fbpx

Wrocławskisport.pl

Wyniki, newsy, aktualności, relacje. Sport Wrocław, WrocławskiSport

#BliżejGwardzistów – Mateusz Siwicki [WYWIAD]

Dziś kolejna odsłona cyklu #BliżejGwardzistów, w którym prezentujemy Wam wywiady z zawodnikami, członkami sztabu szkoleniowego oraz ludźmi, którzy na co dzień dbają o wizerunek klubu. Tym razem przepytaliśmy Mateusza Siwickiego, środkowego eWinner Gwardii Wrocław.



Kacper Wojciechowski: Na początek cofnijmy się w czasie. Jak zaczęła się twoja przygoda z siatkówką?

Mateusz Siwicki: Chyba nie będę oryginalny w tym, co powiem, gdyż moja droga jest bardzo podobna do wielu innych sportowców. Szedłem bardzo naturalnym tokiem rozwoju siatkarskiego. Zostałem zapisany do klasy sportowej w pierwszej klasie gimnazjum w Bydgoszczy. Dalej się rozwijałem i przechodziłem z każdym rokiem kolejne etapy na swojej drodze do seniorskiej kadry.

Wybór od razu padł na siatkówkę, czy inne sporty również wchodziły w grę?

Jako młody chłopiec grałem w klubie piłkarskim niedaleko mojej rodzinnej miejscowości, a konkretniej był to Gryf Sicieńko. Trenowałem tam przez kilka miesięcy, jednak wraz ze swoimi trenerami zorientowaliśmy się, że mogę więcej osiągnąć w siatkówce. Od małego chciałem być sportowcem i potem postawiłem już tylko na siatkówkę.

A jak to wyglądało pod względem pozycji?

Zacząłem grać w siatkówkę dosyć późno w porównaniu do moich kolegów z drużyny. Ci zaczynali już trenować w szkole podstawowej, gdzie ja trafiłem do klubu dopiero w gimnazjum. Akurat pozycja środkowego była odpowiednia, gdyż najmniej przeszkadzałem tam kolegom z zespołu (śmiech). Dlatego trener postanowił, iż zagram na środku siatki, tak zostało do dzisiaj. Kilka spotkań rozegrałem jako atakujący, ale zdecydowanie lepiej czułem się jako środkowy. No i dalej czuję się jak ryba w wodzie na tej pozycji.

Przejdźmy już do teraźniejszości. Po świetnym początku sezonu dla eWinner Gwardii Wrocław przyszły trzy porażki. Jak ocenisz morale zespołu po tych spotkaniach?

Na pewno nie załamujemy się po tych trzech porażkach. Będziemy dalej ciężko pracować, żeby takie spotkania zdarzały nam się jak najrzadziej. Wiemy, że sezon jest długi. Porażki prędzej czy później musiały przyjść. Musimy po prostu wyciągnąć wnioski z tych pojedynków, poprawić popełniane błędy i skupić się na pracy wykonywanej podczas treningów. Mamy nadzieję, że w rundzie rewanżowej i play-offach odegramy się ekipom z Bydgoszczy oraz Bielsko-Białej.

Rozumiem, że mimo porażek z pretendentami do awansu cel pozostaje ten sam – awans do PlusLigi?

Oczywiście, nie zmienia się. Cały czas będziemy ciężko pracować i zrobimy wszystko, by powalczyć o ten awans.

Miałeś okazję zagrać w PlusLidze. Widzisz u siebie dużą chęć ponownej gry na tym szczeblu rozgrywkowym? Duża jest różnica między nią a TAURON1.Ligą?

PlusLiga to jedna z najlepszych lig siatkarskich na świecie obok rosyjskiej i włoskiej. Każdy chciałby tam się znaleźć, gra jest na najwyższym światowym poziomie. Jednak TAURON1.Liga cały czas, krok po kroku się rozwija. Trzeba przyznać, że spotkania w naszej lidze pomiędzy najlepszymi zespołami nie różnią się znacząco od tych rozgrywanych między drużynami środka stawki PlusLigi. Słyszałem bardzo wiele pozytywnych opinii po naszym spotkaniu z BKS-em Visłą Bydgoszcz. Ten mecz naprawdę stał na bardzo wysokim poziomie.

Początek sezonu odbywał się przy zapełnionych trybunach, teraz już tylko GwarMisie oglądają wasze zmagania. Jak ty jako zawodnik odbierasz taki sezon bez kibiców?

