Na co stać Śląsk w rundzie finałowej? [FELIETON]

Przed nami siedem arcyważnych spotkań, po których poznamy mistrza, wicemistrza i jedną lub dwie kolejne drużyny (zależy od rozstrzygnięć w Pucharze Polski), które także będą reprezentować nasz kraj na arenie międzynarodowej. To również siedem niezwykle ważnych pojedynków Śląska Wrocław, drużyny, która cel minimum już zrealizowała – po 5 latach awansowała do grupy mistrzowskiej. Jak teraz potoczą się jej losy, o tym w najnowszym felietonie Patryka Załęcznego.

Od razu zaznaczę, że poniższe dywagacje są wyłącznie subiektywną oceną, z którą nikt nie jest zmuszony się zgodzić. Ba, jeśli ktoś ma odmienną opinię na ten temat – zapraszam do dyskusji – bo… najważniejszy jest dialog. Właśnie, dialog – czyli ten czynnik, który wydaje się, że czeski szkoleniowiec Śląska ma opanowany do perfekcji. Jak inaczej wytłumaczyć fakt, że z drużyny, której potencjał wcale nie jest ogromny, stworzył drużynę stabilną, trzymającą pewien poziom i rozumiejącą się na boisku? Oczywiście, jak to w życiu bywa, nie każdy dzień jest usłany różami, ale wydaje się, że trener Vitezslav Lavićka posiada właśnie tę umiejętność, która pozwala mu dotrzeć do drużyny i każdego zawodnika z osobna. Erik Exposito, Filip Marković czy nawet Lubambo Musonda – ile osób już przekreśliło tych zawodników? Ile osób uznało, że wspomniane trio nie nadaje się do występów na boiskach Ekstraklasy? I tutaj wchodzi Lavićka, cały na biało, i udowadnia nam, że jest wybitnym fachowcem, dzięki któremu ci zawodnicy dokładają cegiełkę do sukcesu.

Nie oszukujmy się, awans do grupy mistrzowskiej należy uznać wielkim sukcesem klubu z Oporowskiej. Choć jako kibice, będziemy zawsze trzymać kciuki za jak najwyższe lokaty, to jednak patrząc realnie na skład, liczne kontuzje, czy problemy z transferami (nie myślę tu o piłkarzach przychodzących z wolnego transferu, którzy muszą pół roku trenować, żeby wskoczyć na pełne obroty), samo wejście do grona najlepszych ośmiu drużyn PKO Ekstraklasy jest ogromnym sukcesem.

Jednak, co dalej? Kibice liczą, że piłkarze zapewnią drużynie awans do europejskich pucharów, ale czy to realne? Z natury jestem optymistą, dlatego także wierzę, że Śląsk stać na zajęcie wysokiego miejsca w tabeli, jednak bardziej celowałbym w miejsca 3-4. O ile miejsce nr 3 da nam bezpośredni awans do europejskich pucharów, tzn. do eliminacji, to już lokata nr 4 niekoniecznie. Wszystko, tak jak wspomniałem wcześniej, będzie zależało od rozstrzygnięć Pucharu Polski.

W pewnym stopniu mecz z ŁKS-em może napawać optymizmem, choć to żaden klasowy przeciwnik, ale bardziej kluczową rzeczą jest luz, jaki wkradł się w poczynania wrocławian w ostatnim meczu rundy zasadniczej. Dlaczego o tym piszę? Otóż właśnie ten luz, czysta głowa i brak ciśnienia odnośnie awansu do grupy mistrzowskiej – bo ta już była zapewniona, pozwoliły podopiecznym Vitezslava Lavićki rozwinąć skrzydła.

To jest klucz do sukcesu! Pozwólmy tym zawodnikom grać w piłkę, a wyniki przyjdą. Ekstraklasa wcale nie jest wielce złożoną i wymagającą ligą. Tu często o końcowym wyniku decydują drobne błędy popełnione przez drużynę. Śląsk nie popełnia ich wiele, a co ważne, ma w bramce Matusa Putnockiego, który w tym sezonie spisuje się wręcz wyśmienicie. Nie wykrzykujmy, że oczekujemy od piłkarzy mistrzostwa czy europejskich pucharów. Oni to wiedzą, a trener Lavićka na pewno im o tym w odpowiedni sposób przypomina – na tyle, na ile go znam, jestem o tym przekonany!

Jak widać, drużyna się rozkręca, szczególnie w ataku, a spotkanie z ŁKS-em, choć słabym ŁKS-em, może dodać ofensywnym graczom nieco więcej pewności siebie i wiary w swoje umiejętności.

Tak naprawdę niedzielny mecz z Legią Warszawa odpowie nam na pytanie zadane w tytule tego felietonu – na co stać Śląsk w rundzie finałowej. Warszawianie przegrali ostatnio w Zabrzu, ale to jednak nadal personalnie najlepsza drużyna w kraju, która z pewnością będzie chciała odpowiednio zrehabilitować się swoim kibicom. Na ich drodze stanie jednak Lavićka ze swoją armią, która co prawda na papierze wygląda gorzej, to jednak może sprawić niespodziankę, a tą będzie nawet jeden punkt przywieziony ze stolicy.

Lechia, Jagiellonia, Pogoń i Cracovia – te drużyny, choć nadal liczą się w walce o europejskie puchary, wydaje się, że najlepszy okres w tym sezonie mają już za sobą. Nie zapominajmy jednak, że to tylko polska liga i tutaj każdy może sprawić niespodziankę, nieoczekiwanie zwyciężając. Jednak mimo wszystko, wewnętrzne problemy we wspomnianych zespołach, nie mogą zbytnio napawać optymizmem kibiców w Gdańsku, Białymstoku, Szczecinie i Krakowie. Zostaje czwórka drużyn, z których o miejsca 2-4 walczą tak naprawdę tylko trzy.

Śląsk musi zrobić wszystko, aby z Lechem, Piastem i Legią ugrać chociaż 3 oczka. Do tego 2-3 zwycięstwa z dołem stawki (u siebie gramy z Lechią, Pogonią i Cracovią) i jedna wpadka, bo ta zawsze może się przydarzyć – taki układ wyników może dać Trójkolorowym upragniony awans do pucharów.

Pamiętajmy jednak, ta drużyna już osiągnęła wielki SUKCES, a wszystko to, co zrobi ponad, będzie wyłącznie wartością dodaną. Dajmy piłkarzom wsparcie i otuchę, a Vitezslav Lavićka na pewno nas nie zawiedzie!

Hej Śląsk!