizie danych z początkowych akcji. Jak to faktycznie wygląda? Da się rozszyfrować przeciwników już po kilku akcjach?

Formalnie statystyki muszę pisać na żywo, w zasadzie każdą akcję wprowadzam do programu i od razu mam informację jak wygląda to w liczbach. Jeżeli drużyna przeciwna coś zmienia, próbując nas wprowadzić w błąd i nie wszystko idzie zgodnie z planem gry, który opracowaliśmy z trenerem, to reagujemy i dajemy chłopakom między akcjami czy na czasie inne wytyczne. Trzeba jednak pamiętać, że to nie jest gra na konsoli i nie mamy zawodników podłączonych do kontrolera i nie możemy nimi dowolnie sterować. My przekazujemy wskazówki i informacje dotyczące gry, ale to oni są na boisku i oni decydują o ostatecznym rozwiązaniu akcji. Czasami trzeba na bieżąco przypomnieć o jakimś założeniu. W czasie gry wkradają się emocje i zapomina się o niektórych kwestiach. My to jak najbardziej rozumiemy i staramy się uzupełniać chłopaków w tym temacie.

Nie sposób nie spytać o mecz z KPS-em Siedlce. Ewidentnie dobrze rozpisaliście gospodarzy, ale po przegranym drugim secie gra się rozsypała. Czy w takich momentach elementy statystyczne są w stanie pomóc?

Tak jak mówisz, w pierwszym secie dobrze rozpisaliśmy rywali. Zdobyliśmy pięć punktów z zagrywki i tutaj duża zasługa Krzysztofa Gibka. Rywale dużo gorzej przyjmowali w pierwszej partii niż w kolejnych oraz mieli niską skuteczność w atakach z wysokiej piłki. Niestety, jest to kolejny mecz na wyjeździe, który dobrze zaczęliśmy, a zakończył się porażką. Podobnie wyglądały spotkania w Krakowie, również w Tomaszowie Mazowieckim. Potem ucieka nam gdzieś ta skuteczność. Cały czas dochodzimy, co wpływa na to, czy zmiana taktyki przeciwnika, czy ten pierwszy łatwo wygrany set nas tak dekoncentruje, że dalej już nie idzie. Z drugiej strony potrafimy zamknąć mecz w trzech setach we własnej hali.

Jak wygląda zatem analiza pomeczowa i przedmeczowa? Jak dużo czasu nad tym spędzasz?

Dzień po meczu zawsze wracamy do analizy spotkania i zaczynamy przygotowania do kolejnego meczu. Jeśli w poprzedniej rozgrywce szwankowało przyjęcie, to skupiamy dużą wagę na tym elemencie i tak dalej. Co do czasu spędzonego nad danymi to wszystko oczywiście zależy od długości spotkania. Zaczynamy już pracę tak naprawdę w momencie wyjazdu z hali, mamy dostęp do nagrań, możemy na bieżąco coś poruszyć i przedyskutować. Zazwyczaj zabiera mi to około pięciu godzin, żeby obrobić mecz i powycinać konkretne fragmenty wideo, które można wysłać zawodnikom, by ci też zobaczyli, jak się sprawdzali w konkretnych zagraniach. Tworzę również raport, z którego można wyczytać, jak dany siatkarz zagrał. Czasami wracam do analizy w następnych dniach, bo mogę zawsze odkryć coś nowego, jakiś błąd czy dobre zagranie.

Zgaduję, że podział obowiązków między Tobą a trenerem Janczakiem jest jasno określony. Zajmujesz się taktyką, a pierwszy trener odpowiedzialny jest za przygotowanie fizyczne?

Taki ustaliliśmy podział przed sezonem. Trener Janczak zajmuje się przygotowaniem motorycznym oraz technicznym podczas treningów w hali, a do mnie należy asysta mu przy jednostkach treningowych zarówno na siłowni jak i w hali, no i oczywiście próba przeczytania rywali i nasza taktyka.

