#BliżejGwardzistów – Jeffrey Menzel [WYWIAD]

Dziś kolejna odsłona cyklu #BliżejGwardzistów, w którym prezentujemy Wam wywiady z zawodnikami, członkami sztabu szkoleniowego oraz ludźmi, którzy na co dzień dbają o wizerunek klubu. Tym razem przepytaliśmy Jeffrey’a Menzela, przyjmującego eWinner Gwardii Wrocław.

Kacper Wojciechowski: Gwardia rozpoczęła play-offy od dwóch zwycięstw z Exactem Systems Norwid Częstochowa i awansowała do półfinału TAURON1.Ligi. Jak ocenisz walkę w ćwierćfinale?

Jeffrey Menzel: Były to świetne spotkania. W końcu złapaliśmy dobry rytm, znaleźliśmy swoją własną grę. Coraz lepiej dogadujemy się na boisku. Wiemy już, co każdy z nas potrafi dać zespołowi. Udało nam się również narzucić rywalowi swój styl, czego w poprzednich meczach na pewno brakowało.

Z każdym rozegranym setem prezentujesz się coraz lepiej. Czy to, co zobaczyliśmy w ostatnim czasie w Twoim wykonaniu, to było już 100% możliwości, które możesz pokazać?

Zawsze można z siebie dać więcej. Mógłbym skończyć wszystkie ataki oraz mieć każde przyjęcie perfekcyjne. Zależy to od psychiki zawodnika i od tego co chce osiągnąć swoją grą, a ja stawiam sobie ambitne cele i mimo zwycięstwa szukam aspektów siatkarskich, które mógłbym poprawić. Ogólnie czuję się na boisku bardzo dobrze i wystarczająco naładowany energią.

Przejdźmy może do Twoich początków z siatkówką. Opowiedz o tym, jak to się stało, że uprawiasz ten sport.

Na początku uprawiałem koszykówkę. Gdy wybierałem studia, to bardziej renomowane uniwersytety proponowały mi grę w piłkę siatkową, dlatego postanowiłem spróbować swoich sił w tym sporcie. Można więc powiedzieć, że to siatkówka wybrała mnie. Zaczynałem jako atakujący. Wszystko zmieniło się, gdy trafiłem do reprezentacji amerykańskiej. Wtedy szukano na tę pozycję ogromnego, wysokiego zawodnika, którym nie jestem i zaproponowano mi przejście na przyjęcie. Dlatego też jestem ofensywnym przyjmującym. Wywodzę się z ataku, więc w tym elemencie czuję się najlepiej.

Jak wygląda gra w siatkówkę w Stanach Zjednoczonych? Nie ma tam profesjonalnych lig jak w Polsce, tylko te uniwersyteckie.

Dobrą rzeczą o naszych rozgrywkach jest fakt, iż posiada ona świetnych trenerów i naprawdę dobrych zawodników. Problemem jest mała popularność tego sportu w moim kraju. Jest to bardzo mała społeczność, która trenuje ten sport. Wszyscy doskonale się znają i wiedzą, że w przyszłości zawodnicy będą musieli spróbować gry poza granicami kraju.

Myślisz, że powinna ruszyć w USA liga podobna do PlusLigi? Jest to w ogóle możliwe?

Od wielu lat próbuje się stworzyć zawody odpowiadające tym europejskim czy azjatyckim. Problemem jest tutaj popularność siatkówki oraz pieniądze. W Stanach rządzą koszykówka, baseball oraz futbol amerykański. Każdy z tych sportów ma przeznaczone dla siebie w telewizji po cztery miesiące. Ciężko jest przebić się przed NBA, MLB oraz NFL. No i oczywiście w grę wchodzą kwestie finansowe. Stany są ogromnym krajem i podróże między poszczególnymi miastami są bardzo drogie. Dla potencjalnych klubów siatkarskich nie byłoby możliwości uzbierania takich funduszy, by sobie z tym poradzić. Uniwersytety dają sobie z tym radę, posiadają one ogromne budżety i przemieszczanie się nie jest dla nich trudne. Mam nadzieję, że w przyszłości sytuacja się jednak zmieni i drużyny amerykańskie będą mogły powalczyć z najlepszymi na świecie.

Po lidze uniwersyteckiej ruszyłeś na podbój świata piłki siatkowej i można powiedzieć, że jesteś siatkarskim obieżyświatem. Zagrałeś już w kilku odmiennych kulturowo krajach. Lubisz poznawać nowe kraje?

Uwielbiam podróżować i trafiać w nowe miejsca. Jest to dla mnie ekscytujące. Lubię odkrywać nowe kultury, nowe miasta. Przed wyborem kolejnego klubu nie idę w ciemno do danego państwa. Muszę sprawdzić, czy miasto mi się spodoba, czy będzie mi się w nim dobrze żyło, czy oferta z klubu jest dobra i czy warto poświęcić czas na konkretny zespół. Jest wiele czynników, które trzeba rozważyć przed podjęciem decyzji. W moim przypadku akurat tak wychodziło, że trafiałem do bardzo ciekawych państw.

