Mathieu Wojciechowski: Chciałem sprawdzić się w roli prawdziwego lidera

Urodził się w Calais we Francji, gdzie wyemigrowali jego polscy rodzice, także koszykarze. Oficjalnie na imię ma „Mathieu”, ale woli, by zwracać się do niego „Maciek”. W pierwszych meczach nowego sezonu Energa Basket Ligi błyszczy w barwach Śląska i udowadnia, że nie bez powodu otrzymał w poprzednich rozgrywkach tytuł „Najbardziej Energetycznego Gracza”.

WKS: Jak czujesz się we Wrocławiu?

MW: Jak do tej pory jestem bardzo zadowolony z mojego pobytu. Miasto jest genialne – jest bardzo dużo rzeczy do robienia, do zwiedzenia, czy też dużo świetnych restauracji. Właśnie w tej ostatniej kwestii mamy z kolegami z drużyny „challenge” – szukamy tych najlepszych miejsc i razem się do nich wybieramy. We Wrocławiu czuję się naprawdę bardzo dobrze.

WKS: Z czego wynika świetna forma, jaką prezentujesz od początku sezonu?

MW: Myślę, że powoli zaczęła się budować już w zeszłym roku, gdy dostałem szansę na bycie jedną z najważniejszych postaci w drużynie. W tym potrzebowałem już nowego wyzwania, ale nie chciałem też byle jakiej roli. Chciałem sprawdzić się w formie prawdziwego lidera i na razie jest to bardzo interesujące doświadczenie. Kibice przyglądają się moim reakcjom na boisku i poza nim – trzeba być bardzo skoncentrowanym nie tylko na wykonywaniu swojej pracy, ale też nad tym, co się sobą prezentuje, nad własną swoją mową ciała. Musze przyznać, że mimo wszystko czuję się w tej roli bardzo dobrze.

WKS: Rola lidera drużyny jest dla Ciebie stworzona?

MW: Tego akurat nie wiem, ale zawsze staram się być wobec chłopaków jak najbardziej pozytywny, bo sam też tego potrzebuję. Moim motorem napędowym do gry jest konieczność bawienia się na boisku – nie w sensie typopwej zabawy, ale wyciągania z koszykówki jak największej ilości pozytywów i radości.  Staram się mieć taki sposób bycia, by wpływać na innych i im również dawać radość z grania. Chcę przekazać jak najlepszy przykład, co nie jest łatwe, bo każdy czasami ma gorszy dzień. Ale jest to bardzo fajne uczucie i daje mi dużo nowego doświadczenia. 

WKS: W obecnym sezonie świetnie rzucasz zza łuku. Dotychczas rozegraliście tylko 5 spotkań, ale i tak przy 3.8 próbach podejmowanych na mecz, trafiasz aż 52%. Dużo pracowałeś nad tym elementem?

MW: Przyznam, że bardzo dużo, bowiem graczowi, który gra na pozycji niskiego skrzydłowego, nie wypada nie rzucać za trzy. Poprawiając swoją skuteczność w tym elemencie, staję się też bardziej użyteczny dla drużyny, bo chłopcy mają więcej miejsca i otwartych pozycji. Tego lata dużo pracowałem także nad innymi sposobami rzucania np. rzutami z kozła, co jest dla mnie bardzo ważne, bo w grze 1 na 1 jestem w stanie wypracować sobie dużo miejsca. Gdy obrońca odejdzie za daleko mogę sobie poukładać kozioł i taki rodzaj rzutu jest teoretycznie najłatwiejszy, bo czuje się swój własny rytm ruchu, czuje się piłkę. Nie chcę być jednak tylko graczem typu „catch and shoot”.

WKS: Jaki jest Twój najsłabszy element gry?

MW: Myślę, że najważniejsze jest opanowanie emocji. Bywa to wadą mojej zalety –  trochę przewrotnie, ale miewam w sobie tyle energii i chęci do wygrywania, że czasem jest tego aż za dużo i może to mieć zły wpływ na mnie i moje. Pracuję nad tym, by w momentach euforii umieć się uspokoić, a w trudniejszych chwilach być w stanie dać z siebie coś więcej i zapewnić chłopakom więcej wsparcia. Muszę nad tym panować, ale nie mogę też przesadzać, bo z drugiej strony to moja wewnętrzna siła. Chcę używać tego mądrze. Natomiast, jeśli chodzi o elementy czysto koszykarskie – wiadomo, że mógłbym dawać więcej w obronie, bo mam ku temu dobre warunki fizyczne.

WKS: Wiemy, że chcesz coś przekazać kibicom.

MW: Oczywiście. Chcielibyśmy ich gościć na naszych meczach w jak największej liczbie, bowiem mieć za sobą takich kibiców, to wspaniałe i niezwykle cenne zjawisko, dodające otuchy do gry i cięższej pracy. Chciałbym, żeby fani przychodzili i wspierali nas jak najliczniej, bo jesteśmy grupą fajnych chłopaków, których się dobrze ogląda i którzy mogą zapewnić wiele emocji. Obyśmy wygrali jak największą liczbę meczów, czym postaramy się zachęcić kibiców do obecności w hali Orbita.