#BliżejGwardzistów – Błażej Szymeczko [WYWIAD]

Dziś kolejna odsłona cyklu #BliżejGwardzistów, w którym prezentujemy Wam wywiady z zawodnikami, członkami sztabu szkoleniowego oraz ludźmi, którzy na co dzień dbają o wizerunek klubu. Tym razem przepytaliśmy Błażeja Szymeczko, środkowego eWinner Gwardii Wrocław.

Kacper Wojciechowski: Po kilku gorszych spotkaniach eWinner Gwardia Wrocław w końcu wygrała za trzy punkty. Spadł kamień serca po tym zwycięstwie?

Błażej Szymeczko: Na pewno. Wszystkim nam był ten wynik bardzo potrzebny. Nie było to łatwe spotkanie, mimo że MCKiS Jaworzno zajmuje ostatnie miejsce w tabeli – chcieli się pokazać z dobrej strony. Na szczęście udało nam się zagrać lepiej od nich i zdobyć trzy punkty. Miejmy nadzieję, że po przerwie w rozgrywkach uda nam się podtrzymać zwycięską passę i będziemy zdobywać jak najwięcej cennych punktów do tabeli ligowej.

Jak spędzacie przerwę od meczów? Tylko ciężki trening, czy znalazł się czas na odpoczynek?

Akurat mamy teraz weekend wolny po dobrym, mocnym tygodniu treningowym. Niektórzy z nas pojechali do domów, przyda nam się mały reset od siatkówki i odpoczynek. Ja akurat jestem na innym etapie od chłopaków, wracam do pełni sił po problemach zdrowotnych. Tak naprawdę dopiero drugi tydzień trenowałem, ale takie dwa dni wolnego na pewno mi się przydały. Po takim powrocie zakwasy się odzywają. W poniedziałek widzimy się z chłopakami na siłowni i zaczynamy dalej przygotowania do końcówki fazy zasadniczej.

Jak wygląda Twój powrót do treningów?

Pierwszy tydzień był ciężki, nogi miałem jak z galarety. Byłem bardzo osłabiony, nie miałem siły, swoje zrobił antybiotyk. W drugim tygodniu było już dużo lepiej i mam nadzieję, że w następnym już wrócę do normalnego trenowania.

Kiedy możemy zatem spodziewać się Ciebie w składzie meczowym?

Ciężko powiedzieć cokolwiek na ten temat. Będzie to decyzja trenera, kiedy uzna, że wróciłem na tyle do pełni sprawności, by realnie móc pomóc chłopakom na boisku. Jeżeli ten tydzień będę się czuł już dobrze, to na pewno ta szansa będzie już w najbliższych spotkaniach. W play-offach każdy z nas będzie potrzebny, a jeszcze dużo grania przed nami. Mam nadzieję, że uda się zagrać i pokażę swoją wartość. Na pewno złapałbym dzięki temu większą pewność siebie przed tymi najważniejszymi potyczkami. Najważniejsze jednak byśmy wszyscy byli zdrowi i trenowali w pełnym składzie. Tego nam ostatnio bardzo brakowało.

Właśnie jak wygląda obecnie sytuacja zdrowotna Gwardzistów? Ty, Krzysiek Kołtowski czy Łukasz Lubaczewski i Jeff Menzel mieliście ostatnio problemy ze zdrowiem i nie pojawialiście się na meczach.

Jeff ma jeszcze trochę problemów z nogą, ale już coraz bliżej do jego powrotu do pełnego treningu siatkarskiego. Krzysiek borykał się ze stawem skokowym, ale już stawał do przyjęcia w zeszłym tygodniu, pewnie będzie trenował na 80-90% i dojdzie szybko do zdrowia. Łukasz był mocno przeziębiony, miał gorączkę, dlatego nie wystąpił w Jaworznie, ale już wrócił do ćwiczeń. Ten weekend pozwoli mu na pewno dojść do siebie. Mam nadzieję, że wszyscy będziemy niedługo gotowi i wrócimy do treningów w pełnym składzie. Jeżeli brakuje kilku zawodników to ciężko przeprowadzić zaplanowane wcześniej jednostki treningowe. Trener musi kombinować, gdy zamiast czternastu siatkarzy ma do dyspozycji tylko dziesięciu.

Jak tam pierwsze wrażenia ze współpracy z Markiem Lebedewem?

Mark ma ogromne doświadczenie na poziomie reprezentacyjnym, światowym. Można się od niego dużo nauczyć i każdy z Gwardzistów powinien czerpać garściami z tego, co nam próbuje przekazać. Pozostaje mi się tylko cieszyć, że tacy ludzie są ściągani do Gwardii i oby w najbliższej przyszłości przyniosło to efekt. 

Ostatnio dojrzałem Cię na trybunie w Orbicie podczas spotkania ligowego. Jak obserwuje się mecz z całkowicie pustej hali jako widz?

