Olivier Vidin: Dominuje głód tego, by zajść dalej [WYWIAD]

Zapraszamy na pierwszy po dłuższej przerwie wywiad z trenerem pierwszej drużyny WKS-u Oliverem Vidinem, przygotowany przez zespół mediowy klubu. Poruszone zostały w nim kwestie dotyczące przedwczesnego zakończenia poprzednich rozgrywek, obszernie omówione najnowsze ruchy kadrowe Śląska, a także cele i plany na nadchodzący sezon Energa Basket Ligi.

WKS: Trenerze, na początku pytanie o poprzedni sezon. Jak go podsumujesz? Jesteś zadowolony z finalnego wyniku drużyny i pracy, jaką z nią wykonałeś?

OV: Po pierwsze chciałbym powiedzieć, że zarówno ja, jak i wszyscy zawodnicy czy uczestnicy ligi jesteśmy zawiedzeni, że rozgrywki zostały przerwane przez koronawirusa. Nie mogliśmy kontynuować naszej pracy, ale jestem pewien, że zrobimy i pokażemy jeszcze więcej niż w poprzednim sezonie, jeśli zagramy w play-offach i dokończymy rozgrywki. Jestem zadowolony z tego, że byliśmy na dobrej drodze do znalezienia się w czołowej ósemce na pozycjach 6-7, ale jestem też przekonany, że w jednym czy dwóch meczach mogliśmy zrobić więcej, by wygrać. W poprzednim sezonie mieliśmy też problemy z kontuzjami – niemal w każdym przegranym spotkaniu brakowało nam jednego czy dwóch graczy. Sytuacja nie była więc dla nas do końca komfortowa, ale mimo to znaleźliśmy sposób na osiągnięcie dobrego wyniku. Z jednej strony jestem zadowolony, ale z drugiej dominuje głód tego, by zajść jeszcze dalej.

WKS: W jaki sposób spędzałeś czas po zakończeniu rozgrywek? Wiemy, że przebywałeś w rodzinnej Serbii. Jak wyglądała tam sytuacja epidemiczna i jak wpłynęła ona na twoje codzienne życie?

OV: Od zakończenia sezonu i początku pandemii cały czas spędziłem z rodziną w domu. Nie wychodziłem z niego zbyt często, robiłem to tylko, gdy było to konieczne, zwłaszcza w trakcie pierwszego miesiąca. Później powoli znajdowałem też czas na spotkania ze starymi przyjaciółmi. Nie miałem zbyt dużej przerwy od koszykówki, bo i tak stale oglądałem związane z nią rzeczy w telewizji czy internecie. W trakcie pandemii organizowane były też różnego rodzaju webinary online dla trenerów, niektóre z nich transmitowane były ze Stanów Zjednoczonych, więc ten czas nie był tak nudny, jak się spodziewałem. Dodatkowo pojawiła się też okazja, by nadrobić zaległości we wszystkich serialach, więc sądzę, że dobrze spożytkowałem ten czas.

WKS: Co możesz nam powiedzieć o nowo zakontraktowanych graczach? Co sprawiło, że wybrałeś akurat ich? Jakimi kryteriami się kierowałeś i czego się po nich spodziewasz?

OV: Gdy rozmawiałem z zarządem, dałem do zrozumienia, że zanim ściągniemy jakiegokolwiek gracza z zagranicy, musi on spełniać kilka kryteriów. Z pewnością zagraniczni zawodnicy muszą być jakościowymi wzmocnieniami, muszą być w stanie wziąć odpowiedzialność na swoje barki i napędzać zespół na przestrzeni sezonu. Jeśli chodzi o Strahinję Jovanovicia – był on wybierany do najlepszych piątek w młodzieżowych reprezentacjach Serbii, ostatnio rozegrał bardzo dobry sezon w Rumunii. Ale najważniejszym powodem, dla którego chciałem ściągnąć go do Śląska było to, że jest młody, głodny koszykówki i utalentowany. W poprzednim sezonie jego drużyna zajmowała 4-5 miejsce w lidze, ale pokonała najsilniejsze zespoły w stawce, jak np. Oradea czy Cluj. Strahinja w tych meczach napędzał swoich kolegów i udowodnił nie tylko mi, ale i całej lidze, że jest zawodnikiem wartym obserwowania. Wiemy, że miał też możliwość zostać w Bukareszcie, ale wykonaliśmy dobry ruch i udało nam się go sprowadzić. Potrafi punktować, ale, co dla mnie najważniejsze, umie też dobrze podawać piłkę, jest prawdziwym rozgrywającym.

