#BliżejGwardzistów – Łukasz Lubaczewski [WYWIAD]

Dziś kolejna odsłona cyklu #BliżejGwardzistów, w którym prezentujemy Wam wywiady z zawodnikami, członkami sztabu szkoleniowego oraz ludźmi, którzy na co dzień dbają o wizerunek klubu. Tym razem przepytaliśmy Łukasza Lubaczewskiego, który na treningi Gwardii przychodził już w wieku 17 lat!



Kacper Wojciechowski: Jesteś wychowankiem zespołu. Jak zaczęła się Twoja przygoda z Gwardzistami?

Łukasz Lubaczewski: Na samym początku trenowałem lekkoatletykę, również pojawił się epizod z pływaniem. Mój ojciec starał się mnie zachęcić do uprawiania sportów. Chciał, bym spróbował każdej możliwej dyscypliny. Sama siatkówka pojawiła się w moim życiu na poważnie, dopiero gdy miałem 16-17 lat, kiedy zacząłem przychodzić na treningi Gwardii. No i obecnie również tutaj gram.

KW: Twój tata był też sportowcem? Trenował coś?

ŁL: Tata studiował na AWF-ie specjalność trenerską. Teraz niestety nie robi już nic w tym kierunku. Akurat jego sportowym początkiem była siatkówka.

KW: Pamiętasz grę w hali na Krupniczej w niższych ligach, obecnie grę w TAURON1.Lidze w Orbicie. Dużo się mówi, że walczycie w tym sezonie o awans. Jesteś gotowy, czy to do samej walki o awans, czy nawet do gry na najwyższym szczeblu rozgrywek w Polsce?

ŁL: Oczywiście, że tak. Mamy fajny zespół w tym roku. Awansować do ligi wyżej jest bardzo trudno, zawsze znajdzie się kilka klubów, które chcą ten cel osiągnąć i tutaj jest podobnie. Wiadomo, że łatwiej przegrać w takim przypadku niż wygrać. Sam klub, jak i my, zawodnicy, bardzo się rozwijamy, robimy wszystko, by móc awansować. Jak sytuacja się rozwinie, czas pokaże, rozegraliśmy dopiero kilka spotkań. Jestem gotowy na nowe wyzwania i również do gry w PlusLidze.

KW: W porównaniu do zeszłego sezonu zaszło parę zmian personalnych w klubie, a sam byłeś liderem ekipy czy to na boisku, czy to w szatni. Jak sytuacja klaruje się teraz, przewodzisz dalej?

ŁL: U nas w zespole jest o tyle dobrze, że tworzymy zgrany kolektyw. Gdy trzeba wziąć ciężar gry na siebie, to nie ma problemu ze znalezieniem osoby do tego. A czy to będę ja, czy ktoś inny, to nie jest ważne. Najważniejsze jest, by z każdego spotkania wyciągnąć trzy punkty i to się liczy. Na każdego można u nas liczyć, wszystko zależy po prostu od sytuacji każdego spotkania. Nie ma tu znaczenia, czy będzie to ktoś, kto dopiero doszedł do zespołu, czy ktoś ze starego teamu.

KW: Patrząc na tabelę TAURON1.Ligi, od razu w oczy rzuca się komplet zwycięstw eWinner Gwardii Wrocław. Spodziewałeś się, że będziecie mieli tak dobrą passę na początku sezonu?

ŁL: Przed sezonem ciężko było ocenić potencjał każdego zespołu. Z biegiem czasu poznając zespoły i widząc poszczególne wyniki, zdawałem sobie sprawę, że jesteśmy faworytem tych spotkań. Myślałem, że jeśli tylko nasza gra byłaby dobra, to powinniśmy te spotkania wygrać. Tak też się stało, a zwycięstwa nie są przypadkowe. Zagraliśmy w większości bardzo dobrze i czekamy na kolejne pojedynki.

KW: Masz już na koncie w tym sezonie statuetkę MVP spotkania. Czy było to jednym z twoich indywidualnych celów na ten sezon? Czy masz jakieś inne wyznaczone przez siebie rzeczy do osiągnięcia na ten sezon lub na następne lata?

ŁL: Obecnie chyba największym celem, czy bardziej marzeniem, jest awans z zespołem do PlusLigi.

KW: Nie sposób nie zapytać cię o sytuację związaną z koronawirusem. Co sprawiło ci najwięcej trudności podczas tej przymusowej kwarantannie?

