Diego Živulić: Tu nie chodzi tylko o pieniądze – tu chodzi o życie

Diego Živulić 3 sierpnia 2019 roku podpisał kontrakt ze Śląskiem i rozpoczął nowy rozdział w swojej piłkarskiej karierze. Przez wielu chwalony za dobrą grę głową, dobre podania, odbiory i inteligencję, która przejawia się nie tylko na boisku. Diego potrafi mówić w kilku językach i ukończył Ekonomię na Uniwersytecie w Rijece. O tym, co jest dla niego ważne, jak żyje mu się we Wrocławiu i jakie jest jego podejście do futbolu, dowiecie się m.in z naszej rozmowy z chorwackim zawodnikiem.

Piotr Paluszek: Wiem, że potrafisz mówić w wielu językach. Jak Ci idzie z polskim?

Diego Żivulić: – Tak, polski to fajny język i nawet umiem już wypowiadać proste zdania, ale nie są one jeszcze takie jakbym w pełni chciał, bo wasz język jest bardzo podobny do czeskiego i przez to często zdarza mi się mieszać słowa. Jeżeli jednak mówimy o sprawach związanych z piłką nożną, to rozumiem wszystko i na boisku jestem w stanie rozmawiać z kolegami z drużyny i razem z nimi krzyczeć.

PP: Jak podoba Ci się we Wrocławiu? Masz już jakieś ulubione miejsca? Czy nie miałeś jeszcze czasu na zwiedzanie?

DŻ: – Oczywiście mam czas i właściwie to mieszkam bardzo blisko centrum, więc to tylko chwila, żeby odwiedzić Rynek i okolice. Na Rynku jest teraz niesamowicie. Byłem tam 3 dni temu i ta świąteczna atmosfera bardzo mi się podobała. Ale tak właściwie to nie jestem typem człowieka, który lubi często wychodzić do restauracji czy kawiarni. Większość wolnego czasu wolę spędzać w domu, czytając książki, czy rozmawiając z przyjaciółmi.

PP: Lubisz jakieś konkretne książki?

DŻ: Tak, lubię thrillery, ale aktualnie robię mały wyjątek i czytam „Wojnę i pokój” Lwa Tołstoja. Postanowiłem ją przeczytać, mimo że ludzie mi odradzali, mówiąc, że to ciężka książka. Teraz jestem w trakcie czytania i zobaczymy, ile czasu będę na nią potrzebował.

PP: Przed przeprowadzką do Polski pytałeś swoich znajomych piłkarzy grających w Ekstraklasie o ligę i styl gry czy też po prostu o życie w tym kraju. Na ile sprawdziły się ich porady?

DŻ: – Właściwie wszystko, co mi powiedzieli to było coś, co wiedziałem już wcześniej.

PP: A byłeś wcześniej w Polsce?

DŻ: – Tak, byłem w Krakowie, w Wieliczce i w Oświęcimiu, ale to były tylko jednodniowe wizyty. Wracając do informacji, które przekazywali mi znajomi o lidze, to oczywiście wszystko się zgadza. W tej lidze gra jest bardzo twarda, ale to co mnie najbardziej dziwi to fakt, że w tak dużym kraju z tyloma obiektami i fanami żaden klub nie może zakwalifikować się do europejskich pucharów. To bardzo dziwne. Moim ostatnim klubem była drużyna z Cypru i zespoły z tej ligi, takie jak APOEL czy Apollon regularnie grają w europejskich pucharach.

PP: Jak myślisz, z czego to może wynikać?

DŻ: – Nie jestem w stanie powiedzieć, co jest głównym problemem, ale jeżeli chodzi o moje doświadczenia z boiska, to główną różnicę widzę w mentalności. Każdy kraj ma swoją piłkarską mentalność. Dlaczego o tym mówię? Teraz gramy z Piastem Gliwice, a właściciel klubu Riga FC, który wyeliminował Piasta z Ligi Mistrzów, jest też właścicielem Pafos, w którym grałem na Cyprze. Rozgrywaliśmy sparingi między sobą podczas każdej przerwy na mecze reprezentacyjne, więc znam poziom łotewskiej drużyny i byłem bardzo zaskoczony odpadnięciem Piasta.