Z Elijahem Stewartem prowadziliśmy długie negocjacje i nie było łatwo go do nas ściągnąć. Elijah skończył bardzo dobrą uczelnię USC, gdzie grał w jednej drużynie akademickiej z zawodnikiem, który ostatnio reprezentował Crveną Zvezdę w Eurolidze, Nikolą Jovanoviciem – zapytałem więc go o Elijaha. Większość graczy z tego uniwersytetu trafia na wyższy poziom, a jednak Stewart wylądował w Finlandii. Według moich kryteriów najlepszy punktujący w ekipie, która znajduje się w czołówce ligi, jest zawsze wart śledzenia i ewentualnego sprowadzenia na następny sezon. Miałem też informacje na jego temat od znajomych trenerów z tamtejszej ligi. Znam te rozgrywki i wiem, że nie jest tam łatwo być najlepszą drużyną, a jeszcze trudniej jest być najlepszym strzelcem i notować 18 punktów na mecz. Stewart jest świetnym atletą, dysponuje dobrym rzutem. Myślę, że będzie do nas pasował i wniesie dużo jakości.

W przypadku Garretta Nevelsa był to poniekąd przypadek. Dostałem informację od jednego z moich przyjaciół, że obecnie nie ma on ważnego kontraktu i rozegrał nienajlepszy sezon w G League. Trafił tam dlatego, że po dobrych sezonach we Włoszech i Hiszpanii przekonali go do tego agenci, mówiąc o szansie dostania się do NBA. Ale G League nie działa w ten sposób. Do tej ligi trafiają przede wszystkim młodzi zawodnicy z dużymi kontraktami z NBA, którzy nie mogą liczyć na dostateczną ilość minut. Więc niezależnie od tego jak ciężko Garrett by pracował, i tak nie dostałby większej ilości czasu na parkiecie, niż ta, jaka była dla niego przewidziana. Był niezadowolony ze swojej roli w drużynie, nie grał wystarczająco dużo, zbyt rzadko miał piłkę w rękach. To była dla nas dobra okazja, by ściągnąć zawodnika mieszczącego się w budżecie, na jaki możemy sobie pozwolić. Przypominam, że Nevels zaczynał na piątym poziomie rozgrywkowym w Hiszpanii i przebił się do tamtejszej ekstraklasy, co nie jest łatwe. To pokazuje też jego charakter wojownika. Od jego trenera z G League dostałem też informacje, że był najlepszym defensorem w drużynie i jest pracoholikiem. To również były główne powody, dla których chciałem widzieć go we Wrocławiu. Nasza drużyna budowana jest z myślą o agresywnej defensywie i to na przestrzeni całego parkietu, mentalnie i fizycznie. W przypadku Stewarta nie wspomniałem, że wygrał też Drew League, a to poważne rozgrywki. Swego czasu przez ten poziom przechodziły takie tuzy jak LeBron James, Kobe Bryant czy Kyrie Irving. Stewart wygrał je poprzedniego lata.

W przypadku Artura Łabinowicza głównym argumentem był jego polski paszport.  W naszej sytuacji nie jest łatwo ściągnąć jakościowych zawodników z krajowego podwórka. Mamy ograniczony budżet i z pewnością nie możemy sobie pozwolić na najlepszych rodzimych graczy, dlatego szukamy utalentowanych Polaków. Z Arturem pojawiła się taka okazja i postanowiliśmy z niej skorzystać. Jest zdolnym graczem i myślę, że jako pierwszoroczniak w zawodowej koszykówce nie pokaże mniej, niż w poprzednim sezonie zaprezentował nam Torin Dorn. Mam nadzieję, że będzie pasował do naszej ekipy, zobaczymy, jak to zadziała. Każdy zagraniczny zawodnik musi najpierw wylądować we Wrocławiu, odbyć kilkanaście treningów i po 2-3 tygodniach jesteśmy w stanie wstępnie ocenić jakim jest koszykarzem i człowiekiem.

Ostatni zawodnik to Akos Keller, wieloletni reprezentant Węgier i bardzo doświadczony gracz. Znam go z przeszłości i pojawiła się okazja – był wolnym agentem po nie do końca udanym sezonie w Zadarze.  Przybył do Chorwacji jako wzmocnienie składu, ale tamtejszy trener używał go głównie na pozycji nr 4, która nie jest jego naturalnym miejscem, przez co Akos nie mógł zaprezentować pełni swoich umiejętności. Po nienajlepszych rozgrywkach zawodnicy siłą rzeczy nie mogą też żądać większych pieniędzy, co było dla nas dobrą okazją do ściągnięcia jakościowego gracza. Tacy koszykarze zawsze mają coś do udowodnienia, walczą o miejsce w reprezentacji, chcą pokazać, że są lepsi, niż mogłoby się to wydawać po poprzednim sezonie.

WKS: Czy brane pod uwagę było takie założenie, by w razie obecności Strahinji na ławce, to Garrett przejmował obowiązki rozgrywającego?

OV: Z pewnością Strahinja nie może grać pełnych 40 minut, na jego pozycję potrzebujemy zmiennika. „Munia” ma 188 cm wzrostu, myślałem więc o kimś silniejszym fizycznie i nieco wyższym. Ostatecznie ściągnęliśmy Nevelsa, co daje nam spore możliwości na obwodzie, dlatego, że w przypadku przesunięcia go na jedynkę pojawia się miejsca dla Jakuba Musiała, który również potrafi dobrze wywiązywać się ze swojej zadaniowej roli. Myślę, że każda drużyna powinna mieć w składzie jednego „combo guarda”. Zawodnika, który w razie potrzeby jest w stanie wejść na pozycję nr 1, ale w gruncie rzeczy jest bardziej „punktującym rozgrywającym”.