ŁL: Najbardziej dokuczliwy był ten okres, gdy musieliśmy z dnia na dzień przerwać treningi, rozgrywki i siedzieć w domu. Pierwszy, drugi dzień każdy z nas odpoczął, pewnie każdy z nas stwierdził, że taki odpoczynek się przyda. Jednak następne dni były ogromną męczarnią. Jesteśmy przyzwyczajeni, że w tym okresie jesienno-zimowym gramy, trenujemy, a my siedzieliśmy w domu i odpoczywaliśmy. Jak widać, niemal każdy z zespołów w PlusLidze oraz TAURON1.Lidze przeszedł ten okres. Cieszy mnie, że jesteśmy już za nim i możemy wrócić w pełni do treningów i do kolejnych spotkań.

KW: Jak czujesz się po pierwszym spotkaniu po powrocie?

ŁL: Sami przed meczem nie wiedzieliśmy, jak to będzie wyglądać. Jeszcze trafiliśmy na zespół, który według mnie nie pokazał do tej pory całego swojego potencjału w lidze. Siatkarze z Siedlec będą grali o wiele lepiej. Na pewno baliśmy się tego meczu, co można było zobaczyć w pierwszym secie, gdzie nam tej pewności brakowało. Długo siedzieliśmy w domach, trenowaliśmy tylko kilka dni przed meczem. Brakowało nam tej ilości powtórzeń, regularności.  

KW: Ciężko było zachować pełnię sił? Jak to wyglądało u ciebie?

ŁL: Na pewno tak. Fizyczne treningi sprawiały, że szybko się męczyłem i wszystko bolało. Bardzo szybko pojawiały się zakwasy w organizmie. Jeżeli chodzi o sam mecz, najbardziej odczuwalnie były długie akcje. Nawet musieliśmy, abstrahując już od sytuacji związanej z epidemią, ograniczyć cieszynki i inne biegania z radości po boisku, by trochę tej energii zaoszczędzić.

KW: Z twoją osobą od razu kojarzy się twój młody fan – Adaś Kowalski. Jak to jest dawać tyle radości i pomocy osobie, która znajduje się w trudnej sytuacji zdrowotnej?

ŁL: Na pewno jest to bardzo fajna sprawa. Cieszę się, że mogę Adasiowi pomagać w tym, że może przyjść na mecz, zobaczyć wszystko na żywo. Trzymam za niego bardzo kciuki, trzymam kciuki za jego zdrowie, jak również za jego rodzinę. Są to wspaniali ludzie, którzy nam bardzo kibicują. Gdy jest taka możliwość, to są na każdym meczu. Pewnie, gdyby teraz była opcja, by się znaleźli w hali, nawet tylnym wejściem, to z pewnością byliby chętni. Jak mogę cokolwiek zrobić dla Adasia, by pojawił się uśmiech na jego twarzy, to będę to robił.

KW: Jak myślisz, czy sportowcy posiadają jakiś dodatkowy gen niesienia pomocy innym? Wielu sportowców chętnie udziela się w akcje charytatywne, czy pomaga podopiecznym różnych fundacji.

ŁL: Myślę, że większość ludzi coś takiego posiada. Sami sportowcy to chyba taka grupa ludzi, którzy po prostu, gdy mają taką możliwość, to chcą pomagać. Tutaj nawet nie chodzi o kwestie finansowe, bo nie zawsze te pieniądze są. Liczą się drobne gesty, jak przekazanie koszulki czy nawet gadżetów klubowych, które potrafią być ogromną uciechą dla drugiej osoby. Ze swojej strony mogę nawet powiedzieć, że my jako Gwardia, będziemy zawsze w miarę możliwości nosili pomoc takim dzieciakom jak Adaś. To jest normalne i jest to obowiązek każdego obywatela, żeby dzieciakom pomagać, by w ich życiu pojawiło się to szczęście.

KW: Na koniec, czego trzeba Tobie życzyć?

ŁL: Tego byśmy mogli spokojnie grać i by kibice pojawili się również na naszych spotkaniach. A ogólnie to zdrowia dla wszystkich. Mam nadzieję, że przetrwamy ten trudny okres i wirus od nas jak najszybciej odejdzie. Obecna sytuacja jest dla każdego uciążliwa i niekorzystna.