fbpx

Wrocławskisport.pl

Wyniki, newsy, aktualności, relacje. Sport Wrocław, WrocławskiSport

#BliżejGwardzistów – Adrian Mihułka [WYWIAD]

Dziś kolejna odsłona cyklu #BliżejGwardzistów, w którym prezentujemy Wam wywiady z zawodnikami, członkami sztabu szkoleniowego oraz ludźmi, którzy na co dzień dbają o wizerunek klubu. Tym razem przepytaliśmy Adriana Mihułkę, libero eWinner Gwardii Wrocław.

Kacper Wojciechowski: Końcówka fazy zasadniczej i play-offy przed eWinner Gwardią Wrocław. Jak przebiegają przygotowania do tych spotkań? Forma z meczu na mecz chyba coraz wyższa?

Adrian Mihułka: Myślę, że nasza gra się stabilizuje, wchodzimy na odpowiednie tory. Ciężko trenujemy i łapiemy ponownie naszą pewność siebie. Naszym celem są zwycięstwa w ostatnich spotkaniach tej rundy i zająć jak najwyższe miejsce w tabeli przed play-offami. Czwarte miejsce jest jak najbardziej w naszym zasięgu, a potem czeka nas walka już o medale.

W ostatnich meczach dało się słyszeć, głównie podczas schodzenia na czas, okrzyki w stronę rywali, że się was boją. Często potrzebne są takie zagrania, by zdekoncentrować rywali?

Czasami zdarzają się takie sytuacje, gdy gra przestaje się kleić i mamy gorszy moment na boisku. Siatkówka jest grą emocjonalną, często dochodzi do wymiany zdań i małych spięć pod siatką. Trzeba pokazać trochę charakteru. Aczkolwiek wszystko jest w ferworze walki, nie są to osobiste sprawy. To jest właśnie piękno naszego sportu, możliwość kontaktu z rywalem przy siatce, małego sprowokowania go. Po meczu każdy przybija sobie piątkę i nie skupia się na takich rzeczach.

Udało się komuś Ciebie zdeprymować właśnie po takiej krótkiej wymianie zdań?

Gdy byłem młodszym zawodnikiem, to na mnie to bardziej działało, byłem bardziej impulsywny. Mając już rozegranych dobrych kilka sezonów, podchodzę do tego z dużym dystansem. Uśmiecham się tylko, gdy ktoś próbuje mnie wyprowadzić z równowagi na boisku. Nie przeszkadza mi to, daje to wręcz odwrotny efekt i działa na mnie motywująco. Odczuwam wtedy jeszcze większą chęć zwycięstwa.

W trakcie sezonu zespół wzmocniony został Markiem Lebedewem oraz Jeffem Menzelem. Miałeś okazję z nimi współpracować wcześniej. Jak wspominasz okresy z nimi w jednej drużynie?

Mark był moim pierwszym plusligowym trenerem, wtedy grałem w Jastrzębskim Węglu w sezonie 2015/2016. Byłem wtedy młodym zawodnikiem, dopiero uczyłem się siatkówki na tym poziomie. Sporo mnie nauczył i po tych kilku latach spotkaliśmy się w moim rodzinnym mieście. Jest bardzo inteligentnym trenerem, bardzo dużo widzi na boisku. Lubię pracować z osobami, które nie boją się wprowadzać nowych rzeczy do gry i treningów, a Mark jest z pewnością takim szkoleniowcem. Z Jeffem graliśmy razem w Espadonie Szczecin w sezonie 2017/2018. Po tamtym sezonie mieliśmy cały czas ze sobą kontakt, wiedzieliśmy co u nas słychać i jak przebiega nasza dalsza siatkarska kariera. Jeff jest bardzo pozytywną osobą, ma bardzo dobre podejście do życia i sportu. Jest ogromnym walczakiem. Cieszę się, że do nas dołączył. Jego przyjście dało nam dodatkowy bodziec do treningu i zwiększyło rywalizację na pozycji przyjmującego.

Zwracasz uwagę na indywidualne nagrody w czasie spotkań? W tym sezonie zdobyłeś statuetkę MVP w meczu z MCKiS Jaworzno.

Na taką statuetkę pracuje cała drużyna. Siatkówka jest sportem zespołowym, tutaj nikt w pojedynkę niczego nie osiągnie. Zawsze jest to miłe docenienie gry zawodnika, ale też całej pracy włożonej na treningach. Do każdego pojedynku trzeba się przygotowywać od początku tygodnia, więc zawsze świetnie jest być docenionym.