W Polsce miałeś już okazję zagrać wcześniej w Espadonie Szczecin. Jakie masz wspomnienia z tamtym sezonem?

Świetnie się czułem w zespole, ale był to dla mnie trudny rok. Po pierwszej części sezonu byliśmy w czołowej piątce ligi, mieliśmy dobry zespół z aspiracjami na walkę w play-offach. Niestety, gra nam się posypała, nie wykorzystywaliśmy swoich szans. Taki jest sport. Bardzo miło wspominam Szczecin oraz chłopaków z zespołu.

Teraz trafiłeś do Wrocławia, do drugiej klasy rozgrywkowej w Polsce. Co możesz powiedzieć o TAURON1.Lidze mając w pamięci sezon gry w PlusLidze?

Poziom gry jest bardzo dobry. Trzeba pamiętać, że PlusLiga to jedna z najlepszych lig na świecie, więc również zaplecze jest silne. Są tutaj naprawdę dobrzy zawodnicy, trenerzy, całe kluby. Wszystko zorganizowane jest niemal perfekcyjnie. Myślę, że eWinner Gwardia Wrocław w najbliższym czasie osiągnie awans i zakotwiczy na stałe w PlusLidze, bo na to zasługuje.

W stolicy Dolnego Śląska jesteś od ponad dwóch miesięcy, rodzina i przyjaciele znajdują się daleko od Ciebie. Tęsknisz bardzo za nimi? W obecnych czasach ciężko o jakiekolwiek spotkania z najbliższymi.

Nawet mimo pandemii COVID-19 trudno jest widywać się z bliskimi w trakcie sezonu, gdzie nie ma czasu na dłuższe wyjazdy. Nie polecę między spotkaniami ligowymi do USA. Nie widziałem swojej rodziny od blisko dwóch lat. Rozpocząłem sezon w Indonezji, przydarzyła się pandemia, czekałem aż sytuacja się unormuje i trafiłem do Wrocławia. Na szczęście obecna technologia daje dużo możliwości do spotkań online. Mogę z nimi rozmawiać niemal codziennie. Nie mam ze sobą nikogo tutaj na miejscu, jednak przyzwyczaiłem się do takiego stanu rzeczy, odkąd rozpocząłem karierę siatkarską poza Stanami.

A jak podoba Ci się sam Wrocław?

Nie miałem za dużo czasu, by pozwiedzać. Mieszkam w centrum miasta, więc pochodziłem trochę po Starym Rynku i okolicach. Od razu zauważyłem, dlaczego jest ono uważane za jedno z najpiękniejszych miejsc w Polsce, czy nawet Europie i świecie. Chciałbym, by wszystko było otwarte, bym mógł odkryć więcej Wrocławia, ale mamy takie czasy, że musimy bardzo uważać na swoje zdrowie.

Wolnego czasu, jak sam mówisz, nie masz zbyt wiele. Co oprócz spacerów po Wrocławiu jeszcze robisz?

Najczęściej piję kawę i odpoczywam. Staram się zrelaksować, by móc oszczędzić jak najwięcej energii na następny trening i mecz. Nie robię nic specjalnego czy ekscytującego.

A lubisz polską kuchnię?

Tak, jak najbardziej. Bardzo lubię pierogi jak chyba każdy cudzoziemiec w Polsce. Ogólnie jem dosłownie wszystko (śmiech). Staram się spróbować każdej potrawy i potem decyduję, czy są to moje smaki.  

Twoje ciało zdobi mnóstwo tatuaży. Jak to się zaczęło, który był Twoim pierwszym?

Byłem młody, gdy zrobiłem sobie pierwszy tatuaż, miałem chyba 16 albo 17 lat. Jest on wspomnieniem mojego przyjaciela, który w tamtym czasie zmarł. Ogólnie są one bardzo uzależniające, robisz sobie jeden, potem chcesz zrobić kolejny i kolejny. I tak jest właśnie w moim przypadku. Z biegiem lat odkrywasz nowe wzory, nowych artystów i zdobisz ciało kolejnym malunkiem. Myślę, że chyba nie przestanę z tatuowaniem ciała. Mogę nazwać to swoją pasją.

Zgaduję, że masz jeszcze miejsce na kolejne tatuaże?

Oj, z pewnością. Jest jeszcze sporo ciała do wytatuowania (śmiech).

Na koniec kilka słów dla kibiców eWinner Gwardii Wrocław od Jeffa Menzela.

Dzięki za wspieranie nas. Mam nadzieję, że pokażemy wam jeszcze kawał dobrej siatkówki i zaskoczymy was pozytywnie w play-offach. Trzymajcie za nas kciuki.