#BliżejGwardzistów – Arkadiusz Olczyk [WYWIAD]

Przed Wami kolejny odcinek z cyklu #BliżejGwardzistów. Tym razem zapraszamy Was na rozmowe z kapitanem drużyny Arkadiuszem Olczykiem.



Kacper Wojciechowski: Ze względu na Twój wzrost (202 cm) sporty, gdzie zdecydowanie liczy się ta wartość, były pewnie od razu ci przypisywane. Dlaczego wybór padł na siatkówkę? Brałeś pod uwagę na przykład koszykówkę?

Arkadiusz Olczyk: O tym, że siatkówka była mi pisana, widać dzisiaj. Co ciekawe, na samym początku swojej sportowej drogi, nie brałem tego pod uwagę. Zaczynałem od właśnie koszykówki, myślałem o rozwoju w tej dyscyplinie. Zmiana zaszła tak naprawdę przypadkiem. Na jakiś zawodach szkolnych, już nie pamiętam konkretnie których, trener bądź prezes klubu w Oławie powiedział moim kolegom ze szkoły, że mają przyjść ze mną na trening siatkarski, inaczej nie mają mu się pokazywać na oczy. I tak wyszło, że gram w siatkówkę.

KW: Jak doszło do wyboru pozycji środkowego? Od zawsze to miała być twoja docelowa pozycja?

AO: Miałem epizod na ataku, ale mówiąc szczerze, to się nie sprawdziłem. Na początku mojej drogi, wybór często padał ze względu na wzrost, najwyższy szedł na środek do bloku. I tak zostało, odnalazłem się na tej pozycji, zdecydowanie mi ona odpowiada.

KW: Do tej pory grałeś w klubach na Dolnym Śląsku lub w ich bliskich okolicach, czy to w Nysie, czy we Wrześni. Rządził tym czysty przypadek, że głównie z naszego województwa dostawałeś propozycje gry?

AO: Nie jest to czysty przypadek, zdecydowanie mój świadomy wybór. Jestem przywiązany do moich rodzinnych stron, do rodziny, przyjaciół, których mam tutaj na miejscu. Można nawet powiedzieć, że jestem lokalnym patriotą i cieszę się, że mogę grać tutaj.

KW: Trafiłeś do Wrocławia w sezonie 2018/2019. Jak oceniłbyś zmiany w klubie od początku twojej wrocławskiej przygody, aż po dzisiaj? Jak to widzisz, grając tutaj już trzeci sezon?

AO: Różnica jest olbrzymia. Rozwój, jaki klub poczynił, jest dla każdego zauważalny, widać to gołym okiem. Nie ma tak naprawdę żadnego aspektu, w którym zespół nie poszedł do przodu na przestrzeni tego okresu. Cieszy mnie to i oby tak dalej.

KW: Dużo się mówi, iż celem eWinner Gwardii Wrocław jest awans do PlusLigi. Nie miałeś do tej pory okazji zagrać na tym szczeblu rozgrywkowym. Jest to jakiś twój cel czy marzenie, by zagrać w lidze mistrzów świata?

AO: No oczywiście, każdy siatkarz chciałby zagrać na najwyższym poziomie, który oferuje PlusLiga. Mam nadzieję, że będzie mi to dane, jest to moje niespełnione marzenie. Zobaczymy, czas pokaże, czy się uda. Nie będę snuł żadnych planów i obietnic, jeśli chodzi o nasz klub, czy awansujemy, czy nie. To są takie spekulacje, które lubią media, a my skupiamy się na swojej robocie i na kolejnym spotkaniu.

KW: Drugi sezon przewodzisz Gwardzistom, ponownie zostałeś wybrany kapitanem zespołu. Jak się czujesz w tej roli? Uważasz to za trudne zadanie?

AO: I tak, i nie. Jest to grupa facetów, która doskonale wie, czego od siebie wymagać, a to bardzo ułatwia tę rolę. Mamy bandę chłopaków, wiedzącą w jakim jesteśmy miejscu i do jakiego punktu dążymy. Dzięki temu bycie kapitanem jest ułatwioną sprawą. A wiadomo, każdy potrafi mieć lepsze i gorsze dni i trzeba to czasami ogarnąć.

KW: Masz takie poczucie lub kojarzysz sytuację, gdy twoja postawa jako kapitana drużyny zmieniła znacząco przebieg czy to spotkania, czy jakiegoś turnieju?

AO: Szczerze mówiąc, to na takich sprawach kompletnie się nie skupiam. Nigdy nie podchodziłem do tego w taki sposób, nie jestem z tych, którzy są indywidualistami. Jesteśmy zespołem, gramy wspólnie, ważne by drużyna wygrywała i to kolektyw decyduje o wynikach. Gdybym patrzył tylko na siebie, to lepszy byłby jakiś sport indywidualny, może tenis?

KW: Grałeś w tenisa?

AO: Tak, ale tylko na orliku.

KW: Niestety, dopadł was koronawirus. Jak zareagowałeś na tę informację?

AO: No niestety, nic na to nie poradzimy. Bardzo dużo drużyn cierpiało z powodu wirusa, musieliśmy mieć na uwadze, że ciężko będzie go uniknąć i wtargnął w nasze szeregi. Od razu po pierwszej wiadomości, iż ktoś ma objawy choroby, zrobiliśmy izolację. Dzięki temu nam się upiekło i covid potraktował nas łagodną ręką. Trenujemy już i chcemy zagrać w niedzielę. Wiadomo, iż wydolnościowo nie prezentujemy najwyższego poziomu, jednak do spotkania jest jeszcze trochę czasu.

KW: Masz gdzieś z tyłu głowy myśl, że ten sezon może zostać anulowany?

AO: Oczywiście, zastanawiam się nad tym, nie sposób o tym nie myśleć. Jestem pełen obaw, patrząc na dane, które spływają każdego dnia. Liczę jednak, że sytuacja się uspokoi i dokończymy sezon. Nie wiem, czy z kibicami, myślę że perspektywa gry przy pustych trybunach jest wielce prawdopodobna. Oby wiosną, gdy będziemy grać najważniejsze spotkania, udało się już rozegrać mecze z widownią.

KW: W twoich mediach społecznościowych widać, jak wspierasz sportowców, którzy znaleźli się w trudnych sytuacjach zdrowotnych i finansowych. Jak ważna dla zawodników jest taka właśnie pomoc?

AO: Nie ukrywam, że bardzo ważna. Dla każdego z nas niezwykle istotne jest poczucie, że nawet w najgorszych sytuacjach można na kogoś liczyć. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji jak u Bartka Kowalczyka, gdzie klub zostawił go na całkowicie na lodzie. Jeśli całe nasze środowisko nie stanie na głowie, żeby pomóc i nagłośnić takie sprawy, to takie rzeczy będą się powtarzały. Tego bardzo nie chcemy. Kiedy wygrywasz, to jesteś noszony na rękach, a gdy powinie ci się noga, to zostajesz często sam, dlatego ogromne znaczenie ma wsparcie.

KW: Na koniec, czego ci życzyć na nadchodzące dni, tygodnie?

AO: Dużo zdrowia, pogody ducha, no i uśmiechu. To najbardziej będzie mi potrzebne.   

Zobacz także: