6 spotkań dzieli Śląsk od pucharów?! [FELIETON]

Tytuł nieco kontrowersyjny, ale… przeczytajcie najnowszy felieton Patryka Załęcznego – zbytniego optymisty? Oceńcie sami!

Tytuł felietonu może wzbudzać pewne wątpliwości, a nawet kontrowersje – w jaki sposób WKS, który zaprezentował się w Warszawie, powiedzmy sobie szczerze – nie do końca tak, jak chcieliby tego kibice, ma zająć miejsce premiowane występami na europejskich salonach? Już tłumaczę.

Doskonale zdaję sobie sprawę z faktu, że Śląsk zagrał przy Łazienkowskiej poniżej swojego poziomu, nie oddając ani jednego celnego strzału. Ale tak naprawdę, niech każdy z czytających szczerze uderzy się w pierś, komu po pierwszych 30 minutach meczu nie przeszło przez myśl, że drużyna dowodzona przez Vitezslava Lavićkę przyjechała do stolicy grać w piłkę! Posiadanie piłki 58%-42% na korzyść Śląska i to na boisku, nie oszukujmy się, przyszłego mistrza kraju – nie może świadczyć o tym, że Wojskowi nie potrafią grać w piłkę i boją się przeciwników – jest zupełnie inaczej, z tym… że jakość na poszczególnych pozycjach pozostawia wiele do życzenia, a już na pewno w zderzeniu się drużyną, która nie tylko budżetem, ale i organizacyjnie jest na nieco wyższym poziomie.

Nie było celnego strzału – to na pewno boli, ale te niecelne uderzenia, które widnieją w statystykach, nie były do końca strzałami posłanymi Panu Bogu w okno. Zabrakło nieco szczęścia i… sprytu, którym właśnie wykazali się gospodarze niedzielnego starcia. Nie myślę tutaj tylko o szybkości akcji i pomysłowości drużyny, ale przede wszystkim dobrze poukładanej ekipie, która potrafiła wyłączyć z gry najważniejszych zawodników z Wrocławia. Kilku graczy na pewno nie będzie miło wspominało pojedynku z Legią, ale to dla nich i dla reszty ekipy niezwykle cenna lekcja.

Subiektywnie oceniać – oczywiście szkoda, że wrocławianie musieli ją dostać, ale jednocześnie może cieszyć fakt, że ta lekcja już za nimi. Moja wiara w szkoleniowca Lavićkę nie gaśnie i jestem praktycznie przekonany, że Czech po odpowiedniej analizie niedzielnej porażki, będzie w stanie na tyle ukierunkować swoich podopiecznych, że w kolejnych starciach będzie tylko lepiej! Wiadomo, że zwycięstwo z Legią smakuje bardzo dobrze, ale może lepiej przegrać ze stołecznym klubem, dostać srogą lekcję, wyciągnąć z niej wnioski i zaatakować ze wzmożoną siłą kolejnych rywali?

Czasu na regenerację jest mało, ale to i lepiej! Chęć rehabilitacji za wynik z Warszawy i długie oczekiwanie na kolejne spotkanie, tylko niepotrzebnie ponownie pompowałoby balonik. Dlatego im szybciej WKS wybiegnie na boisko i udowodni swoją wartość – tym lepiej. Wracam zatem do tytułu – 6 meczów dzieli WKS od pucharów? Ja nadal podtrzymuje swoją tezę, z którą oczywiście nikomu nie każę się zgadzać. Powiecie, że jestem zbyt wielkim optymistą? Może i tak, ale jeśli teraz ta drużyna nie wskoczy na wyższy poziom i nie powalczy o pieniądze i reputację, to kiedy? Popatrzmy na dół stawki, tam trwa wyścig ślimaków, zatem wystarczą tak naprawdę dwa porządne zwycięstwa i Śląsk odskakuje na stosunkowo bezpieczną pozycję.

Wygrywając z Cracovią, nad czwartkowym rywalem Śląsk będzie miał 6 oczek przewagi, więc teoretycznie jednego rywala ma z głowy. Potem przyjeżdża do Wrocławia Lech, mocny Lech, niezwykle mocny Lech, ale czy wytrzyma presję, grając w stolicy Dolnego Śląska? Patrząc przez pryzmat ostatnich wyników Lechitów remis z Kolejorzem i tak będzie cieszył.

Do tego czasu, przy odrobinie szczęścia i zwycięstwach Piasta z Lechią i Legii z Jagiellonią z walki o Europę wykruszają się powoli kolejne drużyny. Oczywiście, gramy jeszcze z nimi bezpośrednie spotkania, jednak kiedy Śląsk będzie do nich przystępował z wyższej pozycji i bez presji – gdyż przecież nikt przed sezonem nie mówił, że WKS będzie walczył w tych rozgrywkach o miano drużyny, która znajdzie się w pierwszej trójce-czwórce stawki! – to wrocławianie będą w znacznie lepszym i wygodniejszym położeniu. Po spotkaniu z Lechem przyjdzie czas na wyjazd do Gliwic, tam zdobycie jednego punktu także będzie sukcesem. A następnie…już wszystko w rękach i nogach piłkarzy WKS-u. U siebie Pogoń, na wyjeździe Jagiellonia i zakończenie rozgrywek na Stadionie Wrocław z Lechią – z którą chyba możemy liczyć na dobry wynik, jeśli oczywiście Lechiści nie będą już mieli szans na walkę o czołową trójkę.

Podtrzymuje swoje zdanie – czwarte miejsce będzie niezwykłym sukcesem Wojskowych, którzy i tak grając praktycznie bez ławki rezerwowych, starają się walczyć o miano jednej z najlepszych drużyn w Polsce!

Na koniec przypomnę – cel minimum, czyli awans do grupy mistrzowskiej jest odnotowany, a jeśli dopisze odrobina szczęścia, Śląsk z sezonu 2019/2020 będzie miłą niespodzianką całej PKO Ekstraklasy.