WKS: Z graczy zagranicznych póki co jedynie Strahinja trenuje z drużyną od początku przygotowań. Czy nie obawiasz się tego, że zawodnicy, którzy dołączą do składu później, nie będą mieli wystarczająco dużo czasu na wzajemną adaptację?

OV: Z pewnością będzie to problem, nie duży, ale zawsze jest łatwiej, kiedy ma się pod ręką wszystkich zawodników przez dłuższy okres i jest czas na to, by zgrać ich ze sobą, nauczyć funkcjonowania systemów i zasad w defensywie i ofensywie. Ale jesteśmy ograniczeni czasem, sytuacja jest taka, jaka jest. Najlepsi pływacy nie są najlepsi tylko w określonej temperaturze wody, ale muszą być gotowi na trening w ciepłej czy zimnej wodzie, w słońce, deszcz i wiatr. Umiejętność adaptacji – właśnie to określa, jak dobry jesteś w tym, co robisz.

WKS: Czy możemy się spodziewać kolejnego zagranicznego zawodnika w Śląsku jeszcze przed sezonem czy może preferujesz zostawić sobie możliwość zakontraktowania kogoś takiego w trakcie rozgrywek?

OV: Nie jestem zwolennikiem jakichkolwiek roszad kadrowych w trakcie sezonu. Jestem przeciwnikiem podpisywania czy też odsyłania zawodników na przestrzeni rozgrywek. Nie przypominam sobie sytuacji, w której pozbyłbym się gracza z drużyny w trakcie sezonu. Przeważnie nie wymieniam żadnych zawodników, staram się wykorzystywać to, co mam, od początku do końca. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość. Nie mam pewności co do tego, czy z miejsca podpiszemy kontrakt z jakimś koszykarzem, będzie to zależeć od sytuacji. Wciąż szukamy jednego zawodnika, być może polskiego, a być może zagranicznego. Może nawet obu. Istnieje możliwość, że jeśli nie uda nam się pozyskać rodzimego gracza, to zaczekamy na gracza zagranicznego, który dołączy do nas później, jeśli będzie to konieczne. Jeśli nie uda nam się znaleźć polskiego zawodnika, prawdopodobnie podpiszemy kontrakt z kimś z zagranicy  w ciągu najbliższych tygodni. Wszystko zależy od sytuacji.

WKS: Jaki cel przewidywany jest na ten sezon?

OV: Cel na ten sezon będzie podobny, jak na poprzedni, ale chcemy osiągnąć więcej. Jestem pełen przekonania, że z drużyną, którą mamy, jesteśmy w stanie zakwalifikować się do play-offów, oczywiście przy sprzyjającym zdrowiu. Naturalnie zależy to od kolejnych transferów, przebiegu sezonu, ewentualnych kontuzji, ale wierzę, że możemy zajść dalej, dać kibicom jeszcze więcej powodów do radości i towarzyszenia nam na przestrzeni rozgrywek.

WKS: Jak będzie wyglądała kooperacja pomiędzy pierwszą i drugą drużyną w trakcie sezonu? Na ten moment oba składy trenują razem, ale czy później się to zmieni?

OV: Z pewnością tak. Poranne treningi będą łączone, natomiast wieczorne oddzielne dla pierwszego i drugiego zespołu. Sezon 1. Ligi rusza też później, więc młodzi zawodnicy będą mieli więcej czasu na przygotowanie się do niego. Z drugiej strony muszę powiedzieć, że Śląsk najprawdopodobniej będzie najmłodszą drużyną w Energa Basket Lidze. Mamy wielu młodych zawodników, również z zagranicy. Z wyjątkiem Akosa Kellera, ci ostatni mają po 24-25 lat. Wszystko zależy od tego, jak rozwinie się sytuacja, ale na ten moment trenujemy razem, dopóki nie dotrą do nas zagraniczni koszykarze. W trakcie sezonu z pewnością kilku zawodników z 1. Ligi będzie równocześnie trenować z ekstraklasową ekipą.

WKS: Czy któryś z najmłodszych zawodników zdołał już ci zaimponować? Możemy spodziewać się dla nich szans w ekstraklasie, tak, jak miało to miejsce w poprzednim sezonie?

Nie użyłbym sformułowania „zaimponował”, ponieważ znam ich i śledzę od poprzedniego sezonu. Myślę, że Kacper Gordon prawdopodobnie znajdzie się w składzie pierwszej drużyny, choć oczywiście jego głównymi rozgrywkami będzie 1. Liga. Tego typu decyzje będą jednak zapadać później, ale mamy świadomość, że dysponujemy też innymi utalentowanymi graczami, jak Żeleźniak, Zagórski czy inni, którzy walczą o miejsce w meczowej 12-stce.

WKS: Dziękujemy za rozmowę.

OV: Dziękuję. Hej Śląsk!