Jesteś szczęśliwym tatą dwóch córeczek. Widzisz oczami wyobraźni, że za kilkanaście lat pójdą w Twoje ślady i będziesz im kibicował z trybun Orbity?

Myślę, że małym marzeniem każdego sportowca jest to, aby jego dziecko spróbowało swoich sił jako sportowiec. Moje dziewczyny bardzo mi kibicują, starsza córka nie może się doczekać, kiedy będzie mogła przyjść na mecz. Obie są bardzo ruchliwe, złapały bakcyla na sport. Teraz kwestia czasu, do niczego ich zmuszać nie będę. Starsza chodzi na basen, taniec i judo, na siatkówkę jeszcze jest dla niej za wcześnie. Na początku ważne są ćwiczenia ogólnorozwojowe, by dziecko złapało koordynację i nie zniechęciło się zbyt szybko do ruchu. Co będzie dalej, zobaczymy, będzie to jej decyzja. Jeżeli jej się spodoba, to będę jej kibicował i pomagał, żeby się rozwijała w kierunku, który będzie ją interesował.

Pełen etat w Gwardii jako libero, pełen etat w domu jako mąż i tata. Znajdujesz w ogóle chwile tylko dla siebie?

Liga pędzi, w trakcie sezonu nie ma dużo wolnego czasu. Jeśli go mam, to spędzam go z rodziną. W ciągu dnia nie ma mnie za dużo w domu. Rano zawożę starszą córkę do przedszkola i widzę się z nią potem dopiero wieczorem po treningu, jeśli jeszcze nie śpi. Czasu na nadrabianie zaległości będzie dużo po sezonie. Teraz cieszę się każdym dniem, który mogę spędzić razem z nimi.

Jesteś rodowitym wrocławianinem. Gdybyś był przewodnikiem turystycznym po Wrocławiu, to jakie miejsca byś tutaj polecił?

Teraz przez pandemię nie mamy zbyt dużego pola manewru. Jestem zwolennikiem spędzania czasu na świeżym powietrzu, bardzo lubię wrocławskie parki. Lubię spacerować po Ostrowie Tumskim, Wyspie Słodowej. Tak naprawdę jest tutaj dużo przyjemnych miejsc, gdzie można czynnie spędzić czas. Polecam wszystkim również wrocławskie zoo z Afrykarium. Nie da się nudzić we Wrocławiu, mamy jedno z najpiękniejszych miast w Polsce.

Trudny był dla Ciebie powrót do Wrocławia po kilku sezonach?

Wrocław był zawsze moim miastem i nim pozostanie. Marzyło mi się, by tutaj wrócić i zagrać na jak najwyższym poziomie. Po rozpadzie Stoczni Szczecin trafiłem na pół sezonu do Tomaszowa Mazowieckiego. Miałem różne propozycje, jednak zaufałem planom na większą siatkówkę we Wrocławiu. Razem z żoną postanowiliśmy, że wrócimy do stolicy Dolnego Śląska. Mam z Gwardią misję do wykonania i mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości się ona powiedzie.

Plan dla Gwardii i Adriana Mihułki: PlusLiga?

Bardzo mi na tym zależy. Było to już moim marzeniem od małego, jeszcze jako chłopca do podawania piłek na meczach, kiedy Gwardia była na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w Polsce. Chciałbym zagrać w Orbicie na poziomie PlusLigi. Mam nadzieję, że prędzej czy później to się uda.

Siatkówka jest grą emocji, ale w tym sezonie trochę ich brakuje ze względu na brak kibiców na trybunach. Czy tracicie na tym? Dużo się mówi, że Gwardzistów napędzał gwar widowni, czy to wrocławskich fanów, czy drużyny przeciwnej.

Jesteśmy zespołem, który gra na emocjach. Lubimy, kiedy na boisku wrze i jest głośno, kibice zawsze nam pomagali. Na pewno nam ich brakuje, jednak cały sezon już gramy bez publiczności. Każdy z nas zdążył się do tego przyzwyczaić. Wszystko leży teraz po naszej stronie, musimy podtrzymywać teraz atmosferę na boisku. Mam nadzieję, że nadejdzie taka pora, że ujrzymy naszych kibiców. Wtedy będzie to dla nas sporą nowością i znowu będziemy musieli się zaadoptować do takich warunków.

Nie ma możliwości spotkania z kibicami, ale możesz przekazać im teraz kilka słów.

Czekamy, aż wrócicie do Orbity. Z waszą pomocą czujemy się silniejsi. Dziękujemy za wszystkie miłe słowa na portalach społecznościowych. Jesteście cały czas z nami. Do końca sezonu będziemy walczyć, by zająć jak najwyższe miejsce. Gramy dla was.