Energa Basket Liga: Porażka Śląska Wrocław na własne życzenie

W 10. kolejce Energa Basket Ligi WKS Śląsk Wrocław przegrał z zespołem Startu Lublin 70:78. O porażce wrocławian zadecydowały ostatnie cztery minuty spotkania, w których zdobyli tylko 2 punkty przy jedenastu rzuconych przez lublinian.

Śląsk przystępował do tej kolejki spotkań z 14. miejsca i liczył, że w końcu złapie kontakt z górną połową tabeli. Pomóc w tym miała zmiana pierwszego trenera wrocławian, do której doszło w ostatnim czasie. Andrzeja Adamka zastąpił serbski szkoleniowiec Oliver Vidin. Zespół z Wrocławia wygrał dotychczas tylko trzy mecze, chociaż skład, jakim dysponuje WKS, stać na pewno na dużo lepsze wyniki.

I połowa zgodnie z planem

Spotkanie już w ósmej sekundzie gry otworzył rzutem za 2 punkty Torin Dorn, a po chwili celną „trójką” popisał się Mathieu Wojciechowski i Śląsk rozpoczął od prowadzenia 5:0. Przez większą część pierwszej kwarty wrocławianie utrzymywali bezpieczne kilkupunktowe prowadzenie, ale w 8. minucie gry Start Lublin najpierw zdołał dojść na jeden punkt, aby po chwili objąć prowadzenie – po raz pierwszy w meczu. Śląsk przegrywał na 50 sekund przed syreną kończącą pierwszą kwartę 15:16, ale dzięki dwóm celnym rzutom za 2 punkty Wojciechowskiego i Dorna zakończył tę część meczu wynikiem 19:16.

Celny rzut za trzy punkty Jareckiego otworzył drugą kwartę i szybko mieliśmy remis 19:19. Śląsk odpowiedział dwiema „dwójkami” i odskoczył na cztery punkty w 12. minucie meczu. Od tego momentu do głosu doszli koszykarze Startu Lublin, którzy po trzech celnych rzutach wyszli na prowadzenie 26:23. Do 17. minuty spotkania wrocławianie przegrywali, ale wtedy skutecznością błysnęli Dorn i Wojciechowski, przez co WKS zdobył kilkupunktową przewagę, a na przerwę oba zespoły schodziły przy wyniku 34:33 dla gospodarzy. Najlepszy w pierwszej części meczu w drużynie Śląska był Torin Dorn, który rzucił 14 punktów.

Trzecią kwartę dużo lepiej rozpoczął zespół z Lublina. Start dzięki celnym rzutom Jareckiego najpierw wyrównał wynik spotkania, a po chwili Lemar i Teylor dali pięciopunktowe prowadzenie drużynie gości w 5. minucie trzeciej kwarty. Od tego momentu wrocławianie jakby pobudzeni tym, co się wydarzyło, ruszyli do ataków. Śląsk zaczął grać skuteczniej, a Łączyński i Humprey popisali się celnymi rzutami za trzy punkty, co pozwoliło dogonić lublinian w 28. minucie spotkania. Końcówka trzeciej kwarty należała również do zespołu gospodarzy, którzy zakończyli tę część meczu prowadzeniem 60:56.

„Wrocławska tragedia” w ostatnich minutach meczu

Śląsk wychodził na ostatnią część z nadzieją na utrzymanie dobrego wyniku i były widoki na zwycięstwo w tym meczu. Niestety wszystko szło po myśli wrocławian do szóstej minuty czwartej kwarty. Dziewa zdobył hakiem 2 punkty i Śląsk w tym momencie prowadził 68:67. Od tego momentu punkty seryjnie zaczęli zdobywać zawodnicy Startu Lublin. To był prawdziwy popis zespołu z lubelszczyzny, który w ostatnich minutach rzucił 11 oczek przy jednym celnym rzucie za dwa punkty zawodnika Śląska. Wrocławianie wypuścili zwycięstwo rąk w ostatnich minutach spotkania, które ostatecznie przegrali 70:78.

Najlepiej w drużynie Śląska zaprezentował się Torin Dorn, który zdobył łącznie 19 punktów. W drużynie Startu najlepiej zagrał Brynton Lemar, który zgromadził jedno oczko więcej od zawodnika WKS-u.

Start Lublin walczył ze Śląskiem dosłownie do ostatnich minut i potwierdził, że jest rewelacją obecnych rozgrywek Energa Basket Ligi. Zwycięstwo w dzisiejszym meczu dało lublinianom awans na trzecie miejsce w tabeli EBL. Efekt nowej miotły nie zadziałał i Śląsk pozostanie na 14. miejscu z dorobkiem 12 punktów, z bilansem trzech zwycięstw i siedmiu porażek po dziesięciu kolejkach.

WKS Śląsk Wrocław-Start Lublin 70:78 (19:16, 15:17, 26:23, 10:22)

WKS: Dorn 19, Humphrey 13, Wojciechowski 10, Dziewa 8, Gibson 8, Łączyński 8, Gabiński 4.

Start: Lemar 20, Carter 15, Borowski 13, Dziemba 11, Szymański 6, Taylor 6, Jarecki 5, Jeszke 2.