Dosyć nieprzyjemnie. Jesteśmy przyzwyczajeni, iż do Orbity przychodziło bardzo dużo naszych fanów i nam dopingowali. Zamiast ludzi pojawiły się GwarMisie, które sztucznie wypełniają przestrzeń hali. Nie zastąpią nam one wsparcia setek gardeł. Miejmy nadzieję, że sytuacja z kibicami się szybko zmieni, chcemy bardzo ich powrotu do hal. Z drugiej strony to ciężko było dla mnie jako zawodnika, gdy wiedziałem, że nie mogę wejść na boisko lub nawet nie mogę wspomóc chłopaków zwyczajnie dając piątkę czy podpowiadając, jak gra rywal.

Jesteś ważną postacią w szatni wrocławskiej i nadrzędnym żartownisiem tej ekipy. Czy przy waszej słabszej postawie na boisku było miejsce na luźniejszą atmosferę? A może był to idealny moment na to, by odbiec myślami od porażek i trochę pożartować?

Po przegranej każdy w szatni jest zły, czuje niedosyt. Przychodzi jednak taki moment, gdy to napięcie trzeba rozładować. Lubię to robić głównie poprzez śmiech, żarty. Taka gęsta atmosfera po spotkaniach nikomu nie pomaga, nie jest to zdrowa rzecz. Jest miejsce na luźniejsze chwile, każdy z nas wie, kiedy możemy na to sobie pozwolić. Wszystko ma u nas swoje proporcje i je zachowujemy.

A po kim odziedziczyłeś ten „cięty humorek”?

Dobrze to ująłeś (śmiech). Ludzie, którzy mnie znają, wiedzą, że nie ma w tym uszczypliwości i rzeczy, które mogłyby komuś sprawić przykrość. Nowe osoby w szatni też widzą, że taki już jestem i nie mam nic złego na myśli. Zawsze taki byłem, wolałem się śmiać aniżeli płakać i narzekać. Myślę, że mogłem to wynieść z domu, mój tato ma podobne poczucie humoru. Również z moimi znajomymi śmiejemy się z podobnych rzeczy. Ważne byśmy potrafili się z siebie śmiać, bo możemy wtedy złapać dystans do nas samych.

Opowiedz trochę o swoich początkach z siatkówką. Jak zaczęła się Twoja przygoda z tym sportem?

Był to przypadek. Jako młody chłopak biegałem za piłką na trawie i nie myślałem o siatkówce. Mój tato i wujkowie w rodzinnej Bielawie mieli styczność z piłką siatkową i przez znajomego mojego taty, który był trenerem drużyny w Bielawie, zostałem zaproszony na trening. Później był pierwszy obóz i tak to się zaczęło. Miałem wtedy szesnaście lat, można powiedzieć, że dosyć późno rozpoczęła się moja kariera, ja jednak nie żałuję, że zrezygnowałem z piłki nożnej na rzecz siatkówki.

A dlaczego akurat pozycja środkowego?

Próbowałem na przyjęciu, ataku i środku. Trener zasugerował mi, bym grał jako środkowy i też na tej pozycji czułem się najlepiej. Do ataku mnie aż tak nie ciągnęło. O przyjęciu mówi się, że albo się to ma i czuje, albo nie ma co próbować. Ja tego nie miałem. Lubię swoją pozycję i na niej się bardzo dobrze odnajduję.

Masz jakieś cele indywidualne? Czy interesują Cię tylko cele zespołowe?

Myślę, że każdy z nas myśli o zespole, ale też o samym sobie. Pracujemy w grupie, jednak też na własny rachunek. Oczywiście, najpierw liczy się dobro drużyny i w danym roku walczymy, by wygrywać mecze i medale dla klubu. Trzeba też mieć na względzie, że trzeba się pokazać z dobrej strony i myśleć o kolejnych sezonach w obecnym czy innym zespole. Każdy walczy dla drużyny, ale też myśli o swojej przyszłości.

To jakie cele postawiłeś sobie na ten sezon?

Chcę jak najwięcej grać. Po zeszłym sezonie, który był w moim wykonaniu bardzo udany, to była moja indywidualna sprawa, którą chciałem utrzymać. Niestety, z różnych względów nie gram aż tak dużo. Przytrafiła mi się teraz dłuższa przerwa i trochę mi ten sezon ucieka. Czy pojawiam się na boisku, czy nie, to daję z siebie 100% na treningach. W play-offach każdy będzie potrzebny i na pewno, gdy wrócę do pełni zdrowia, to pokażę swoją siłę.

No to na koniec jakiś „sucharek” dla kibiców i kilka słów dla nich.

Ostatnio słyszałem taki.

Chłopak pyta dziewczynę:

– Czy twój ojciec nie jest przypadkiem złodziejem?

– Nie, dlaczego?

– Bo ukradł mi poloneza, którego chciałem z tobą zatańczyć (śmiech).

Mam nadzieję, że kibice będą z nami cały czas, jak do tej pory. Liczę na to, że spotkamy się razem w hali, najlepiej podczas finału ligi. Życzę jeszcze sobie i całemu zespołowi medalu na koniec rozgrywek.