A jak wyglądają relacje w sztabie szkoleniowym? Pracujecie ze sobą już od dłuższego czasu i z pewnością zdążyliście się dobrze poznać.

Mieliśmy cały poprzedni sezon, by się poznać. Z naszym fizjoterapeutą Filipem znam się już dłużej, jest on od wielu lat w Gwardii. Przerobił on tutaj kilku trenerów i zna dużo ciekawych historii (śmiech). Ma on ogromną wiedzę z zakresu fizjoterapii i odnowy zawodników. Jest on naszym dużym atutem w klubie, bardzo go cenimy. Pracuje nam się w naszym sztabie bardzo jasno i klarownie. Jeżeli mamy jakieś wątpliwości to zawsze dyskutujemy o tym i staramy się na bieżąco dochodzić do wspólnych wniosków. W każdej drużynie zdarzają się lepsze, ale i też te gorsze momenty. Mamy różne charaktery i pojawiają się poważniejsze i trudniejsze dyskusje, ale są one po to, by w kolejnym spotkaniu zespół zagrał jeszcze lepiej i by na koniec sezonu zająć jak najwyższą lokatę.

Łączysz pracę w eWinner Gwardii Wrocław z byciem nauczycielem w Szkole Podstawowej nr 97. Jak to wygląda w obecnych realiach?

Pozostaje nam nauczanie zdalne, natomiast klasa prowadzona w programie Siatkarskich Ośrodków Sportu ma możliwość trenowania w hali, w której mielibyśmy wychowanie fizyczne. Jest to klasa szósta szkoły podstawowej, mam nadzieję, że w przyszłym roku większość z chłopców zasili szeregi Gwardii Wrocław w kategorii młodzików. Prowadzę grupę, która jest przede wszystkim chętna do ćwiczeń oraz poznania siatkówki. W tym roku nie mieliśmy zbyt wielu okazji do gry przez pandemię, niektóre turnieje zostały odwołane i pozostała nam tylko gra czysto treningowa.

A jak wygląda prowadzenie zajęć online?

Mogę je prowadzić przez platformę internetową. Na nich omawiam reguły, przepisy konkretnych sportów lub poprowadzić lekcję z edukacji zdrowotnej. W ramach Siatkarskich Ośrodków Sportu mogę przeprowadzić treningi w tygodniu, ale to jest wszystko zależne od terminarza TAURON1.Ligi.

Chciałbym cię jeszcze zapytać o twój mały epizod z grą w siatkówkę. Dlaczego on się skończył tak szybko?

Trenowałem w MOS Woli Warszawa, gdzie grałem w kadetach z Mateuszem Biernatem. Niestety, dopadły mnie kontuzje kolan. Zaliczyłem dwukrotnie zerwanie więzadła krzyżowego przedniego. Stwierdziłem, że chcę zostać w siatkówce, ale już nie zawodniczo. Gram amatorsko w różnych turniejach towarzyskich, oczywiście jeśli znajdę czas i możliwości, by się pojawić.

Trenowałeś młodzieżowców, teraz jesteś drugim trenerem. Masz aspiracje, by poprowadzić samodzielnie zespół?

W tym momencie najlepiej odnajduję się w roli statystyka i w tym obszarze zamierzam dalej się rozwijać. Nie zamyka mi to oczywiście furtki do objęcia zespołu samodzielnie. Statystyka była dla mnie ogromną motywacją do rozwoju w zawodzie trenera, by zdobywać kolejne kwalifikacje i doświadczenie.

Czyli można Ci życzyć na przyszłość, byś przejął pierwszy zespół drużyny siatkarskiej?

Można, jednak zawsze będę mówił, iż statystyka dała mi możliwość wejścia do większej siatkówki. Życzyłbym sobie bardziej powrotu kibiców do hali. Mimo presji punktowej to kibice, którzy obserwują grę i wspierają w każdej akcji, są dodatkowym bodźcem do lepszej gry. No i może byśmy nie mieli już więcej restrykcji i wrócili do normalnego życia.    

Rozmawiał Kacper Wojciechowski