Śląsk Wrocław po meczu w Głogowie pokonał Chrobrego 2:1 i odniósł swoje pierwsze wyjazdowe zwycięstwo w tym sezonie. Przedstawiamy najciekawsze wypowiedzi trenera Ante Simundzy z pomeczowej konferencji prasowej.

PODSUMOWANIE SPOTKANIA:
To było trudne, wymagające spotkanie. W pierwszej połowie mieliśmy wszystko pod kontrolą, a w drugiej mieliśmy kilka sytuacji, aby podwyższyć wynik. Po stracie gola z rzutu karnego mecz stał się bardzo intensywny. Dlaczego tak było? Między innymi dlatego, że bramkarz Chrobrego był według mnie najlepszym zawodnikiem w drużynie rywali. Obronił kilka bardzo dobrych okazji. Kiedy patrzę jednak na całe spotkanie, sądzę, że zasłużyliśmy na 3 punkty.
O KONTROLI SPOTKANIA:
Zgadzam się, że dopiero po zdobyciu gola zyskaliśmy kontrolę nad meczem. Przedtem mieliśmy problem z graniem tego, co trenowaliśmy. Wraz ze zdobyciem gola zyskaliśmy więcej pewności siebie i tym samym większą kontrolę nad meczem. Choć trudno powiedzieć, że ja sam byłem pewny siebie, bo graliśmy przecież na wyjeździe. Przeciwnicy wywierali na nas sporo presji przy okazji stałych fragmentów gry. Wprowadzając w późniejszej części meczu trzech świeżych zawodników z przodu, byliśmy w stanie zapobiegać temu poprzez stosowanie pressingu. To ważne w kontekście przyszłości.
O ZMIANACH W WYJŚCIOWEJ XI:
Zmiana Sokołowskiego to decyzja taktyczna. Chciałem wprowadzić trochę świeżości do zespołu. Tyczy się to również wszystkich zawodników, którzy pojawili się dziś w wyjściowej jedenastce. Jestem usatysfakcjonowany z 3 punktów i jednocześnie z tego, że udało się porotować składem i utrzymać świeżość w zespole. Musimy stosować rotacje. Zagraliśmy dwa mecze, a zagramy jeszcze jeden w przeciągu 8 dni. Roszady w wyjściowej jedenastce to też jest ukłon w stronę zawodników, którzy dobrze pokazują się na treningach.
O MIŁOSZU KOZAKU:
Wierzę, że wniósł potrzebną energię na boisku. W pierwszej połowie był jednym z najlepszych zawodników w fazie ofensywnej. Nie grał wcześniej zbyt wiele, więc po 64 minutach na boisku dokonaliśmy zmiany.
O LUCE MARJANACU:
To był jego pierwszy mecz dla Śląska. Uważam, że był to pozytywny występ. Jego kontuzja to już przeszłość, ale fizycznie nie jest jeszcze na poziomie, którego oczekuję.
O SERAFINIE SZOCIE:
Jest naszym kapitanem. Jego występ przeciwko Odrze to nie był problem pomimo tego, że zmarnował rzut karny. Myślę, że dziś był na przyzwoitym poziomie, ale zgadzam się, że nie na najlepszym. Dobrą rzeczą jest jednak to, że mamy możliwość dokonywania zmian i rotacji w zespole.
O RZUCIE KARNYM DLA PRZECIWNIKA:
Z tego, co widziałem, nie uważam, że był to rzut karny. Ale to tylko moja opinia. Tommaso Guercio skakał do wyblokowania piłki, obrócił się i miał rękę przy ciele.
O DAMIANIE WARCHOLE I RYWALIZACJI NAPASTNIKÓW:
Nie ma żadnej hierarchii. Kto będzie strzelał, ten będzie grał. Cieszę się z podejścia Damiana Warchoła do dzisiejszego spotkania. Nie podchodził do niego tak, że może zagrać byle jak, skoro nie było Przemysława Banaszaka. Zdobył dwa gole, a później bramkarz obronił jego trzy bardzo dobre strzały. Jego podejście, mentalność i język ciała były na bardzo wysokim poziomie.
O RZUTACH KARNYCH DYKTOWANYCH PRZECIWKO ŚLĄSKOWI:
Musimy przyznać, że błędy się zdarzają. Akceptuję to. W meczu z Wieczystą nasz zawodnik nie widział piłki, a sędzia podyktował rzut karny. Przeciwko Stali Rzeszów piłka odbiła się od jednego z zawodników i było bardzo blisko – w innych sytuacjach nie byłby to rzut karny. Nie musimy trenować unikania takich sytuacji, bo jest to kwestia przypadku. Zawodnik nie wyciąga nienaturalnie swojej ręki do piłki w żadnym z przypadków.