Na początku miałem duży problem, by przyzwyczaić się do braku kibiców na trybunach. Ciężko było mi odnaleźć się w tej sytuacji. Nie oszukujmy się, uwielbiamy grać dla fanów i dostarczać im ogromnej dawki emocji. To oni są naszym siódmym zawodnikiem i pomagają nam swoim dopingiem. Czasy są, jakie są. Musimy cieszyć się, że w ogóle gramy, że liga nadal trwa. Bardzo brakuje nam kibiców w hali. Mam nadzieję, że jak najszybciej do niej wrócą.

Czy odczuwasz jeszcze jakieś skutki po tej przymusowej kwarantannie związanej z przypadkiem koronawirusa w zespole?

Na początku u każdego pojawiły się problemy, nikt tego nie ukrywał. Autokwarantanna dała nam się bardzo we znaki. Najgorszy był mecz z Krispolem Września. Było to spotkanie, które de facto powinniśmy wygrać za trzy punkty, a ugraliśmy tylko seta. Teraz już możemy się skupić na siatkówce i na ciężkiej pracy. Jest już OK.

Nie boisz się kolejnych zakażeń lub takich sytuacji jak z Mateuszem Frącem czy Grzegorzem Łomaczem, gdzie zawodnicy tracili siły i byli blisko omdleń?

Nie obawiam się, bo takie myśli nie są dobre dla sportowców. Chcę, by ta liga dalej grała. Mam nadzieję, że wirus nie pokrzyżuje nam planów. Oby każdy zespół, jak i cała liga, poradził sobie w tym trudnym dla wszystkich okresie. Te sytuacje boiskowe są przykre i pokazują negatywną stronę zachorowania.

Jakie masz wrażenia po niedawno odbytej krioterapii?

Bardzo dobre. Byliśmy w kriokomorze na pobudzeniu organizmu i zregenerowaniu się. Dostaliśmy teraz kilka dni wolnego, by naładować akumulatory, oczyścić głowę przed kolejnymi spotkaniami. Chcemy rozegrać kolejny mecz, po tych trzech porażkach z rzędu interesuje nas tylko i wyłącznie zwycięstwo, najlepiej za trzy punkty.

Odchodząc już od siatkówki, jaki poza boiskiem jest Mateusz Siwicki?

Zdecydowanie ambitny oraz uparty, na tym bym się skupił najbardziej. Uparcie dążę do celu i nigdy nie zamierzam się poddawać w zdobyciu go. Mam nadzieję, że żaden kibic nie zobaczy sytuacji, gdy rezygnuję z walki. Zawsze będę walczył do ostatniej piłki. W zespole staram się być pomocnym dla chłopaków i oby mnie lubili (śmiech). Jestem po prostu sobą na co dzień.

Wrocław, a twój dom rodzinny dzieli wiele kilometrów. Jak ważna jest dla ciebie sama rodzina? Udaje ci się mimo tego dystansu odwiedzić strony rodzinne?

Zdecydowanie jestem osobą, której zależy na szczęściu swojej rodziny. Zostałem wychowany w ciepłej i bardzo kochającej rodzinie. Mam stały kontakt z bliskimi. Gdy pojechaliśmy na mecz z BKS-em Visłą Bydgoszcz, udało mi się po obiedzie urwać na dwie godzinki, żeby pobyć z najbliższymi. Wypiłem kawkę, zjadłem kawałek ciasta, spotkałem się z najbliższymi. Relacje rodzinne są dla mnie bardzo ważne i zawsze będę starał się je pielęgnować.

Trener nie był zły, że podjadłeś trochę słodkiego?

Nie, na szczęście nie (śmiech). Dostałem pozwolenie od trenera na krótkie spotkanie z bliskimi, tym bardziej, że przyjechaliśmy dzień wcześniej do Bydgoszczy. Nie wpłynęło to jednak na moje przygotowania, bo byłem gotowy na sto procent, tak jak reszta chłopaków.

A jak wygląda twój romans z Wrocławiem? Jak przebiegła aklimatyzacja w mieście?

Wcześniej bywałem we Wrocławiu, już wtedy wypowiadałem się w samych superlatywach o mieście. Żyje mi się tutaj bardzo dobrze, Wrocław jak najbardziej da się lubić. Co najważniejsze, to miasto zasługuje na PlusLigę. Mam nadzieję, że pomogę eWinner Gwardii Wrocław w osiągnięciu tego.

Czego ci życzyć na nadchodzące dni?

Chyba jak wszystkim zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia.