fbpx

Wrocławskisport.pl

Wyniki, newsy, aktualności, relacje. Sport Wrocław, WrocławskiSport

#BliżejGwardzistów – Damian Wierzbicki [WYWIAD]

Dziś kolejna odsłona cyklu #BliżejGwardzistów, w którym prezentujemy Wam wywiady z zawodnikami, członkami sztabu szkoleniowego oraz ludźmi, którzy na co dzień dbają o wizerunek klubu. Tym razem przepytaliśmy Damiana Wierzbickiego, atakującego eWinner Gwardii Wrocław.

Kacper Wojciechowski: W tabeli TAURON1.Ligi eWinner Gwardia Wrocław zajmuje szóste miejsce. Pozostaje duży niedosyt, iż te wyniki są gorsze niż te przewidywane przed sezonem, gdy mówiło się, że zespół będzie jedną z czterech najmocniejszych ekip ligi?

Damian Wierzbicki: Masz rację, nasze rezultaty prezentują się gorzej od oczekiwań, jednak składa się na to wiele czynników. Zadziałał u nas efekt domina. Gdy jedna rzecz nie działa, to skutkuje to kolejnymi elementami, które funkcjonują nie tak, jak powinny. Nie mamy szczęścia do pełnego składu, ciągle ktoś nam wypada, jak nie choroba to dopada kogoś kontuzja. Oby w końcu karta się odwróciła i mam nadzieję, że odbijemy to sobie w końcówce fazy zasadniczej oraz play-offach.

Udało Wam się pewnie wygrać w Jaworznie, wcześniej doznaliście bolesnych porażek do zera z faworytami do wygrania ligi, czyli BKS-em Visłą Bydgoszcz oraz LUK-iem Politechniką Lublin. Przegrane spotkania mocno odbiły się na morale zespołu?

Nie ukrywajmy, po każdej porażce nie bywa kolorowo. Odnosi się to do sfery zawodowej, czy też prywatnej. Gdy coś nam nie wychodzi na co dzień, jest nam po prostu nieprzyjemnie. Nigdy nie jest fajnie następnego dnia po takich meczach. Takie jest życie, musimy to przetrwać. Dopadł nas trudny moment sezonu, ale nie zamierzamy się poddawać. Porażki z topowymi drużynami bolą mniej niż te wcześniejsze z zespołami teoretycznie słabszymi, gdy powinniśmy przywozić pewne trzy punkty do domu, a wracaliśmy z niczym.

Nie patrzysz z zazdrością na wyniki swojego byłego klubu? Zespół z Lublina przewodzi w TAURON1.Lidze.

Ja ogólnie nie zaglądam do tabel ani do statystyk. Nie pamiętam już po prawdzie, kiedy to robiłem, nie lubię tego robić. Zwłaszcza gdy się przegrywa to lepiej skupić się na własnej grze niż na dyspozycji rywali. Wracając do zespołu z Lublina, gratuluję im postawy i uważam, że ich pozycja jest w pełni zasłużona.

Teraz czeka Was dłuższa przerwa od grania. Następne spotkanie rozegracie dopiero 3. marca z Krispolem Września. Będzie to dobra okazja do naładowania akumulatorów przed końcówką fazy zasadniczej?

Osobiście myślę, że będzie to dodatkowy, fajny bodziec. Potrzebujemy odpoczynku fizycznego, psychicznego. Od dłuższego czasu gramy non stop, bez żadnej przerwy. Przyda nam się taki oddech, mamy problemy zdrowotne w zespole. Jest to idealny czas, by wrócić do pełni sił. Liczę na to, że w marcu pokażemy się z nową energią i będziemy walczyć jeszcze mocniej w tych kluczowych spotkaniach. Jeszcze wiele możemy wygrać.

Pod kątem play-offów do zespołu dołączyli przyjmujący Jeffrey Menzel oraz koordynator Mark Lebedew. Chyba nie miałeś do tej pory okazji współpracować z trenerem z topu światowego?