PP: Trener Bohumil Panik powiedział o Tobie takie słowa: „Bardzo ambitny i profesjonalny piłkarz. Jeśli wejdzie na taki poziom, do jakiego rozkręcił się wtedy w Żlinie, Śląsk będzie miał z niego wielką pociechę”. Czy myślisz, że jesteś już właśnie w takiej formie?

DŻ: – To był inny futbol, każdy trener ma inną filozofię futbolu. Dołączyłem do drużyny trochę późno, ale odkąd jestem we Wrocławiu, trenuję na każdych zajęciach, z wyjątkiem tych, gdy miałem złamany nos. Każdy piłkarz ma swoje szanse, żeby pokazać potencjał, ale to nie takie proste grać z ławki. Żeby być w najlepszej formie, trzeba występować regularnie. Nawet, jeśli weźmiesz piłkarza, który gra regularnie i posadzisz go na ławce na 5 meczów, to nie masz gwarancji, że po powrocie zagra tak dobrze, jak wtedy, gdy grał regularnie.

PP: Skoro mówisz o kontuzji, to chciałem zapytać o Twój uraz sprzed kilku lat. Podobno lekarze mówili, że nie powinieneś już trenować. Jak sobie z tym poradziłeś i co skłoniło Cić, żeby mimo wszystko nie porzucać piłki nożnej?

DŻ: – To była zakrzepica, ta choroba jest nawet niebezpieczna dla życia, ale nie przestałem trenować, bo mam trochę inne podejście do piłki i inne jej rozumienie. Powiedzmy, że kariera piłkarza trwa około 10 lat. Na koniec nikt nie zapyta cię, czy byłeś kontuzjowany, czy trener cię lubił, czy miałeś ciężkie życie, ciężkie dzieciństwo, czy grałeś tu czy tam. Na koniec liczy się rodzina. Jak za 10 lat twoje dziecko będzie chciało jechać na wycieczkę, to co powiesz? Nie mamy pieniędzy, bo grałem w piłkę, ale nie miałem szczęścia? Nikogo nie będzie to obchodzić. Ja jestem typem piłkarza, który wykorzysta każdą szansę, kiedy jest gotowy do gry. Każdy kolejny mecz buduje Twoją karierę, więc trzeba wykorzystywać każdy moment, gdy jest się zdolnym do gry.

– Przeszedłem w karierze przez bardzo ciężkie momenty, więc doceniam czas, w którym jestem zdrowy. Dla wielu ludzi być zdrowym to normalne. Dla mnie czas, gdy jestem w pełni zdrowia to luksus. Kontuzje są wszędzie dookoła, wystarczy zobaczyć na przypadek Łukasza Brozia. Dlatego przez to, co mi się wydarzyło, patrzę dziś na niektóre rzeczy z drugiej strony.

PP: Jak patrzysz na futbol?

DŻ: – Nie chodzi o pieniądze czy sławę. To jest to, co ludzie chcą widzieć, jak przychodzą na stadion. Chcą autografów, chcą widzieć cię na boisku przy światłach i pełnych trybunach.

PP: Ludzie często zapominają o tym, że jesteście normalnymi ludźmi, wykonującymi swoją pracę.

DŻ: Ja właśnie staram się być takim “normalnym gościem”, szanować ludzi i ich pracę. Tak jak teraz, Ty robisz swoją pracę, ja robię swoją, tylko że Ty swoją możesz robić do końca życia, a ja niestety nie, więc dlatego chcę wycisnąć ze swojej kariery jak najwięcej i zostać jak najlepszym piłkarzem. Zostaje jeszcze kwestia życia po zakończeniu kariery. Wielu piłkarzy nie kończy szkół i później mają problemy ze znalezieniem zatrudnienia. Ja patrzę na to z innej strony. Wszyscy widzą tylko ładne samochody, pieniądze itp. Oczywiście to jest piękne, ale na całym świecie mamy przykłady byłych piłkarzy, którzy byli bardzo bogaci, ale nie zabezpieczyli się na przyszłość i źle skończyli. Trzeba stąpać twardo po ziemi. Tu nie chodzi tylko o pieniądze, tu chodzi o życie.