Super sprawa, świetne doświadczenie. Zmiany, do których doszło w naszym klubie, oceniam bardzo pozytywnie. Transfery te wnoszą do naszego zespołu świeżą, zagraniczną krew i zupełnie inne podejście do życia i gry w siatkówkę. Prezentują sobą na pewno inną mentalność niż my Polacy. Mark osiągnął wiele w siatkówce reprezentacyjnej oraz klubowej. Cieszy, że klub postanowił współpracować z takim fachowcem. Czuję duży respekt do naszego koordynatora i jest to na pewno kolejny bodziec do pracy.  

Czy Mark zwrócił już uwagę na pewne elementy w grze Gwardzistów, które trzeba poprawić? Jak wygląda ta współpraca z Twojej perspektywy?

Oczywiście na bieżąco stara się nam przekazać wskazówki, jak można poprawić konkretne zagrania. Bardziej jednak obserwuje nasze treningi i grę z boku, a potem wymienia się uwagami z trenerem Janczakiem oraz nami.

Przejdźmy może do Twoich początków siatkarskich. Jak to się wszystko u Ciebie zaczęło? Dlaczego akurat siatkówka, a nie inne sporty?

Zaczynałem od pływania, bardzo długo trenowałem ten sport. Po pewnym czasie wypaliłem się i czułem wręcz obrzydzenie do wejścia do wody. Miałem treningi dwa razy dziennie, jeden o piątej rano, drugi wieczorem, do tego szkoła. Stwierdziłem, że chcę iść w innym kierunku. Nie pamiętam już, kto mnie zabrał na pierwsze siatkarskie zajęcia. Było to dla mnie coś zupełnie innego, sport drużynowy zamiast indywidualnego. Sprawiło mi to dużo więcej frajdy niż pływanie, więc postanowiłem poświęcić się siatkówce.

Bywasz jeszcze na basenie, czy to obrzydzenie nadal pozostało?

Co ciekawe, bardzo długo ono pozostawało. Jednak w obecnych czasach, gdy nie można nigdzie wyjść, to nawet chętnie bym wskoczył do wody. Rozmawiałem ostatnio z chłopakami, że gdyby wszystko było otwarte, to pewnie bym o tym nie pomyślał, ale teraz to bym się wybrał i porobił coś innego w tym Wrocławiu.

Zdążyłeś chyba coś zwiedzić we Wrocławiu?

Tak, na samym początku w lecie udało się dużo obejrzeć. Teraz z żoną urządzamy sobie często spacery po wrocławskim rynku oraz w okolicach. W dzisiejszych czasach to jednak dzieje się wszędzie to samo, czyli nic, czy to w dużym, czy małym mieście. Nie ma możliwości wykorzystania w większym stopniu piękna i możliwości Wrocławia.

Czasy trudne, kibiców na trybunach brak. Coraz częściej mówi się o wykorzystaniu bramek dezynfekujących, by hale i stadiony mogły zapełnić się chociaż w pewnym stopniu. Co Ty o tym sądzisz?

Bardzo bym chciał, by tak było. Patrząc jednak na tempo szczepień w Polsce i jak sytuacja wygląda przy wszystkich obostrzeniach, to ciężko być w tej sprawie optymistą. Gramy dla kibiców, aczkolwiek cieszymy się, że w ogóle możemy grać. W zeszłym roku przerwano nam rozgrywki, a nie chciałbym wrócić do tego scenariusza. Czekamy na powrót naszych fanów do Orbity. Chciałbym, by to się wydarzyło nawet jutro.

Przyzwyczaiłeś się już do gry przy pustych trybunach?

Jest ten brak nadal bardzo odczuwalny i nie da się do tego przyzwyczaić. Uważam, że jest to wręcz inny sport. Kibice dodają wiatru w żagle, szczególnie mi, po prostu jest dla kogo grać. A teraz akcja się odbywa, koledzy krzykną z radości i jest nagle cisza. Ten ryk tysiąca osób to jest coś cudownego i bardzo motywującego.

To jaka wiadomość dla kibiców od Ciebie?

Gwardia jeszcze niczego nie przegrała w tym roku, będzie walczyła do ostatniego spotkania. Mamy swoje problemy i jesteśmy w trudniejszym okresie, ale myślę, że z niego szybko wyjdziemy. Zagramy jeszcze lepiej niż na początku sezonu, wrócimy na zwycięską ścieżkę. Prosiłbym, by nas jeszcze nie skreślać.